Krytyka i metafizyka. Studia i szkice o najnowszych zjawiskach i tekstach literackich

25.09.2017 Adrian Gleń
#
  • Biblioteka „Toposu”, T. 141
    Towarzystwo Przyjaciół Sopotu
    Sopot, sierpień 2017
    229 stron
    210 x 140
    oprawa: miękka
    ISBN: 978-83-65662-11-8

Adrian Gleń reprezentuje środowisko humanistyki uniwersyteckiej, z czego dla czytelnika zbioru jego studiów i szkiców wynikają same korzyści. Swoje wpisane w bogaty kontekst filozoficzny analizy, interpretacje skoncentrowane głównie na poezji, poprowadził z wielką dbałością o ład wywodu. Ton osobisty, lepiej słyszalny w drugim rozdziale książki oraz w aneksie zawierającym wspomnienia (m.in. o Feliksie Netzu) i laudacje (przykładowo: dla Tomasza Burka), brzmi autentycznie, momentami wzruszająco. A wszystko pewnie dlatego, że autor, nie od dziś zresztą, ma dokładnie określoną wizję zadań krytyka-literaturoznawcy. Za naczelną powinność krytyki uważa uobecnianie sensu analizowanego zjawiska: od całych kierunków, szerszych projektów estetycznych, poprzez pojedynczy tom, wiersz, wers czy frazę, aż po jednostkową metaforę. Na równi z uważnością pisania, kreowania świata w słowie, ceni uważność lektury, niosącą ze sobą – jak sugeruje w świetnym eseju poświęconym wierszowi Juliana Kornhausera Moja mamusia pije – konieczność uwewnętrznienia tekstowej rzeczywistości, jej prze-życia, prze-czytania samym sobą, jej najgłębszego doświadczania.

W pierwszym rozdziale książki autor przyjmuje najczęściej postawę badacza, poszukującego tożsamości literaturoznawstwa uprawianego z oddaniem i – tak należałoby to określić – zamiłowaniem. Jego przyszłość dostrzega w trandsyscyplinarności, w sojuszu z innymi naukami (psychologia, socjologia, antropologia), pomocnymi w zgłębianiu dzieła jako przekazu wielowymiarowego, a co znacznie ważniejsze – wychodzącego żywo ze wszystkich zabiegów interpretacyjnych.

Składając swój meldunek o stanie i funkcjonowaniu polskiej krytyki Gleń bynajmniej nie ukrywa, że całkowite zaufanie do prawideł wolnego rynku, okazało się całkowicie chybione, bo wzmocnione później oddziaływaniem nowych mediów, spowodowało nie tylko podporządkowanie dyskursu krytycznego strategiom marketingowym, ale przede wszystkim – jego rozproszenie, podział na kilka wyizolowanych obiegów. Tym wyżej dowartościowuje krytyków młodych, poszukujących „ścieżek, które zasypują przepaść pomiędzy sprofesjonalizowanymi językami opisu literatury stosowanymi przez akademików a całkowitą nieraz swawolnością panującą w przestrzeni stylów używanych w wysokonakładowej prasie i blogerskich dysputach” (s. 52). Podejście do zagadnień metafizycznych wypływa u niego z humanistycznego przekonania, „że człowiek to pewna […] nadwyżka nadbudowana nad tym, co fizyczne. Że całe wielkie zadanie stojące przed Poezją, skupia się w podejmowanym przez poetę wysiłku przekraczania uwarunkowań osadzonej w fizyczności ludzkiej myśli” (s. 11). Tej zasadzie pozostaje wierny zestawiając ze sobą poetów różniących się tak krańcowo jak Wojciech Kudyba (w obronie którego występuje Gleń w sposób konsekwentny a rzeczowy) i Tadeusz Różewicz. Zwraca tutaj uwagę także komentarz do metafizycznego wymiaru kosmicznej nicości, będącego przedmiotem poetyckiej refleksji Leszka Szarugi, w tomie Fluktuacja kwantowa.

W tytule książki aż trzykrotnie pojawia się sygnalizujący zbliżenie sztuki wrażliwego czytania do namysłu nad istnieniem spójnik „i”. Bliskość ta byłaby może trudniejsza, gdyby w tle nie pojawiła się „ta trzecia” – aksjologia, tworząca układ odniesień do wartości kulturowych, cywilizacyjnych, międzyludzkich (w tym do wdzięczności dla mistrzów, którzy uczą odróżniać ikony od idoli). Wartości, na których wszyscy: i piszący, i czytający, mogą się oprzeć „sięgając poza doczesność”.
Także dlatego warto przestudiować te szkice. Najlepiej wraz z przypisami.

Piotr W. Lorkowski