Bokserka

Grażyna Plebanek
Bokserka
  • W.A.B.
    Warszawa, 2014
    ISBN: 978-83-280-0929-5
    368 stron
    123 x 123
    okładka miękka

Grażyna Plebanek zadebiutowała w 2002 roku Pudełkiem ze szpilkami, które miały być polską wersją przygód Bridget Jones. Główną bohaterką Pudełka… była młoda kobieta na rozstaju dróg, Marta (świetne imię, moszczące się w tradycji polskich opowieści o losach kobiecych). Czy wybrać samotne macierzyństwo, czy może zostać żoną drżącą przed niebezpieczeństwem przedwczesnej śmierci w konwenansach? A może zbudować własny model rodziny, w którym będzie miejsce na oddech? W następnych książkach (Dziewczyny z Portofino 2005, Przystupa 2007, Nielegalne związki 2010, Córki Rozbójniczki 2013) zakres tematyczny się poszerzał, ale nigdy Plebanek nie straciła z oczu pytań o tak zwane kobiece doświadczenie oraz tożsamość i mechanizmy na nią wpływające. 

Bokserkę rozpoczyna Plebanek od mocnego uderzenia, a nawet dwóch: poetyckiego (motto z  Drogi nie wybranej Roberta Frosta) i erotycznego (scena w dworcowej toalecie). Splot wysokiego i niskiego tworzy siatkę-kanwę tej powieści obyczajowej o związkach między mężczyznami a kobietami, kobietami a kobietami, mężczyznami a mężczyznami. Urwany guzik (zgrabne, tekstylne nawiązania) przetaczając się między kabinami zapowiada nadciągającą nieuchronnie katastrofę. Plebanek nie tylko opowiada o niebezpiecznym (nielegalnym – znowu! Jak w swojej poprzedniej, przebojowej powieści) romansie, ale i o historii Europy, świata, kultury. Pakuje, ile może w opowieść o młodej kobiecie, która musi dokonywać wyborów i chyba nie robi tego najlepiej. Czegóż tutaj nie ma – historia Polski sprzed 1989 roku, historia przemian w kulturze i obyczajowości europejskiej (na przykładzie Szwecji, Belgii i Polski) oraz historia ludobójstwa dokonanego przez Europejczyków w Afryce. „Powszechna” historia splata się z tą „prywatną”, czyli dziejami związków miłosnych Emilii, jej matki (Anna zwana Rianną) oraz Duni (przyjaciółka Rianny, wzorzec niezależnej kobiecości dla Emilii).    

Emilia (znowu imię jak z Orzeszkowej) może spodobać się każdemu. Nie tylko dlatego, że pokonała trudną przeszłość (doświadczenie emigracyjne z czasów dzieciństwa, historia przemocy domowej, doświadczenie kobiecej solidarności, śmierć matki, tak zwana kariera zawodowa), ale przede wszystkim dlatego, że jest bardzo ładna, zgrabna, wykształcona i nieustraszona. Emilia (Lu/Mimi, zależy dla kogo i w jakiej sytuacji) zakłada rękawice bokserskie, by uporządkować swoje życie erotyczne i miłosne; walczy, by nabrać sił i odzyskać zdolność decydowania o sobie. Połączenie fizycznej atrakcyjności ze sztukami walki w przestani kultury masowej (ale też i popularnej) opłaca się, ale zysków tych Plebanek nie wydała na bilet umożliwiający wyjście poza granice obowiązującego systemu symbolicznego.

Plebanek opowiada o Emilii w systemie binarnym: wróg-przyjaciel, przyjaciółka-zdrajczyni, białe-czarne, ładne-brzydkie. Emilia  ma być przede wszystkim uwodzicielską bokserką (nie pięściarką), dla której zwierzęcość nie tylko ma być komplementem, ale i szansą na emancypację. Emilia istnieje tylko w związku, w relacji, w opozycji. Rozdarta między mężczyznami (narzeczony czy kochanek? Kochanek żonaty czy kochanek wolny? Kochanek-Europejczyk czy kochanek Afroeuropejczyk? Trener czy kochanek?) niby pięściami próbuje wybić się na niepodległość, ale owo upragnione „życie swoim życiem” otrzymuje w prezencie od mądrzejszego mężczyzny. Emilia wścieka się, gdy jest wciskana w ramy kulturowej kobiecości („bo wy, kobiety”), chce być dostrzegana „sama w sobie”, ale Plebanek nie pozwala swojej bohaterce na zbudowanie upragnionej tożsamości. I wcale nie o podmiot nomadyczny rozbija się sprawa (Emilia jest córka emigrantki, sama czuje, że musi być wciąż w podróży, lękiem przejmuje ją propozycja zajęcia na trwałe jednego miejsca), tylko o nieistnienie Emilii jako takiej. Emilię (zielonooką, brązowowłosą, o perfekcyjnie niesymetrycznej twarzy) budują kolejni mężczyźni (za każdym razem od nowa). Plebanek przedstawia swoja bohaterkę jako wykształconą sowizdrzałkę, która nie potrafi okiełznać ciekawości świata. Jak wiadomo – ciekawość to pierwszy stopień do piekła, ale Emilia czerpie z tej nieprzyjemności swoistą przyjemność, Ale – co z tego wszystkiego wynika?

Bokserka obfituje w sceny erotyczne, wyraźnie Plebanek ćwiczy język wypracowany na rzecz opromienionych sukcesem rynkowym Nielegalnych związków. Można mówić nawet o ich nadmiarze. Interesujące są za to w Bokserce zabiegi, które można nazwać autoodniesieniami. W Brukseli, do której Emilia przeprowadza się za swoim żonatym kochankiem, można szukać śladów Jonathana i Megi, a nawet samej autorki. Emilia zyskuje popularność i niekoniecznie miłą rozpoznawalność dzięki olbrzymim plakatom z jej fotografią wykorzystaną w kampanii reklamowej (Plebanek ma na koncie podobne doświadczenie – jako artystka tworząca i mieszkająca w stolicy Belgii została sfotografowana przez Stephana Van Fleterena, a jej fotografia – obok tych przedstawiających innych artystów i artystki – zawisła w brukselskim metrze). Taka zabawa świadczyć może o samoświadomości a może nawet podejmowaniu prób zdystansowania się do własnej, obfitej już, twórczości. 

I prosta jest historia Bokserki i, doprawdy, skomplikowana. Opowieści o kobietach i mężczyznach, których losy plączą się i zrywają, miała dać nadzieję na możliwość rozwiązania tych pogmatwanych sytuacji. Przestrzeń sali treningowej miała być jak laboratorium, w którym wytwarzane są związki silniejsze niż te rodzinne. Siostrzeństwo z wyboru, siostrzeństwo krwi wytoczonej na ringu miała dawać siłę do emancypacji (chrzest z krwi z rozbitego nosa, przydomki jak nowe imiona, powtórne narodziny w bólu i pocie). Lu i Sprite wymieniają się największymi sekretami, bo tylko na zaufaniu i oddaniu można budować relacje (owo zaufanie jest trochę wymuszone – co bowiem zrobić z milczeniem? Skolonizować je? Wymusić opowieść). Na pewno sprawdza się wykorzystana przez Grażynę Plebanek rama komiksowa: tak jak w dymkach komiksów rysowanych przez małą Lu ujawniały się „skryte myśli, o których wróg nie ma pojęcia” (Lu w ten sposób chce kontrolować rzeczywistość), tak w tekście powieści pojawiają się domniemane myśli bohaterów, przeciwników i przeciwniczek Emilii, trochę jak teatralne „na boku”, uwagi od wszechwiedzącego autora, który zagląda w głowy stworzonym przez siebie postaciom dając w ten sposób pokaz niekwestionowanej nad nimi władzy. Właśnie, ten „autorski” trop prowadzi w niebezpieczne okolice. Szukająca niby pierwotnej, siostrzanej wspólnoty, Plebanek daje chyba jednak do zrozumienia, że wciąż na nią za wcześnie. To, na co można liczyć, to tylko własne wyćwiczone ciało, własne ręce i własne nogi, siła i upór, korzystne sojusze i szybkość zadawanych ciosów.

Anna Marchewka