W alfabetycznym nieporządku

19.12.2016 Justyna Chłap-Nowak
#
  • Wydawnictwo Literackie
    Kraków, październik 2016
    ISBN: 978-83-08-06222-7
    145x207
    64 strony
    Oprawa: broszurowa

Justyna Chłap-Nowak, polonistka, historyk literatury i kulturoznawca, niedawno debiutowała także tomem wierszy „Niewidzialny ślad” (Arcana, Kraków 2013). Tom wierszy debiutantki to niezwykła książka – dojrzała, przemyślana, przejmująca głębokością refleksji na temat kondycji ludzkiej. Afirmacja człowieka i świata wynika z bezwzględnej (ale nie ślepej) wiary w Boga i ufności w jego niewidzialną opiekę. W tym poetka szuka sensu i smaku życia. Archaizm? Tak! Ale jaki! Autorka bez lęku o to „co powie Salon”, otwarcie nawiązuje do sarmatyzmu „wileńskiego” ks. Baki, kiedyś tak wyśmiewanego, potem stopniowo przywracanego do łask. Broniła go przed wojną Maria Jasnorzewska-Pawlikowska, nawiązywali młodopolanie Jan Kasprowicz i Leopold Staff, a po wojnie Stanisław Grochowiak (dziś prawie zapomniany), Jarosław Marek Rymkiewicz czy Wojciech Wencel.

W twórczości Justyny Chłap-Nowak podobne nawiązania do tradycji i stylu barokowej poezji spotykamy niemal w każdym wierszu. W debiutanckim tomie zaskakuje wiele tekstów ściśle religijnych, konfesyjnych, ale niezwykle dyskretnych. Autorka pochyla się po samarytańsku nad ludźmi biednymi, chorymi, starymi, opuszczonymi: dostrzega w ich cierpieniu i marginalnych, niedostrzegalnych żywotach, iskrę bożej łaski i pamięci – bieda czy brak wykształcenia to nie powód, żeby innym odbierać nie tylko prawo do istnienia, ale pogardzać nimi i izolować od świata „młodych, wykształconych, z dużych miast”. Wiele wierszy sytuowanych jest w górach, a hasłem wywoławczym - ukochana wakacyjna Ponikiew, góralska wioska w naturalnym otoczenia Beskidu Małego, zaludniona przez skromnych (ale wręcz eleganckich) mieszkańców, których poetka portretuje w swoich tekstach. Całe cykle wierszy mają w tym tomie charakter „domowy”, rodzinny: są pełne pokory wobec małego, ukrytego przed natrętnym światem, szczęścia. Ilustrują ten typ refleksji piękne wiersze „Ślad” czy „List”, „Anioł Stróż” - świat, w którym mimo huku petard i pałowania w stanie wojennym byliśmy bezpieczni – bo Jan Paweł II: „Trzymał nas za rękę” („Konspira w szufladzie”).

I oto otrzymujemy tom drugi, ułożonych alfabetycznie (tytułami) wierszy. Koncept ten autorka tłumaczy pośpiesznym życiem w zgiełku, w strumieniu świadomości i nieświadomości, chaosie aksjologicznym, który tylko żarliwa wiara może uporządkować w sensowną całość. W metafizycznym namyśle utrzymanych jest wiele tekstów: np. piękne, surowe, ośmiozgłoskowce: „Jak otrzesz łzy?”, „Krople i gwiazdy”, „Mysie pałace”, „Na wierzbowej dudce I” czy napisany sekstyną wiersz „Marzenie”: „O szarej godzinie/ siedzimy na progu/ i za każdą chwilę razem/ dziękujemy Bogu”. Szereg wierszy religijnych, śmiałych, zdecydowanych, to nawiązania do Starego Testamentu, Księgi Jozuego, Nieszporów. Są jeszcze wyraźniej wyeksponowane wątki franciszkańskie („Brat ogrodnik”, „Cierń”, „Lekcja przyrody”, „Nocny mróz”, „Poverello”). Poetycka ontologia (motywy przemijania, śmierci, pamięci) ukoronowana zostaje w wierszu „Siostry”: te dwie siostry to alegoryczne postacie Metafizyki („zna odpowiedzi, których nikt nie rozumie”) i Empirii (sensatki, wymachującej wynikami doświadczeń i listą „niezawodnych pomiarów”), które choć dążą do zupełnie innych celów i posługują się odmiennymi narzędziami, to uzupełniają się paradoksalnie: „bez jednej wszystko traci sens, bez drugiej smak”. Czy to mógłby być wiersz „programowy”? Autorka, podobnie jak poeci późnego renesansu, a może wczesnego baroku, na ambiwalencje bytu jest niezwykle wyczulona – przemijanie, śmierć, oraz radość istnienia traktuje jedynie jako etapy na drodze do ostatecznego celu: ukrytego za dosłowną, ale i transcendentną,  „Rampą”.

Jerzy Gizella