Wyspiański. Dopóki starczy życia

18.09.2017 Monika Śliwińska
#
  • Wydawnictwo Iskry
    Warszawa, wrzesień 2017
    516 stron
    ISBN 978-83-244-0487-2

Malarz, poeta, dramaturg, scenarzysta; nieobce były mu także kwestie związane z typografią i architekturą, meblarstwem. Okrzyknięty czwartym wieszczem. Stanisław Wyspiański, wrażliwy esteta, indywidualista, który wykreował własny charakterystyczny styl, głęboko zanurzony w polskim folklorze i przyrodzie, oscylujący między autentyzmem a fantastycznością. Jednocześnie neurotyk, pobudliwy i nerwowy, „kapryśny jak dziecko”, introwertyk oddany niemal wyłącznie własnej sztuce.

Wychowywany przez ciotkę i jej sporo starszego męża, Kazimierza Stankiewicza, spiskowca i działacza konspiracyjnego, intelektualistę, miłośnika literatury klasycznej. Najpewniej to Stankiewicz miał przemożny wpływ na kształt późniejszych dzieł Wyspiańskiego i to on ukształtował w młodym Stasiu wartości patriotyczne i estetyczne. Kraków przełomu wieków był miejscem, gdzie gwałtownie objawiali się kolejni artyści: Matejko, Mehoffer, Stryjeński, Rydel. Wyspiański zrażał do siebie ludzi swoją gwałtownością, czego był świadomy. Przyjaźń z Mehofferem i Stryjeńskim przerodziła się w wieloletnią niechęć ze strony twórcy „Wyzwolenia”, spowodowaną jakimiś błahostkami.

Jego pierwsze dramaty zostały niemal niezauważone, podobnie jak obrazy, krytykowane za odstępstwo od przyjętych wzorców. W projekcie witraży do kościoła oo. franciszkanów umieścił w roli aniołów małych ministrantów, ubogie dzieci w znoszonych, koślawych bucikach. Pomysł odrzucono, anioły miały być piękne i doskonałe jak u Fra Angelica. Wyspiański zastąpił ich sylwetki liliami. Nieustannie dyskutował z tymi, którzy zlecali mu wykonanie prac, zawsze miał własną wizję, własne zdanie, zawsze usilnie chciał postawić na swoim. Pragnął tworzyć sztukę, a nie ją odtwarzać.

Niezwykle czuły na punkcie własnego talentu, głęboko przeżywał wszelkie niepochlebne słowa i recenzje, zamykał się w sobie jeszcze bardziej, ale pozostawał niezależny. Denerwował się, kiedy proszono go o wyjaśnianie własnych utworów, zapinał wówczas „charakterystycznym ruchem” długi tużurek, myląc się o jeden guzik i odpowiadał, że „nie on jest od tego”. Jego twórcza duma przysparzała mu wrogów. Przypinano mu łatkę dziwaka, odmieńca, chorego umysłowo. Choroba zresztą – choć nie umysłowa, a weneryczna – nękała go niemal całą dorosłość, powodując śmierć w wieku 38 lat. W ostatnich chwilach życia Wyspiański niszczył swoje dzieła, o których miał mniemanie, że nie mają „miary wysokiego artyzmu”.

Jego przyjaźń ze sportretowanym w „Weselu” Lucjanem Rydlem, któremu zawdzięczał wielokrotną pomoc materialną i który doceniał od początku talent Wyspiańskiego, zakończyło wystawienie w teatrze tego dramatu (początkowo niektóre postaci nosiły takie same imiona jak ich pierwowzory). Jednakże tą sztuką, choć trudną w odbiorze, Wyspiański zjednał sobie widownię i krytykę. Wielką wielbicielką twórczości artysty stała się Helena Modrzejewska, grająca zresztą w jego dramatach.

Pociągała go prostota, natura, ludowość. Widać to w tworzonych przez niego rysunkach, witrażach, na których mnóstwo polnych kwiatów, postaci o chłopskich rysach, w regionalnych strojach. Często portretował swoje dzieci, które bardzo kochał i rozpieszczał. Z wielkim szacunkiem traktował żonę Teosię, prostą kobietę ze wsi, służącą przez lata u jego ciotki. Ten mezalians naraził go na kpiny ze strony „salonu”, obrażał się więc lub zrywał znajomość z tymi, którzy krytykowali jego postępowanie.

Z fragmentów listów, wspomnień przyjaciół i bliskich, artykułów i recenzji uzupełnionych zręczną narracją wskrzesiła Monika Śliwińska autentyczną postać Wyspiańskiego, żyjącą, niezwykle uczuciową, emocjonalną. Jego biografia to na wpół fantastyczna opowieść o artyście wielkiego ducha, nieprzywiązanym zupełnie do wartości materialnych, przebywającym umysłem w przestrzeniach metafizycznych, dostępnych jedynie wybranym, którego potęga tworzenia nie dawała się ująć w żadne ramy. Artyście skazanym na niezrozumienie swojej koncepcji sztuki, bo wyrastającym ponad czas, w którym przyszło mu żyć, tworzącym dopóty, dopóki starczyło mu życia, wciąż nieodgadnionym i skrytym za zasłoną swoich dzieł.

- Katarzyna Wójcik