Prowadź swój pług przez kości umarłych

Olga Tokarczuk
Prowadź swój pług przez kości umarłych
  • Wydawnictwo Literackie 
    Kraków 2009
    123 × 197
    318 stron
    oprawa broszurowa
    ISBN 978-83-08-04397-4

Nowa powieść Olgi Tokarczuk wprawiła polskich czytelników w niemałą konsternację. Z kilku powodów. Po pierwsze, pisarka zaskoczyła publiczność nagłym zwrotem ku literaturze popularnej, czyli sięgnięciem po konwencję kryminalną. Po drugie, stworzyła narratorkę i główną bohaterkę (w tej samej osobie), jaką trudno uznać wyłącznie za medium, za pomocą którego autorka manifestuje swój światopogląd. Po trzecie, Tokarczuk nazwała swoją powieść „thrillerem metafizycznym”, sugerując, że nie chodzi tu o zwyczajny flirt z prozą komercyjną.
Prowadź swój pług przez kości umarłych to historia Janiny Duszejko, emerytowanej pani inżynier, która dorabia sobie jako nauczycielka. Kobieta jest wielką miłośniczką zwierząt i jeszcze większą admiratorką twórczości Wiliama Blake’a, którego poglądy próbuje przyłożyć do współczesnej mentalności. To właśnie angielski poeta „odpowiada” za jej życiową filozofię. Zanurzona po uszy w jego uporządkowanym świecie Wielkich Wartości kobieta nie potrafi się pogodzić z rozchwianą moralnością XXI wieku. Serię osobliwych zabójstw, do których dochodzi w Kotlinie Kłodzkiej, gdzie umieszczona została akcja powieści, Duszejko traktuje więc jak karę słusznie należącą się zdemoralizowanym ludziom. Ślady znalezione na miejscach zbrodni wskazują na to, że sprawcami zgonów mogą być zwierzęta, biorące odwet za ludzkie okrucieństwo. Wszyscy zmarli mężczyźni parali się myślistwem.
Olga Tokarczuk nie ogranicza się oczywiście do konstruowania intrygi i podsuwania wskazówek, które mają ułatwić rozwiązanie kryminalnego rebusa. Sensacyjne wydarzenia pisarka osadza w świetnie zarysowanych realiach polskiej prowincji. Portretuje zamieszkującą ją społeczność, konfrontując lokalnych notabli z grupką outsiderów, z Duszejko na czele, co prowadzi do niezliczonych efektów komicznych. W miarę rozwoju wydarzeń komizm ustępuje tragizmowi, a wiąże się to z postępującym rozpadem osobowości bohaterki. Która, przy całej swojej niekonwencjonalności, bliższa jest tradycji powieści kryminalnej, niż się na pozór wydaje. Nie ona więc decyduje o podniesieniu standardów obowiązujących w polskiej twórczości sensacyjnej, lecz wysokoartystyczny język i oryginalny – także i w zestawieniu ze światowymi standardami – podtekst ekologiczny tej opowieści.

- Marta Mizuro

Fragment

Wróciliśmy do domu późno i rozdrażnieni. Matoga nie odzywał się w powrotnej drodze. Prowadziłam Samuraja skrótami, po wertepach, i sprawiało mi przyjemność to, ze rzucał nami od drzwi do drzwi, biorąc susami jedną kałużę po drugiej. Pożegnaliśmy się krótkim: "na razie".
Stałam w ciemnej i pustej kuchni i czułam, że za chwilę dopadnie mnie to samo co zawsze - płacz. Więc wydało mi się, że najlepiej będzie, jak przestanę myśleć i coś zrobię. Wobec tego siadłam do stołu i napisałam ten oto list:

Do Policji

Ponieważ nie dostałam odpowiedzi na moje poprzednie pismo, jakkolwiek według ustawy każdy urząd w kraju jest do takiej odpowiedzi zobowiązany w ciągu 14 dni, jestem zmuszona ponowić moje wyjaśnienia dotyczące ostatnich, wielce tragicznych wypadków w naszej okolicy i przedstawić tym samym pewne obserwacje, które rzucą światło na tajemniczą sprawę śmierci Komendanta i właściciela lisiej fermy Wnętrzaka.
Jakkolwiek wygląda to na wypadek przy niebezpiecznej pracy policjanta albo może nieszczęśliwy zbieg okoliczności, to jednak należy zapytać, czy Policja ustaliła: CO DENAT ROBIŁ o TEJ PORZE W TYM MIEJSCU? Czy wiadome są jakiekolwiek motywacje, bo wielu osobom, w tym niżej podpisanej, wydaje się to niezwykle dziwne . Zresztą N.P. była tam na miejscu i stwierdziła (co może się wydać ważne dla Policji) ogromną liczbę śladów Zwierząt, a zwłaszcza śladów sarnich raciczek. Wyglądało to tak, jakby denat został wywabiony z samochodu i sprowadzony w zarośla, pod którymi kryła się fatalna studnia. Bardzo możliwe jest, że prześladowane przez niego Sarny dokonały samosądu.
Podobnie sytuacja przedstawia się z następną ofiarą, aczkolwiek nie da się stwierdzić obecności śladów po tak długim czasie. Jednakże dramaturgia wydarzeń da się wytłumaczyć rodzajem śmierci. Mamy tutaj łatwą do wyobrażenia sobie sytuację, kiedy denat zostaje zwabiony w zarośla, w miejsce gdzie zwykle zastawiano wnyki. Tam wpada w sidła i zostaje pozbawiony życia (jak - to należałoby jeszcze zbadać).
Jednocześnie pragnę się zwrócić do P.T. Policji z apelem, by nie wzbraniała się przed samą ideą, że sprawcami powyższych tragicznych wydarzeń mogą być Zwierzęta. Przygotowałam kilka informacji, które rzucą trochę światła na te sprawy; dawno bowiem nie mieliśmy przypadków zbrodni dokonanych przez te istoty.

Muszę zacząć od Biblii, w której zostało jasno powiedziane, że jeżeli Wół zabije kobietę albo mężczyznę, powinien zostać ukamienowany. Święty Bernard ekskomunikował rój Pszczół, który brzęcząc, przeszkadzał mu w pracy. Pszczoły miały też odpowiedzieć za śmierć Człowieka w Wormacji w 846 roku. Tamtejszy sejm skazał je na śmierć przez uduszenie. W 1394 roku we Francji Świnie zabiły i zjadły dziecko. Maciora została skazana na powieszenie , ale jej sześcioro dzieci oszczędzono, biorąc pod uwagę ich młody wiek. W 1639 roku we Francji, w Dijon sąd skazał Konia za zabicie Człowieka. Były sprawy nie tylko o Morderstwo, ale także o przestępstwo przeciw naturze. I tak w Bazylei w 1471 roku odbył się proces przeciwko Kurze, która znosiła dziwnie jaskrawe jajka. Została skazana na śmierć w płomieniach, jako pozostająca w konszachtach z diabłem. Tu muszę dodać od siebie, że ograniczenie umysłowe i okrucieństwo ludzkie nie zna granic.
Najsłynniejszy proces odbył się we Francji, w 1521 roku, był to proces Szczurów, które spowodowały wiele zniszczeń. Zostały przez mieszczan pozwane do sądu i otrzymały obrońcę z urzędu, którym okazał się bystry prawnik Bartolomeo Chassenee. Kiedy jego klienci nie stawili się na pierwszą rozprawę, Chassenee wnioskował o odroczenie terminu, dowodząc, że żyją w wielkim rozproszeniu, a ponadto na drodze do sądu czyha na nie wiele niebezpieczeństw. Zwrócił się nawet do sądu o wydanie gwarancji, iż Koty należące do powodów nie uczynią pozwanym żadnej szkody w drodze na rozprawę. Niestety, sąd nie mógł dać takiej gwarancji, więc sprawę odraczano jeszcze kilka razy. W końcu Szczury, po płomiennej mowie ich obrońcy, uniewinniono.
W 1659 roku we Włoszech właściciele zniszczonych przez Gąsienice winnic wystosowali do nich pismo z pozwem do sądu. Kartki papieru z treścią wezwania przybijano do drzew w okolicy, żeby Gąsienice mogły zapoznać się z aktem oskarżenia.
Przytaczając te historycznie uznane fakty, domagam się poważnego potraktowania moich Domniemań i Przypuszczeń. Ukazują one, iż w europejskiej jurysdykcji podobne myślenie występowało i można je potraktować jako precedens.
Jednocześnie wnioskuję o niekaranie Saren i innych ewentualnych Zwierzęcych Sprawców, ponieważ ich domniemany czyn stanowił reakcję na bezduszne i okrutne zachowanie ofiar, które były, jak to starannie zbadałam, aktywnymi myśliwymi.

Z poważaniem,
Duszejko

Pojechałam na pocztę następnego dnia z samego rana. Chciałam, żeby list został wysłany jako polecony, wtedy będę miała dowód. Wszystko to jednak wydało mi się trochę bezsensowne, ponieważ Policja znajduje się dokładnie naprzeciwko poczty, po drugiej stronie ulicy.
Gdy wychodziłam, zatrzymała się przy mnie taksówka i wychylił się stamtąd Dentysta. Kiedy pije, każe się wozić taksówką w różne miejsca i w ten sposób wydaje pieniądze, które zarobi na wyrywaniu zębów.
- Hej, pani Duszeńko - zawołał. Miał czerwoną twarz i rozmazany wzrok.
- Duszejko - poprawiłam go.
- Dzień zemsty jest już blisko. Nadciągają piekielne pułki - krzyknął i pomachał mi przez okno ręką. Potem taksówka ruszyła z piskiem opon i pojechała w stronę Kudowy.