Złodzieje koni

Remigiusz Grzela
Złodzieje koni
  • Studio Emka
    Warszawa 2014
    304 stron
    135 x 210
    ISBN: 978-83-64437-12-0

Złodzieje koni Remigiusza Grzeli to książka o trzech pokoleniach mężczyzn. To także książka o polskiej historii – o życiu w Polsce przedwojennej i Polsce czasów wojny, w Polsce przed 1989 rokiem i w Polsce współczesnej. O tym, jak historia odciska piętno na życiu kolejnych pokoleń. Bohaterami Złodziei koni są: Stanisław – były partyzant antykomunistyczny, emigrant mieszkający w Stanach Zjednoczonych; jego syn Jerzy – wychowywany przez ciotkę, a po wypuszczeniu matki z więzienia (za udział w partyzantce) przez nią i ojczyma, później przez większość życia bezrobotny aktor; oraz Kamil, syn Jerzego, wnuk Stanisława, próbujący swoich sił w zawodzie reżysera, przeżywający wyobcowanie, poszukujący bliskości poza rodziną. Wszyscy troje są spokrewnieni „po mieczu”, i sformułowanie „po mieczu” wydaje mi się trafne w odniesieniu do tej książki, w której widzę rodzaj powieści inicjacyjnej – ojcowie są niemal nieobecni w życiu synów, lecz synowie szukają swoich rytów inicjacyjnych. Jak przystało na powieść inicjacyjną pojawiają się tutaj tematy, cechy „twarde”, postrzegane kulturowo jako „męskie” – śmierć, ambicja, walka. Jednak prawdziwa inicjacja to harmonia obu płci, mamy więc tu także wartości kulturowo postrzegane jako „kobiece”, „miękkie”: empatię, wrażliwość na szczegół, delikatność. („Podoba mi się, że jesteś taki miękki” – mówi dziewczyna Kamila, kiedy ten opowiada jej o jednym ze swoich pomysłów na film).

Choć głównymi protagonistami tej książki są mężczyźni, znaleźć w niej można wiele portretów kobiet, kreślonych z zaciekawieniem, czułością, często podziwem. Remigiusz Grzela ukazuje kobiety jako syntezę delikatności i siły, wrażliwości i zaradności, poetyckości i praktyczności. Podobnie jak w wierszu Tadeusza Różewicza Opowiadanie o starych kobietach – w książce Grzeli kobiety pchają życie do przodu i jest w tym nie tylko melancholia, ale także afirmacja życia.

Ta afirmacja szczególnie widoczna jest w hołdzie złożonym sztuce opowieści – którą w Złodziejach koni reprezentuje bezdomny, nazywający sam siebie Belmondo. Jego opowieści są wyznaniem wiary w przygodę, w życie, wreszcie w sztukę – wpisane są w nie dalekie podróże, a także historie, o których nie wiadomo, czy były przeżyte, czy też przeczytane u Kafki czy Herlinga Grudzińskiego. Nie ma to zresztą znaczenia – opowieść sama w sobie ma bowiem działanie terapeutyczne, podobnie jak sztuka. Tym, moim zdaniem, także jest książka Remigiusza Grzeli – wyznaniem wiary w sztukę, w jej oczyszczającą, budującą, edukującą, czy wreszcie ocalającą od zapomnienia rolę – w pewnym miejscu padają w niej kluczowe w kontekście tytułu słowa: „Konie kraść umie tylko prawdziwy artysta”.  

„…wszyscy mają prawo do własnego głosu. Grzela nigdy nie osądza ich słabości, daje im prawo do prywatnego patosu.” – pisze w blurbie na okładce Złodziei… Agnieszka Holland. I faktycznie, narracja jest tak poprowadzona, że zachęca czytelnika do przyjrzenia się motywom bohaterów, daje tutaj znać o sobie dramatopisarskie doświadczenie Remigiusza Grzeli – różnicuje brzmienie głosów swoich bohaterów, ale żadnego nie wyróżnia. W ich monologach znajdujemy trafne antropologicznie spostrzeżenia - „Nigdy się nie wyrzekłem wiary, choć przy kontroli na lotnisku zdarzają się pewne przykrości.” (Czyż tym właśnie nie staje się dla wielu osób w dzisiejszych czasach religia? Symbolem piszczącym przy przekraczaniu bramki wykrywającej metal?).  

Jednym z kluczowych tematów dla tej książki jest temat śmierci ojca – tego, co ten moment oznacza dla mężczyzny, a także temat metaforycznego, czy mentalnego ojcobójstwa. Ja jednak poszłabym za tropem wymienionego w tekście Herlinga Grudzińskiego, który potrafił z tragicznych doświadczeń destylować miłość do życia, akceptację. Myślę, że jako metaforyczny możemy odczytywać fragment Złodziei koni poświęcony hodowli orchidei: „Ziemia na spodzie musi być luźna, tak żeby powietrze miało dostęp do korzeni. Ale musi też szybko wysychać. Dlatego dobrze zmieszać ziemię z łupinami orzecha kokosowego, z korą sosnową, mchem, torfowcem, łupinami cedrowymi. Można przemieszać z bukowym liściem. (…) Ziemia na spodzie musi być luźna, tak żeby powietrze miało dostęp do korzeni”. Tak można, jak sądzę, czytać książkę Remigiusza Grzeli – jako dopuszczenie powietrza do korzeni.

Agnieszka Drotkiewicz


Złodzieje koni to druga, po Bądź moim Bogiem (2007) książka prozatorska Remigiusza Grzeli. Wcześniej opublikował wiele książek non-fiction: Rozum spokorniał, Bagaże Franza K., czyli podróż, której nigdy nie było, Nauka a polityka, Hotel Europa, Wolne, oraz wywiady-rzeki z Marianem Kociniakiem Spełniony i prof. Joanną Penson Było, a więc minęło. Jest on także autorem wystawianych sztuk teatralnych, w tym monodramów Barbary Krafftówny Błękitny diabeł i Małgorzaty Rożniatowskiej Uwaga – złe psy!