Solfatara

Maciej Hen
Solfatara
  • W.A.B.
    czerwiec 2015
    207 x 137
    800 stron
    oprawa: twarda
    ISBN: 9788328020818

Pod wulkanem

Solfatara Macieja Hena to świetna powieść historyczna, całkowicie niepodatna na jakiekolwiek współczesne mody i spory ideologiczne.

Do tego rodzaju tomiszczy z założenia podchodzi się nieufnie. W jaki sposób autor zamierza usprawiedliwić w oczach czytelnika gigantyczne rozmiary (800 stron gęstej prozy) swojej książki? Czy naprawdę interesuje nas historia neapolitańskiej rewolty sprzed czterech stuleci? I czy przypadkiem nie będzie to kolejna próba pisania o dniu dzisiejszym ezopowym językiem historycznej narracji?

Bez obaw – Solfatara Macieja Hena to świetna literatura, elegancka, wewnętrznie spójna i dostarczająca sporej lekturowej przyjemności. Jej kulturowy punkt odniesienia tkwi głęboko w przeszłości, w czasach, gdy rodziła się tradycja świeckiej powieści przygodowej, czyli w epoce Łazika z Tormezu, Miguela Cervantesa czy Daniela Defoe; Solfatara jest więc przedsięwzięciem zgoła bezczelnym, w pewnym sensie traktatem o pisaniu XVII-wiecznej powieści, ale traktatem praktycznym, bo owocującym – bez przypisów i komentarzy – wyłącznie gotowym tekstem takiej właśnie książki. Nie ma tu postmodernistycznej ironii, cudzysłowów i nawiasów, mrugania okiem do odbiorcy – jeśli gdzieś w ogóle są, to poza samą opowieścią, sprytnie umieszczone w definicji sytuacji, w której sięgamy po XVII-wieczną włoską powieść stworzoną przez polskiego pisarza urodzonego w 1955 roku.                

W lipcu 1647 roku w Neapolu wybuchło ludowe powstanie – pretekstem były wysokie podatki i cła nałożone przez ówczesnych hiszpańskich władców miasta, ale bunt szybko przerodził się w chaotyczną, uliczną agresję wymierzoną tyleż w Hiszpanów, ile w lokalną arystokrację. Rewolta miała spontanicznie wyłonionego lidera, miejscowego rybaka Tommasa Aniella, zwanego Masaniellem. Kariera owego przywódcy – w oczach jednych sprawiedliwego bohatera, dla innych okrutnika i szaleńca – trwała ledwie dziesięć dni, po upływie których w wyniku kolejnej intrygi spadła i jego głowa. W tych dziesięciu dniach zawiera się również akcja Solfatary, tak jak przedstawia ją nam główny bohater i narrator powieści, Fortunato Petrelli, starzejący się miejscowy dziennikarz, w swoich na bieżąco uzupełnianych zapiskach.

Petrelli – jak na protagonistę historii przygodowej przystało – pakuje się w rozmaite kłopoty: próbuje ustalić tożsamość pewnej uroczej prostytutki, która zwykła oddawać mu się w półmroku, ratuje też życie pięknej szlachciance, potem zaś dowiaduje się, że owa szlachcianka od sześciu lat spoczywa w grobie. Ale Hen w Solfatarze znakomicie wykorzystuje jeden z naczelnych atutów dawnej literatury – jej szkatułkowość. Raz po raz jesteśmy odsyłani ku barwnym retrospekcjom z życia Petrellego, wkraczamy w kolejne opowieści napotkanych osób, a nawet w opowieści umieszczone w opowieściach. Dopiero cała ta erudycyjna piętrowa konstrukcja, niczym (naturalnie przy zachowaniu wszelkich proporcji) w Pamiętniku znalezionym w Saragossie Jana Potockiego, układa się we właściwą narrację, w tym przypadku: rzecz o przyjaźni, zazdrości, zdradzie i artystycznych ambicjach.

Na dodatkową wzmiankę zasługuje język Solfatary – prosty, ale wysmakowany; gustownie archaizowany, lecz pozbawiony patosu i zbędnych ozdobników. Jest to polszczyzna najwyższej jakości, piękna i soczysta. Synowie sławnych ojców miewają w życiu pod górkę, a Maciej Hen jest przecież synem Józefa Hena, jednego z najwybitniejszych współczesnych stylistów języka polskiego – ten dar zdecydowanie pozostał w rodzinie.

Solfatara pulsuje nie tylko literackim żywiołem, lecz także energią neapolitańskiej ulicy. Ostatecznie jest to miasto zasiedlone nieprzerwanie od ponad trzech tysięcy lat – nie straszne mu rewolucje, podatki, mafie i wojny. Jeśli czegoś się boi, to jedynie wulkanu, w cieniu którego trwa.             

– Piotr Kofta