Małż

Marta Dzido
Małż
  • Korporacja Ha!art
    Kraków 2005
    110 x 182
    192 strony
    ISBN 83-89911-10-8

Małż to pierwsza pełnometrażowa książka Marty Dzido. Autorka idealnie wstrzeliła się w dominujące na obszarze młodej prozy trendy. O wartości Małża nie stanowi jednak ta warstwa powieści, która koncentruje się na eksponowaniu buntu bohaterki wobec wszechobecnego zakłamania i narzucanych przez media wzorców zachowań konsumpcyjnych. Bardziej znaczący wydaje mi się rozgrywający się w tle, niejako “na zapleczu” doraźnych wątków narracji, dramat stopniowego rozpadu relacji międzyludzkich. Marta Dzido pokazuje, że reakcją obronną na problemy naszych czasów coraz częściej bywa totalny demontaż wszelkich więzi społecznych i uzależnień emocjonalnych.
Małż składa się z dziesięciu krótkich rozdziałów i przypomina dziennik zbuntowanej panny w wieku licealnym. Tytułowe zwierzę jest oczywiście skrótem, oznaczającym współczesnego małżonka. Takiego, którym według wszelkich oznak na niebie i ziemi będzie Mateusz, narzeczony Magdy - bohaterki, a zarazem narratorki opowieści. Wzorcowy model nowoczesnej pary wygląda najczęściej tak: on - młody, przystojny (“gładziutka twarz, czyste paznokietki”), świetnie wykształcony, zatrudniony w agencji reklamowej, z jasną ścieżką kariery, pracujący osiemnaście godzin na dobę; ona - młoda, piękna, inteligentna, absolwentka prestiżowego kierunku studiów, znająca sześć języków, kochająca swoją pracę.Ta atrakcyjna sztanca zostaje jednak w powieści poważnie zakłócona. Po pierwsze, na skutek redukcji etatów bohaterka Małża traci zatrudnienie i rozpoczyna frustrujący żywot bezrobotnej. Po drugie, co zdecydowanie ważniejsze, Magda posiada cechę mocno utrudniającą funkcjonowanie w kapitalistycznej dżungli: często mówi prawdę. Problem w tym, że bohaterka narracji Marty Dzido zasadniczo “nie pasuje” do otaczającej ją rzeczywistości - jest tym elementem społecznej układanki, dla którego najtrudniej znaleźć odpowiednie miejsce w systemie.Po kolejnym późnym powrocie Mateusza z agencji reklamowej Magda wyrzuca z siebie definitywną i nie do końca pocieszającą zapowiedź: “(...) skończyło się, skończyła się grzeczna dziewczynka, miła, uśmiechnięta, punktualna, ładnie uczesana, czysto ubrana”. Owszem, coś się zatem skończyło, ale nic się nie chce w życiu bohaterki Małżazacząć. Jedyne, co się zaczyna, to systematyczna rozbiórka jej związków z innymi. Najpierw odchodzi narzeczony, potem poważny kryzys następuje w relacjach z rodzicami, za chwilę nawet Paweł - dawna, studencka jeszcze miłość - potrzebny będzie już nie jako niezobowiązujące lekarstwo na samotność, lecz jako ktoś, od kogo można pożyczyć pieniądze. W kilku momentach Magda doświadcza bólu odosobnienia, z ciężkim sercem diagnozując tęsknotę za narzeczonym. Mimo to, jak przystało na małża, chowa się w skorupę własnego świata, wycofuje się z wszelkich układów.

- Artur Madaliński, Tygodnik Powszechny

Fragment

– Dzwonisz do tego gościa, pytasz go, czy za tyle zagra za dwa tygodnie, telefony masz w ałtluku, dzwonisz, mówisz, że jesteś od nas i zapodajesz jakąś miłą gadkę, wiesz o co chodzi. To jest taki typ, co kiedyś przez trzy lata był na topie,
a teraz nic nie robi, pewnie będzie coś ściemniał, ale on wie, że my wiemy, że on nic nie robi.
– Za ile on ma zagrać? Za sześćset złotych jeden koncert? – pytam zdziwiona.
– Za sześć tysięcy.
– Za sześć tysięcy?
– Dzień dobry, zagra pan za sześć tysięcy?
– Kochanienka, nie rozśmieszaj mnie, ja nie takie sumy z koncertów brałem, czy nie uważasz, że sześć tysięcy to dla artysty takiego jak ja to trochę mało...
– No nie wiem.
– Ja siedzę miesiąc na telefonie, w dusznym pokoiku, bez okna za osiemset.
– No wiesz, córeczko, ja jestem…
– Nie jestem pana córeczką.
– Nie jest pani zbyt miła, proszę powiedzieć szefowi, że to nie jest propozycja dla mnie, ale...
– No cóż, rozmawiałem z nim, był wstrząśnięty twoją impertynencją, tak to ujął. Nie wiem, czy nadajesz się, żeby prowadzić takie negocjacje, napisałaś w si wi, że jesteś odpowiedzialna, cierpliwa, klient jaki by nie był, może być i największy gbur, to nasz klient, jeśli możemy zarobić, to to się liczy, a nie jakieś twoje personalne wymysły. Niestety, mimo że jesteś moją koleżanką i bardzo cię lubię, nie możesz tu dłużej pracować, bo nam wszystkich wystraszysz.

Wciągam brzuch przed lustrem. Wciągam brzuch na jodze. Pan od jogi to widzi, podchodzi do mnie, wciska mi kręgosłup w dół, nogi prostuje, ale to i tak jakoś nie idzie. Powitanie słońca, okręt, półokręt, ta łysa z tatuażem na karku robi wszystko idealnie, jak człowiek-guma. Podglądam ją ukradkiem, pan od jogi i tak wszystko widzi. Czasem mówi:

– W jodze trzeba skupić się na sobie, trzeba skierować energię do wewnątrz, nie patrzeć co robią inni...

Ale ta łysa, ale ona jest. Robi wszystko. Nawet kij jej wychodzi i w tym kiju wytrzymuje, a ja od razu upadam na podłogę.

Wciągam sobie przed lustrem brzuch, oglądam wystawy w pięknych sklepach, zastanawiam się jak one to robią, że mają zawsze nieskazitelnie czyste białe spodnie, że na bluzce nie ma żadnych zagnieceń, że mają takie paznokcie pomalowane w kolorowe obrazki, że ich nogi są wydepilowane i ani śladu tłuszczu na brzuchach, że nawet jak siadają, to nic im się nie zawija, nic im się nie fałduje.

A ja oszukuję, że mi się nie fałduje, a one się śmieją ze mnie z okładek i z gazet, bo mój brzuch nie jest wcale wklęsły i idealnie twardy. Bo ja mam paznokcie obgryzione i włosy nierówno przycięte nożyczkami w wannie, a one do mnie piszą: schudnij tego lata, jesteś tego warta, zadbaj o włosy, bądź piękna dla niego. A mi lakier za linię wychodził, jak kiedyś spróbowałam, może ja mam za małe te paznokcie, za krótkie, bo lakier mi się wylewa na skórę, kredka do oczu mi krzywo maluje, oko mi się rozlewa na podłogę, cały mój świat w obliczu podkładu się wycofuje, chowa się do szafy, i nic z tego.

A one mają plastry antykoncepcyjne, wystają im spod biodrówek, spod staników koronkowych, spod stringów. Mają cerę nieskazitelnie jednakowej barwy. Mają sny czyste i bez plam. Sny wyprane uprzednio w proszku z mikrogranulkami.

Mają poglądy z gazet, opinie o wojnie  – nasza misja jest niezwykle ważna. Mają zdanie na temat feministek – o co ten hałas, po co te protesty. Mają mężczyzn w czystych koszulach i w nażelowanych włosach. Mają mężczyzn z telefonami komórkowymi nowej generacji, z telefonami, którymi można filmy kręcić i wysyłać je potem mejlem. Mają mężczyzn w luksusowych samochodach kupionych na raty
i w promocji, a w tych samochodach mają wypreparowany zapach cynamonu i radio ustawione na dziewięćdziesiąt cztery.
Mają swoje własne wielkie problemy. Jak pozbyć się rozstępów? Czy kupić krem pod oczy, czy może krem do skórek przy paznokciach? Dlaczego dwuletni Jasio nie chce jeść kaszki na mleku? Czy powinnam zacząć uczyć mojego półrocznego synka żeby jadł z butelki? Czy pieluchy tetrowe szkodzą? Co oznacza wysypka za uchem? Co zrobić z psem, jeśli dziecko ma uczulenie na sierść? Dlaczego mój mąż nie chce być przy porodzie? Co poradzić na łamliwe końcówki? Gdzie zasięgnąć porady specjalisty? Jak mam się wyleczyć z upławów? Co zrobić jeśli seks nie sprawia przyjemności? Jak zwalczyć łupież? Jak napisać si wi? Jak zdobyć sympatię i zaufanie szefa? Jak pogodzić pracę z wychowaniem dziecka? Jak schudnąć bez efektu jojo? Gdzie najlepiej wybrać się na zakupy? Co będzie modne tej wiosny?
Jak walczyć ze zmarszczkami?
Jak walczyć z tłuszczem?
Jak walczyć ze swoją głową?
Jak skutecznie walczyć ze sobą?

I patrzą na mnie te suki. Te nieskazitelnie białe wytwory z fotoszopa. Patrzą jak jadę bez biletu na rozmowę w sprawie pracy. Patrzą jak rano w poniedziałek kupuję gazetę, patrzą z kolorowych okładek, z bilbordów, patrzą z uśmieszkiem, z rzędem białych zębów, bądź piękna, bądź piękna, bądź piękna. Ich czyste sny, czyste myśli, ich zaciśnięte gardła, kiedy słowo „kutas” próbuje się przez nie przecisnąć i nie może. Ich głuche milczenie, kiedy jakiś zboczeniec wsuwa im rękę między uda w zatłoczonym autobusie. Ich brak głosu w ważnych kwestiach. Ich ignorancja, ich ignorancja, kiedy mówią z ekranu, w programie o modzie, dlaczego nie wzięła pani udziału w gali dla wybitnych gwiazd, dlaczego nie została pani zaproszona? To ignorancja, proszę pana, to ignorancja dziennikarzy.

A ja znów oszukuję. Oszukuję, że śpię. Leżę z otwartymi oczami, myślę jak Mateusz wymyśla te bilbordy, te reklamy, hasła rzucone od niechcenia. Nawet ona ci go nie popsuje. To nas kręci. Cycki z gałkami radiowymi. Feministki nie mają chyba poczucia humoru. Ja też nie. Patrzę na te bilbordy na mieście i myślę sobie, że Mateusz komunikuje się ze mną za ich pomocą. Bądź piękna, bądź grzeczna, miej czyste myśli i czyste sny, uśmiechaj się, bądź fan, bądź trendi, miej stajla dziewczyno, miej klasę, twoje włosy są tego warte, spójrz w wyszczuplające lustro w markowym, eleganckim sklepie, jaka piękna, a jaka zgrabna, nie zapomnij o lekkim makijażu, krem przeciwzmarszczkowy dla dwudziestopięciolatek, dieta jogurtowa, dieta białkowa, dieta sto kalorii, dwa plasterki świnki, zawinięte w liść sałaty i sok pomarańczowy. Pamiętaj, brzuch należy mieć wciągnięty, a piersi duże i pełne, duże jasne pełne, włosy długie bez końcówek rozdwajających się, twarz uśmiechnięta, zęby wyszczerzone. Piękna kobieta zna swoje miejsce.