W krainie czarów

Sylwia Chutnik
W krainie czarów
  • Znak
    Kraków, 2014
    ISBN: 978-83-240-2560-2
    280 stron
    oprawa miękka

Najnowsza książka Sylwii Chutnik zaskoczeń nie przynosi. Zbiór opowiadań W krainie czarów trzyma się tematów dotychczas przez pisarkę poruszanych. Mamy więc znów miasto, a w nim obcych, innych, wyrzuconych poza granice społecznej akceptacji, bankrutów, przegranych, w końcu zaś ocalałych z zagłady; mamy przemoc, wściekłość, wstyd i upokorzenie; znowu zderza się historia zbiorowości z historią jednostki i znowu okazuje się, że prywatne jest polityczne. Nic dziwnego – na jedenaście tekstów składających się na W krainie czarów zaledwie trzy są premierami: tekst tytułowy, Dancing oraz dialogi sceniczne Piwnica. Pozostałe nie tylko zachowały świeżość (najstarsze ma pięć lat), ale i potwierdzają wyrazistość pisarskiego profilu Chutnik.

Zaangażowanie społeczne, najbardziej charakterystyczna cecha autorki Kieszonkowego atlasu kobiet, Dzidzi czy Cwaniar, idzie w parze z wypracowanym przez lata swoistym językiem: zadziornym, nawet wyzywającym, lekko śpiewnym, na bakier z ładnością i wytartymi od nadużywania sposobami na opowieść. Chutnik zajmują mało atrakcyjni bohaterowie i bohaterki; niewygodne sprawy obłapia i obraca w palcach tak długo, aż przestaną być tylko ucieszną dziwacznością. Chutnik bowiem ma na celu coś więcej niż tylko powiększanie kolekcji dziwolągów. Widać wyraźnie W krainie czarów, jak Chutnik uważność łączy z czułością pozbawioną okrutnej litości. Podstarzała prostytutka Bożena (Bożena z Poznańskiej, tutaj w zredagowanej wersji, pierwsza ukazała się w antologii Mówi Warszawa wydanej przez Muzeum Powstania Warszawskiego w 2011 roku), kobieta warszawska, wypowiada grzechy miasta i własną utraconą niewinność. Bożena jest na służbie, ciało robotnicy ulicznej przechodziło z rąk do rąk, zostało w końcu pobite, pogwałcone. Bożena tęskni czasem za swoim dorosłym dzieckiem, które oddała do adopcji, ale wie, że nic z tych marzeń nie będzie. Chutnik  pozwala swojej bohaterce snuć gawędę o niełatwym życiu w niełatwym  mieście, ale nie pozwala jej stać się ofiarą. Chutnik skrzywdzonych i poniżonych, skrzywdzone i poniżone bierze na biurko, ale nie po to, by zadawać im dodatkowe cierpienie. Nie egzotyzuje też przypadków Poli (prawdziwe losy prawdziwej Apolonii Chałupiec, która utknęła w Sosnowcu, a jej marzenia rozbiły się o zimny bruk Zagłębia), Anny (przepełnionej wściekłością córki ocalałej z getta kobiety) czy Tadeusza (zapomniał liter, by umknąć przed wypowiadaniem bólu), ich niełatwe losy układa z wolna w słowach.  Nie można u Chutnik liczyć na tak zwane dobre zakończenia, cudów w tym pisarstwie nie uprawia się. Bajki wyprowadzają w pole, mamią i łudzą, nawet wystawiają na niebezpieczeństwo – trzeba je połamać i poskładać na nowo. Ból bywa dobry w wydaniu Chutnik (choć cierpieniu ani cierpiętnictwu nie wystawia ołtarzyków). Pozwala nie tylko przeżyć (boli, więc jeszcze czuję), ale i wyzwolić się spod władzy demonów przeszłości. Warszawa, miasto-cmentarz, miasto odbudowane na grobach bezimiennych cywilów (stolica jest najważniejszą spośród bohaterek i bohaterów W krainie czarów), domaga się swoich Dziadów, swoich Babów. Chutnik pełni honory pani domu, biega po ulicach z dyktafonem, rozdaje ołówki, zachęca do zwierzeń. Nie dla sensacji (która niekoniecznie bywa taka znowu tania), ale by wymuszać obecność. Rzuca Chutnik, jak to w jej przypadku bywa, w oczy czytających brzydkie sprawy, brzydkie języki, nieładne związki, a te w oczach czytających uobecniają się i wyrywają na niepodległość. W Dancingu Piotr szuka sposobu na odzyskanie kontroli, przejęcia życia na własność. Zatrzaśnięty w dziecięctwie, przywiązany do chorującej matki szoruje ręce, porządkuje ubrania, czasem tylko wychodzi w miasto, by w rytuale tańca przez chwilę pobyć bohaterem baśni. Tylko śmierć matki może wyzwolić go z piekła przedsionka dorosłości.

Śmierci, utrat  i przegranych w tym zbiorze sporo. Chutnik kieruje wzrok w stronę tych, którzy pozostają w cieniu: zbyt biedni, zbyt brzydcy, zbyt mało odważni. Ten  margines jest szeroki, tyle twarzy majaczy w mroku, nie starczy papieru, by je wszystkie otrzeć. Demaskuje Chutnik hasła liberalnego kapitalizmu (weź sprawy w swoje ręce, a jeśli je z nich wypuścisz, toś frajer), rozbija w proch miejskie legendy równych szans. Dziewczyna z Wszystko zależy od pani (pierwsza wersja opowiadani ukazała się w antologii Wolałbym nie z 2009 roku) nie wygrywa własnej szansy na sukces, wpada pod koła rozpędzonego auta. Kochanki z Niewinnych czarodziejek (antologia Zachcianki z 2012 roku) jakby od niechcenia przeprowadzają rewolucję w imię homoerotycznego pragnienia. Rytm dotyków i słów prowadzi ścieżką żałoby. Tej pracy porzucić nie można. Najlepiej widać to w tytułowym, najpiękniejszym opowiadaniu zbioru. Stawka prywatnej historii wydaje się być tą najwyższą.

Próbuje Chutnik form różnych i robi to z powodzeniem. Zawarte w zbiorze Muranoo (na jego podstawie powstał  w Teatrze Dramatycznym w Warszawie  spektakl pod tym samym tytułem) i Piwnica (wojna jeszcze się nie skończyła, bo nie została opowiedziana w „cywilnych” językach) pokazują wielowymiarowość twórczości Chutnik. Przypomnieć trzeba tutaj znakomite, współtworzone z Magdą Fertacz i Małgorzatą Sikorską-Miszczuk III Furie (spektakl wyreżyserował w 2011 roku dla teatru im. Heleny Modrzejewskiej w Legnicy Marcin Liber).  Przepisywanie historii, odsłanianie podszewek, przesuwanie wzroku na ocienioną część sceny, zderzanie głosów i świadectw to wielokrotnie wypróbowana przez Chutnik technika pracy nad przeszłością. Przeszłość, którą do opowieści wywołuje pisarka, rodzi się z politycznej prywatności. Tylko taka perspektywa, wciąż niedoceniana, zdaje się dawać szanse na ucieczkę przed pułapkami patosu i umowności, schematów i zakrzepłych form. Nieustające zaangażowanie Chutnik przynosi plony, czego dowodem jest najnowszy, odczarowany zbiór.

Anna Marchewka