Im szybciej idę, tym jestem mniejsza

09.05.2017 Kjersti Annesdatter Skomsvold
#
  • Kjersti Annesdatter Skomsvold, Im szybciej idę, tym jestem mniejsza, Wydawnictwo Media Rodzina, Poznań 2014.

Poznańskie wydawnictwo Media Rodzina wydało, w ramach serii Gorzka Czekolada, książkę Im szybciej idę, tym jestem mniejsza. To gorzko-słodki debiut norweskiej pisarki Kjersti Annesdatter Skomsvold. Niewielkich rozmiarów powieść gorycz zawdzięcza tematowi, który podejmuje, a jest nim problem starości oraz nieumiejętności funkcjonowania w społeczeństwie. Utwór nie jest jednak przygnębiającą historią samotnej, starszej pani, dzięki fenomenalnemu językowi, jakim jest napisany.

Mathea Martnsen żyje samotnie, miała męża, którego poznała, będąc jeszcze w szkole. Oboje stronili od ludzi i tak też żyli jako małżeństwo. Nikt ich nie odwiedzał, nie mieli dzieci i rodziny. Mąż pracował w Centralnym Urzędzie Statystycznym, ona zajmowała się domem. Prowadzili bardzo uporządkowane, wręcz nudne życie, łączyła ich natomiast szczególna więź uzależnienia od siebie. Kiedy Mathea zostaje sama, przygotowuje się do śmierci, a jednocześnie za wszelką cenę chce zaznaczyć swoją obecność i pozostawić po sobie ślad. Dla świata, w którym żyje, jest jednak przezroczysta, za stara, aby wziąć udział w osiedlowym czynie społecznym, zbyt nieśmiała, aby świętować zwycięstwo w konkursie na najlepszą spółdzielnię Groruddalen. Zdobywa się nawet na kradzież dżemu, ale i tego nikt nie zauważa. Na trawniku przed blokiem, w którym mieszka, zakopuje kapsułę czasu, w której umieszcza karteczkę ze swoim numerem telefonu (sic!).

Mathea jest nie tylko bohaterką omawianego utworu, ale także jego dowcipną narratorką, która z autoironią i sarkazmem mówi o sobie. Niewątpliwie język powieści jest jej największym atutem. Skomsvold stopniowo, bez pośpiechu odkrywa przed czytelnikiem historię starszej pani. Brak tu bolesnej dosłowności, a liryzm przeplata się z opisem absurdalnych sytuacji, w jakie wikła się Mathea. Niedopowiedzenia i metaforyczność języka powodują, że jest to powieść wieloznaczna i każdy może odczytać ją na swój sposób. Wiele tu – wypowiadanych mimochodem przez bohaterkę – życiowych maksym i mądrości: „… przyroda interesuje się tylko zachowaniem gatunku, gdzieś ma jednostki”, „z czasu się nie drwi”, „Nigdy nie słyszałam, żeby komuś imponowało nicnierobienie”, „W bibliotece nie ma za bardzo co robić, poza czytaniem” (notabene Mathea czytała tylko okładki i ostatnie strony książek), „brwi służą do komunikacji z innymi ludźmi”, „… czasem w małżeństwie trzeba być szczodrym. Chodzi o to, by dawać, a nie brać” , „…dobre życie mi nie wyszło, to wyszło mi trudne”. Warto jednak o to dobre życie zawalczyć, oby z lepszym efektem, niż ten, który stał się udziałem bohaterki.

Książka wzbudziła wśród członków klubu żywą dyskusję, odebrali ją bardzo emocjonalnie i skrajnie różnie. Jedni byli zachwyceni, śmiali się podczas lektury, u innych wywołała przygnębienie. Zastanawiano się, czy autorka jest zwolenniczką eutanazji i eugeniki, skąd trzydziestoletnia Skomsvold czerpała wiedzę o ludziach starych. Im szybciej idę, tym jestem mniejsza to pozycja, która prowokuje do rozmowy o starości, samotności, nieśmiałości, wykluczeniu, a w dobie wszechobecnego kultu młodości są to tematy mało popularne.

Elżbieta Pospieszna

DKK Międzychód, Wielkopolska