Spadający nóż

Zbigniew Mentzel
Spadający nóż
  • Znak
    Kraków, 2016
    ISBN: 978-83-240-4093-3
    192 strony
    140x205

Nie od dziś wiadomo, że Zbigniew Mentzel ma słabość do słów, słowników, etymologii i idiomatyki. Upodobania te wyraźnie obecne są także w „Spadającym nożu”, najnowszej książce autora „Wszystkich języków świata”, i dostrzec je można już w tytule. „Spadający nóż”, termin z gwary giełdowej (nie łapie się spadającego noża, czyli nie kupuje się akcji spadających na łeb, na szyję, głosi popularne w tych kręgach porzekadło) jest przecież także zobrazowaniem nieuchronnego kresu naszej egzystencji i wszelkich zrządzeń losu, które na nas spadają, by wreszcie – w końcowej, iście fantasmagorycznej scenie książki – wystąpić jako znak trudnej nadziei: „Milczący szyper w czarnej pelerynie sięgającej kostek zapuścił silnik, pogrzebał w skrzyni stojącej na rufie, wyciągnął z niej coś i nagle rzucił w moją stronę wąską srebrną rybę, którą złapałem w powietrzu, jakby był to spadający nóż”.

Książka Mentzla jest nieobszerna, składa się z 21 narracyjnych, by tak rzec, epizodów, nieciągłych, lecz subtelnie ze sobą powiązanych (jak to widać choćby w sprawie motywu tytułowego). Fabularnie w dużej części jesteśmy na terenie, po którym Mentzel w swoim pisaniu już nas nie raz oprowadzał: giełda, historie rodzinne, wędkarstwo, zapisy literackich fascynacji i przyjaźni, nieoczywiste lektury, drobne przygody, które rozbłyskują pośród codzienności, powracające wspomnienia o ludziach i zdarzeniach. Spisane jest to precyzyjnie, elegancko, z typowym dla autora wyczuciem detalu i umiejętnością budowania swego rodzaju suspensu z pozornie nieistotnych napomknień i ułamków rzeczywistości. Jest jednak parę elementów zdecydowanie nowych. Jeden z nich tkwi w podtytule książki – „wariacja literacka” – i jest, jak sądzę, wielce brzemienny w znaczenia i skutki. Zdaje się bowiem, że wprowadzone tu określenie „gatunku” jest równie pojemne jak tytułowy „spadający nóż”. Być może, w pierwszym rzędzie odnosi się do wariacji na temat „regularnej powieści”, a wciąż niespełnione marzenie o niej od dawna Mentzlowemu pisaniu przyświeca, lecz – z małym tylko przymrużeniem oka – można w „wariacji literackiej” odnaleźć, mniej czy bardziej wyraźne, odwołania do wielu elementów słownikowego wyjaśnienia słowa „wariacja”. Na przykład takich:           

„1. «utwór literacki, film, obraz itp., nawiązujący do jakiegoś popularnego tematu, motywu lub innego utworu i przetwarzający go twórczo; też: przedmiot nawiązujący do innego lub będący jego odmianą»

2. «utwór muzyczny, w którym występują zmiany tematu, melodii, harmonii itp.»

3. «popisowy taniec solowy w balecie klasycznym»

4. «w kombinatoryce: dowolny ciąg utworzony z elementów danego zbioru»

5. «nieregularność ruchu Księżyca, wywołana perturbacyjnym działaniem Słońca»

pot. «obłęd, szaleństwo»” – i pewnie można by dodać coś jeszcze.

Skutek tej wielorakiej wariacyjności „Spadającego noża” jest więc przede wszystkim taki, że wciąż problematyzuje ona świat przedstawiony utworu. Literalnie mamy więc tu pierwszoosobową, autobiograficzną narrację snutą przez Zbigniewa Mentzla, który sam siebie opisuje jednak jako zaledwie „bohatera książki”, z czego wynika, że i wszystkie osoby (z żoną autora/bohatera na czele) będąc rzeczywistymi postaciami są zarazem postaciami literackimi. Z drugiej zaś strony postaci czysto fikcyjne, które Mentzel wprowadza (jak uroczy pan Kroczek) zyskują egzystencję nieco mniej widmową niż wytworom czystej fikcji przystało. Co więcej – tu fabularna nowość – kwestia choroby afektywnej dwubiegunowej, z którą, rzekomo lub naprawdę, zmaga się narrator (raczej negując tę diagnozę, lecz w wielu miejscach skwapliwie potwierdzając jej symptomy), także owocuje wielostronnym napięciem przenikającym i z niejakiego ukrycia organizującym całą opowieść.

W takich właśnie, podpowierzchniowych, zabiegach upatrywałbym rzeczy w nowej książce Mentzla najbardziej interesujących, jakkolwiek ciekawy byłby materiał czysto anegdotyczny w niej zawarty i jakkolwiek przenikliwe diagnozy naszego świata by w niej się pojawiały.

Czy następna książka Zbigniewa Mentzla będzie powieścią „prawdziwą”, „klasyczną”, „pełnowymiarową”, tego nie wiadomo. Widać jednak, że w „Spadającym nożu” autor odważnie zmierza w jej stronę – i prowadzi rozpoznanie bojem.   

- Marcin Sendecki