Zbrodniarz i dziewczyna

Michał Witkowski
Zbrodniarz i dziewczyna
  • Świat Książki
    Warszawa, 2014
    ISBN: 978-83-7943-284-4
    432 strony

Zbrodniarz i dziewczyna to kolejny – po wydanym przed trzema laty Drwalu – „zepsuty” kryminał Michała Witkowskiego. „Zepsuty”, a więc nie tyle pastiszowy, ile wolny od jakichkolwiek rygorów, przegadany, wyposażony w setki dygresji i kilka dłuższych wtrąceń, które dezorganizują opowieść i irytują konsumpcyjnie nastawionego czytelnika, odsłaniający umowność konwencji, a nawet szydzący z własnej schematyczności. Niektórzy nazywają go pretekstowym, inni podkreślają użyteczność tej dziwacznej formuły: kryminalne rusztowanie pozwala pisarzowi zapanować nad chaotycznym, wielogłosowym żywiołem. Ale też nie jest specjalnie istotne, w jaki sposób Witkowski korzysta z popularnego wzorca gatunkowego, ponieważ nie zwraca się do miłośników powieści kryminalnej, lecz szuka porozumienia z odbiorcami zorientowanymi w jego twórczości, zwłaszcza z tymi, którzy mają we wdzięcznej pamięci przebojowe Lubiewo (2005). Więcej – Zbrodniarz i dziewczyna to najbardziej „recyklingowy” utwór w dotychczasowym dorobku wrocławskiego autora: powracają tu wątki, postaci i miejsca znane nie tylko z jego pierwszej powieści, ale także z wcześniejszego Drwala.

Tak jak w Drwalu główny bohater jest pisarzem i nazywa się Michał Witkowski (zwięźlej: Michaśka). Znów mamy chłodną porę roku (akcja powieści rozgrywa się w listopadzie i grudniu 2012 roku), a nawet ponownie jesteśmy – przez kilka dni – w Międzyzdrojach pośród znanych nam figur (luj Mariusz, drwal Robert i inni). Zasadniczo jednak przebywamy we Wrocławiu, gdzie grasuje zwyrodnialec nazwany przez policję Przedwojennym Mordercą. Poluje on na młodych chłopców z zaniedbanych środowisk, pozbawia ich świadomości, po czym stroi w przedwojenne ubrania i uśmierca. Niekiedy brutalnie traktuje ich ciała – gwałci, rozcina im skórę, czasami zagląda do otwartych brzuchów. Po odbyciu mrocznych ceremoniałów podrzuca zwłoki w miejscach, które upodobali sobie przedwojenni wrocławscy homoseksualiści; większość z tych miejsc – co ważne – została opisana w Lubiewie.

Podejrzenie pada na powieściowego Michała Witkowskiego, również z tego powodu, że Michaśka kolekcjonuje informacje o zaginionych chłopcach i sposobach działania słynnych seryjnych morderców. Jako główny podejrzany daje się złapać w policyjną pułapkę – przystojny śledczy (Studencik) sprawia, że Michał zakochuje się w nim od pierwszego wejrzenia, ale równie szybko ów oficer policji dostarcza naszemu bohaterowi alibi. Już wiadomo, że to nie Michaśka jest Przedwojennym Mordercą. I tu dzieje się rzecz dziwna: nasz bohater z dnia na dzień staje się – trudno ująć to inaczej – samozwańczym policjantem, na pewno kimś więcej niż konsultantem pomagającym w śledztwie.

Przemiana pisarza w policjanta ma kapitalne znaczenie. Bohater wielokrotnie podkreśla, że zerwał z literaturą, gdyż ta głęboko go rozczarowała. Od pewnego czasu pozostaje w zawieszeniu, właściwie nie wiadomo, co robi poza regularnym uczęszczaniem na siłownię. Można by chyba powiedzieć, że celebruje siebie, i to nie tylko w ten sposób, że na każdym kroku przypomina o swej pisarskiej sławie, ta bowiem, choć niby miniona czy zwietrzała, pozostaje jego najmocniejszą kartą atutową. Michaśka, pomijając jego zaangażowanie w śledztwo, staje się kolekcjonerem powierzchownych wrażeń, arbitrem w sprawach stylu i mody, przewodnikiem po polskim pejzażu konsumpcyjnym. Owa jałowość „plastikowego” istnienia poważnie mu dokucza, dlatego wejście w świat naznaczony zbrodnią i perwersją to dla niego szansa na ożywienie. Dobrej ilustracji dostarczają sceny z prosektorium wypełnione szczegółowymi opisami sekcji zwłok, a jeszcze lepszej – fascynacja zbrodniczymi i nekrofilskimi praktykami Przedwojennego Mordercy.

Osoba i sprawy Michała Witkowskiego przenikają tę powieść z niezwykła siłą, jej lektura to intensywne doświadczenie obecności autora, a właściwie intermedialnej kreacji bądź popkulturowej marki/konstruktu „Witkowski”. Zbrodniarza i dziewczynę trudno zrozumieć poza tym kontekstem, a więc bez lektury licznych wywiadów, jakich pisarz obsesyjnie udziela każdemu, kto się do niego zwróci, bez kolportowanych przez niego plotek na własny temat, bez jego „skandalizującej” (cudzysłów konieczny) obecności w serwisach plotkarskich czy prasie brukowej. Bez wątpienia aktywność twórcza zespolona z bezprecedensową aktywnością celebrycką Michała Witkowskiego świadczy o radykalnej zmianie funkcjonowania literatury.

Dariusz Nowacki