Hulk: Szary

08.02.2016 Jeph Loeb, Tim Sale
#
  • Mucha Comics
    grudzień 2015
    scenariusz: Jeph Loeb
    rysunek: Tim Sale
    tłumaczenie: Marek Starosta
    160 stron
    170 x 260
    oprawa: twarda
    ISBN-13: 978-83-61319-64-1

Hulk będzie bił! Znowu? Pewnie rozwali kilka czołgów i helikopter. Poturbuje oddział żołnierzy, zburzy dwa lub trzy budynki i będzie dużo krzyczał. Nuda. Prawdę mówiąc, nie znam nudniejszej postaci w komiksie superbohaterskim... Co więc wnosi do niej Hulk: Szary – trzeci z kolei wydany w Polsce album ze słynnej serii „kolorów” autorstwa Jepha Loeba i Tima Sale'a?

Hulk jest jedną z ikonicznych postaci amerykańskiej popkultury. W Polsce po raz pierwszy pojawił się nieco ponad 20 lat temu, na łamach kwartalnika Mega Marvel (nr 1/95), w historii War & Pieces (oryg. The Incredible Hulk  #390-393 i 395-396 z 1992 r.). Zaryzykuję stwierdzenie, że ze wszystkich bohaterów uniwersum Marvela, przedstawionych polskim czytelnikom w latach 90. XX w. przez wydawnictwo TM-Semic, ten przyjął się najsłabiej. Być może zbyt późno wyszedł z tłumu przebierańców widocznych na okładce pierwszego numeru polskiego wydania Spider-Mana (1/90). Faktem jest, że nigdy nie doczekał się własnej serii, zaś do historii przeszedł głównie dzięki słownej wzmiance w zeszycie pt. Nikt nie zatrzyma Władcy Murów, gdzie wystąpił jako „Hulken”. Lepiej obeznani z postaciami Marvela czytelnicy przez lata na próżno zachodzili w głowę skąd wziął się ten dziwaczny błąd. Odpowiedź jest prozaiczna – w tamtym czasie nie istniała jeszcze Wikipedia, zaś tłumacz z języka szwedzkiego miał blade pojęcie o oryginalnej, anglosaskiej pisowni dziwacznych nazw i imion bohaterów komiksów.

Hulk od początku miał zwyczajnie niewiele do zaoferowania. Był pozbawiony nastoletnich rozterek Spider-Mana, uroku i inteligencji Daredevila, czy nonkonformizmu Punishera. Dysponował jedynie górą zielonych mięśni. Dziś jest przestarzałym reliktem Zimnej Wojny i amerykańskich prób jądrowych. Choć rozszczepienie atomu jest wpisane w genezę niemal wszystkich bohaterów Marvela, to właśnie Hulk jest najsilniej związany z wojskowością i w pełni oddaje specyficzną atmosferą lat 50. XX w. Hulk jest w pewnym sensie personifikacją wybuchu jądrowego – to nieokiełznana, pierwotna siła; jak sam atom. Jednak w XXI w. trudno brać tę postać i cały jej sztafaż na serio. Pierwszej ciekawej reinterpretacji opowieści o Hulku dokonał w latach 80. XX w. Alan Moore w Strażnikach – postać Dr Manhattana jest przecież odpowiedzią na pytanie o to, kim mógłby być Hulk, gdyby nie był groteskowym potworem. Jednak Jeph Loeb i Tim Sale stawiają w swoich komiksach nie tyle na reinterpretację, co na retelling – opowiadają dobrze znane wszystkim historie jeszcze raz, tylko odrobinkę inaczej.

Akcja komiksu Hulk: Szary rozgrywa się w ciągu pierwszych 24 lub 48 godzin od wybuchu słynnej bomby gamma. Pomiędzy oryginalnymi zeszytami  The Icredible Hulk #1 i #2 z 1962 r. Tę „dziurę” fabularną autorzy wypełniają wspomnieniami dotąd nieznanych wydarzeń. Przede wszystkim pierwszego spotkania Hulka i Betty Ross, a także udziału w tych wydarzeniach Iron Mana. Zabawę konwencją w pełni doceni czytelnik dobrze zapoznany z twórczością Stana Lee i Jacka Kirby'ego z lat 60. XX w. Do wszystkich pozostałych skierowano posłowie, zawierające dużą ilość materiałów porównawczych, w których Loeb i Sale tłumaczą odniesienia graficzne i fabularne. Przyznają tam m.in., że zdecydowali się na wprowadzenie do opowieści Iron Mana jako antagonisty, aby uniknąć Ludzi Żab czy Ringmastera – karykaturalnych postaci będących emanacją zimnowojennej paranoi. Poza tym jednak pozostają wierni swoim mistrzom oraz Marie Severin i jej humorystycznej wersji Hulka (o Bulku więcej dowiecie się ze wstępu do albumu). Rysowanie „blaszanego” Iron Mana było dla mnie ogromną frajdą – wspomina Sale.

Hulk jest w oczywisty sposób oparty na doktorze Jekyllu R. L. Stevensona, jednak posiada pewne cechy, które odróżniają go od wiktoriańskiego protoplasty. Ta postać idzie dalej, niż czarno-biała metaforyka Jekylla i Hyde'a. Hulk ma w sobie niewinność, której Hyde nie posiadał – zauważa Loeb. Hulk jest także w dużym stopniu wzorowany na potworze Frankensteina, m.in. dlatego Sale sięga po sceny z filmu Frankenstein z Borisem Karloffem w roli głównej. W filmie potwór bawi się nad brzegiem jeziora z mała dziewczynką. Poniesiony emocjami wrzuca dziecko do wody, nieświadomie przyczyniając się do jego śmierci. Na tej sekwencji oparta jest rozpoczynająca trzeci rozdział scena z królikiem. Pomimo starań wypada ona moim zdaniem groteskowo. Intencje autorów są jasne i być może na ekranie zrobiłaby na mnie wrażenie, ale w kresce Sale'a wypada po prostu infantylnie. Na szczęście jednak słabszych momentów w Hulku: Szarym jest stosunkowo niewiele. Loeb i Sale po raz kolejny udowadniają, że warto powierzyć im legendę.

Może nawet bardziej niż z potwora Frankensteina czy Doktora Jekylla i Pana Hyde'a, autorzy czerpią tym razem z Pięknej i Bestii. Charakterystyczne dla serii „kolorów” Loeba i Sale'a jest to, że w centralnym miejscu opowieści stawiają kobiety. Wbrew tradycji Marvela są to kobiety silne, często przejmujące inicjatywę, nie sprowadzone wyłącznie do roli ozdobnika. W Spider-Manie: Niebieskim i Daredevilu: Żółtym opowieści miały formę listów miłosnych do kobiet, które odeszły. Banner nosi żałobę nie tylko po Betty. Jego problemy zawsze przekraczały ramy tradycyjnej historii  miłosnej – tłumaczy Loeb. Jednocześnie Hulk jest tu przedstawiony jako urzekająco tragiczna postać, niezdolna wyjść poza powierzchowność potwora. To dziecko. Monstrualne dziecko – pisze Loeb – Hulk zawsze był czymś znacznie bardziej skomplikowanym, niż tylko wyrwane spod kontroli id. Miał niezależną od Bannera osobowość i nienawidził go. Autorzy dobrze przeanalizowali Hulka zanim zabrali się za swój album. Jest więc szansa, że tym razem nie będziecie znudzeni, a Hulk nie będzie tylko bił.

- Artur Wabik