Warsztat pracy: Ziemowit Szczerek

#
  • Ziemowit Szczerek / fot. Sebastian Frąckiewicz

Marcin Wilk: Chyba oderwałem Cię od roboty.

Ziemowit Szczerek: Dzisiaj cały czas siedziałem obłożony książkami. Piszę teraz o Ukrainie.

– Temat na czasie

– Mam dość dobrze sprzężone wanna write z tym, co się dzieje. Ze wszystkiego, co się dzieje, staram się jakoś wyciągnąć jakieś wnioski. Ale czy Ukraina jest jeszcze na czasie… ludzie się trochę znudzili.

– Ukraina to spore wyzwanie.

– Ostatnio ukazało się bardzo dużo książek o niej, ale chcę powiedzieć coś innego. Coś, co umyka, a co jest bardzo ważne.

– Od czego na ogół zaczyna się to Twoje pisanie?

– Od chęci i ciśnienia. Zawsze mam na początku jakiś pomysł, jakąś podjarkę. Zazwyczaj zgłaszam to gdzieś i potem to robię.

– Podjarka – podoba mi się to słowo.

– To jest coś wewnątrz. Taka rzecz, która uruchamia...

– ...artykuł prasowy lub książkę.

– W przypadku książki to jeszcze jest trochę inaczej. Teraz na przykład chodzi za mną milion rzeczy. Od horroru po kolejny travel. W tym momencie wygląda więc to tak, że jest półka zapchana pomysłami.

– I co? Zrealizujesz je?

– Zazwyczaj staram się realizować. Ze mną jest tak, że tematy, które kiedyś mnie jarały, dalej mnie jarają. A jednocześnie ta półka z pomysłami zapełnia się nowymi rzeczami.

– No ładnie.

– Nie wiem, czy wymyślanie tematów nie jest fajniejsze od ich realizacji.

– Co z tą podjarką? Pojawia się ona na początku, a potem co?

– Jeśli dostaję jakiś temat, od razu myślę. Różnie jest. Są oczywiście tematy, które mnie średnio jarają. Podejrzewam, że w przypadku fizyki kwantowej byłoby trudniej. Choć niewykluczone, że też bym się zapalił.

– Serio?

– No, mnie wiele rzeczy ciekawi. Lubię przepuszczać rzeczywistość przez własny magiel.

– Czyli co?

– Gdy dostaję temat, czytam, coś oglądam, myślę, kombinuję, przepuszczam przez tę maszynkę do mięsa w głowie. Często też od razu siadam i piszę. Tworzy się z tego jakiś klucz. Potem idę za tematem.

– Zaraz, zaraz. A notesy?

– Mam ich w c... Przez lata się zebrało.

– I co tam zapisujesz?

– Jakieś myśli. Najczęściej dzieje się to, gdy jestem w terenie. Ale nie tylko. Zresztą cały czas czuję, że jestem w pracy. Więc piszę, jeśli piszę, w różnych okolicznościach. Z drugiej strony wiele rzeczy mi umknęło.

– Nie jesteś systematyczny.

– Nie. Poza tym muszę przyznać, że oduczyłem się pisać ręcznie. Wiesz, ja potwornie bazgrzę. Zdarza się, że przeskakuję litery i ciężko mi potem samemu siebie odczytać. Nie masz tak?

– Chyba tak, bo ostatnio zapisywałem coś komuś drukowanymi literami.

– Ano widzisz.

– No i notesów też już mniej używam. Częściej komórkę i pamięć przenośną.

– Ja nie do końca panuję nad swoimi danymi. Często zapominam, gdzie co mam. Zajmuje mi ogromnie dużo czasu odnalezienie tego wszystkiego.

– Nie jesteś uporządkowany.

– Jestem strasznie chaotyczny. To ma swoje dobre i złe strony.

– Czyli?

– Nie umiem funkcjonować w uporządkowanym rytmie, bo mam wrażenie, że to, co jest zaplanowane na od-do, to prawie tak, jakby się już wydarzyło i nie ma sensu tego robić. Takie mam dziwactwo.

– ???

– Na przykład nie lubię trzepać dywanów ani wchodzić po schodach. Jak mam do wyboru wejść pod górę po schodach i po zboczu – to idę po zboczu. Bo na zboczu nie wchodzi się w tym nudnym rytmie, co po schodach.
To jest dziwne, ale ja tak mam.

– Rutynie mówimy „nie”?

– Nie cierpię powtarzalności. Nie lubię też zaznaczać rzeczy w kalendarzu. Ale oczywiście robię to. Muszę to robić.

– Każdy musi.

– Ale gdybym miał napisać coś dwa razy w sposób podobny, to bym się z tym bardzo męczył.

– Rozumiem, że w tej sytuacji nie ma co liczyć na uporządkowany opis Twojego dnia pracy.

– Jeżeli jestem w domu, to najpierw wstaję, biorę prysznic, robię śniadanie, coś tam ćwiczę. Ale na ogół mam duże ciśnienie, żeby jak najszybciej iść do pracy. Czyli siąść i pisać.

– Budzisz się wcześnie?

– Co ty!

– Tak myślałem.

– Lubię dospać. Nie lubię z drugiej strony wylegiwać się długie godziny w łóżku. To jest kwestia zegara wewnętrznego.

- Czyli co? Jedenasta? Dwunasta?

– Jeśli budzik zadzwoni za pięć dziewiąta, wtedy dosypiam jakiś kwadrans lub więcej.

– E! Dziewiąta to nie jest tak źle!

– Akurat teraz od kliku dni wstaję o dziewiątej. Latem. Ale generalnie rzecz biorąc to wstaję o dziesiątej, jedenastej.

– A zasypiasz o której?

– Na ogół o drugiej-trzeciej. Ale nie ma reguły. Zależy od pory roku i kondycji.

– Wróćmy do tego biurka.

– Biurko jest zawalone książkami. Ostatnio nawet nie jest to biurko a stół, który postawiłem pod oknem. Czasem położone mam na nim nogi. Czasem też walnę się na sofie obok. Ale też bardzo często wychodzę. Biorę laptop i idę w miasto.

– Zaraz o tym pogadamy, bo mnie to fascynuje. Ale najpierw opowiedz mi, co w tym laptopie, gdy pracujesz?

– Mam pootwieranych milion zakładek. Czasem się w nich gubię, czasem nie. Dużo zależy od stanu psychicznego.

– Facebook pożera dużo czasu, co?

– Ostatnio już nie, bo wywaliłem. Zostawiłem tylko Messengera.

– Kopie zapasowe robisz?

– Jak se przypomnę, to tak. Teraz jak wrócę, to zrobię.

– Sylwia Chutnik ma naklejki na laptopie. Neony warszawskie, jedną trupią czaszkę świecącą w ciemności i Muminka. A ty?

– Ja lubię mieć plakaty na ścianach. Ostatnio wisiały kopie ukraińskich grafik. Na przykład książę Karol i księżna Diana w ludowych strojach ukraińskich. Czyli książę Karol w dresie, mokasynach, a księżna Diana w stroju sprzedawczyni z targu. Uwielbiam też stare mapy.

– A to ciekawe.

– Mogę się na nie gapić godzinami. Teraz akurat wisi stara mapa drogowa Polski sprzed 1939 roku. Mam też mapę przedwojenną Zagłębia Śląsko-Dąbrowskiego – nieprzypadkowo, bo moja dziewczyna jest z Sosnowca, a moja mama jest z Jury Krakowsko-Częstochowskiej.

– Pijesz coś w trakcie pracy?

– Kawę. Ale nie ekspresową, tylko parzoną po bałkańsku, w dżezwie. Albo w byle jakim tygielku. Od razu z cukrem. Poza tym piję dużo wody, trochę herbaty.

– Alkohole?

– Do pisania nigdy. Alkohol traktuję wyłącznie jako narkotyk. Po alko nic nie zrobię. Papierosy zresztą też mogę palić tylko przy piwie. Gdy zapalę bez alkoholu, dopadają mnie stany lękowe.

– Mnie lekkim lękiem napawa fakt, że Ty umiesz pisać w knajpach.

– Mam parę knajp, w których się dobrze pisze. To też zależy od pory roku. Nie róbmy może kryptoreklamy.

– To już nawet nie chodzi o konkretne miejsca, ale żeby w knajpie pisać? Przy tym całym szumie i ludziach, którzy ciągle są gdzieś obok?

– Jak spotkam kogoś znajomego, to jest miło: można się oderwać, pogadać, przypomnieć sobie, że się funkcjonuje w społeczeństwie, bo ja po całym dniu pracowania w domu czuję się jak po roku na bezludnej wyspie. Mam taki dziwny problem, bo ja jestem w sumie dość aspołeczny i w tłumie się męczę, ale jak długo ludzi nie widzę, to męczę się jeszcze bardziej. Idealnie jest tak, że ludzie są w tle, a w knajpach właśnie tak jest. Więc w mieście jest mi o wiele lepiej.

– Więc tak siedzisz i piszesz w knajpie. Kilka godzin nawet.

– No jasne. Ale bywa różnie. Czasem trudno się skupić. Ostatnio regularnie, przypadkiem, spotykałem kolesia, który co rusz z inną osobą głośno dyskutował o poparciu dla Kukiza. Jakoś tak wychodziło, że siadał zawsze za mną. Tak jechał, że nie dało rady wytrzymać.

– Jak sobie poradziłeś?

– Wziąłem słuchawki, puściłem muzykę.

– Zdarza Ci się tak, że tekst pochłania do tego stopnia, że zapominasz o otoczeniu?
– No to jest super stan. Ale doprowadzić się do niego jest dość trudno. Ale zazwyczaj siedzę i piszę w czymś w rodzaju flow. Oczywiście potem zwracam uwagę na kształt zdania i tak dalej.

– Przerwy w trakcie pisania jednak chyba robisz?

– No pewnie. Wstanę, kawę zaparzę, książkę poczytam. Lubię pisanie sobie przegryźć czymś. Może to być książka, filmik lub coś innego.

– Wszystko to mi wygląda na niezły chaos, powiem szczerze. A jednak przecież coś udaje Ci się zamknąć!

– Gdy mam termin, to zapieprzam do rana. Nie ma zlituj. Siedzę całą noc. Ale też ja naprawdę rzadko tracę entuzjazm do tematów.

– Podjarka.

– Na ogół zawsze mi się fajnie pisze w takich sytuacjach, tyle że jestem zmęczony. Podchodzę dość odpowiedzialnie do swoich obowiązków. Ale to wszystko się trzyma kupy.

– A blokada twórcza Cię nie dopada?
– Nie no. Myślę o tym racjonalnie. Gdy coś nie wychodzi, nie rozsmarowuję na sobie uczucia niemożności, nie panieruję się nim. Raczej staram się je rozmontować, by wrócić do stanu, w którym mogę pisać.

– Rozmontować?

– Czyli szukać jakiegoś wyjścia. Ale gdy się nie uda znaleźć wyjścia tu i teraz, to też nie dramatyzuję. Przyjdzie kiedy indziej.