Pochłaniacz

Katarzyna Bonda
Pochłaniacz
  • Muza SA
    Warszawa 2014
    135x213
    672 strony
    ISBN: 978-83-7758-688-4

Katarzyna Bonda dała się już poznać jako autorka serii kryminałów ze śląskim profilerem Hubertem Meyerem, w której zdecydowanie najlepsza była powieść „Florystka”. Co więcej, pisarka jako pierwsza wprowadziła do polskiej prozy kryminalnej postać policyjnego profilera, w wydanej w 2007 roku powieści „Sprawa Niny Frank”.

W najnowszej książce, „Pochłaniaczu”, otwierającym powieściową tetralogię, głównym bohaterem jest również profiler, a właściwie – kobieta wykonująca ten zawód (co też stanowi novum w polskich kryminałach), Sasza Załuska. Już sama ta postać, której historię czytelnik poznaje dopiero w zarysach, jest niezwykle frapująca.

Ledwie trzydziestosześcioletnia Sasza ma już za sobą wiele życiowych doświadczeń, zresztą niespecjalnie przyjemnych. Pracowała wcześniej jako policjantka dochodzeniowa, ale po tym jak zawaliła akcję mającą na celu aresztowanie seryjnego mordercy i gdy wyszedł na jaw jej alkoholizm, została zwolniona ze służby. Upadła policjantka wzięła się jednak w garść: urodziła córkę, zaczęła studia w sławnym Instytucie Psychologii Śledczej w Huddersfield, będącym kuźnią profilerów. Po latach, w roku 2013, wraca wraz z samotnie wychowywaną córką do kraju, by zamieszkać w Sopocie. Zgłasza się do niej miejscowy biznesmen, właściciel dobrze prosperującego klubu, który utrzymuje, że ktoś, prawdopodobnie jego wspólnik, upadły gwiazdor rocka, dybie na jego życie. Wynajmuje Saszę do rozwikłania tej sprawy. Załuska nie wie, że pakuje się w sam środek skomplikowanej rozgrywki. Niedługo potem rockmen zostaje zamordowany, a jego pracownica postrzelona. Dochodzenie prowadzi profilerkę do sprawy zagadkowej śmierci nastoletniego rodzeństwa, które zginęło w niejasnych okolicznościach na początku lat 90.

Bonda zwykła pisać kryminały wielowątkowe, o pokomplikowanych, ale przy tym logicznych i klarownych, fabułach. Nie inaczej jest w „Pochłaniaczu”. Większość czytelników skupia uwagę na głównej bohaterce, co nie dziwi, bo jest to postać fascynująca, zaryzykowałbym nawet twierdzenie, że jedna z najciekawszych, jakie stworzono w ostatnich latach w prozie kryminalnej. Zwróciłbym jednak uwagę na dwa inne wątki, mocno zaznaczone w „Pochłaniaczu”. Pomijając intrygę kryminalną, z wpisanym w nią motywem zbrodni i kary, jest to powieść o polskiej mafii. Temat niby oczywisty, wałkowany w mediach na wszystkie strony, przypominany przy okazji kolejnych procesów ludzi mafii, jednak wciąż w prozie kryminalnej reprezentowany raczej skromnie. Bonda opisuje kształtowanie się struktur mafijnych w Polsce po przełomie ustrojowo-gospodarczym roku 1989. Początkowo były to grupy czerpiące korzyści głównie z kradzieży samochodów czy przemytu (alkoholu, papierosów), bardzo brutalne, nie cofające się przed fizyczną eliminacją przeciwników. Wraz z przemianami w Polsce, zmieniała się również mafia. Mafiosi weszli w handel narkotykami, a potem coraz bardziej ukrywali przestępczą działalność, chowając się za fasadami legalnie działających firm i wchodząc w sferę przestępstw gospodarczych. Ze zbójów z bronią w ręku zmienili się w bezwzględnych biznesmenów, bez skrupułów wykorzystujący siłę pieniądza i informacji, praktycznie bezkarnych, bo trzymających w kieszeni polityków rozmaitego szczebla, policjantów czy urzędników.

„Pochłaniacz” jest najlepszą powieścią kryminalną, jaką dotąd napisała Bonda, i jedną z lepszych w ogóle, jakie powstały ostatnimi czasu w Polsce. Tą książką warszawska pisarka udowadnia, że rodzima proza kryminalna bywa ciekawsza od popularnych na całym świecie kryminałów skandynawskich.

Robert Ostaszewski