Sońka

Ignacy Karpowicz
Sońka
  • Wydawnictwo Literackie
    Kraków, 2014
    ISBN: 978-83-08-05353-9
    208 stron
    120x207
    Oprawa twarda

To nad wyraz misternie skonstruowana i przewrotna opowieść. Zaczyna się jak baśń, i to nie tylko z tego powodu, że otwiera ją formuła „dawno, dawno temu” i że zaraz do głosu dojdą zwierzęta (pies i kot). Przede wszystkim dlatego, że dochodzi do cudownego spotkania baśniowych postaci: staruszki, której jedynym majątkiem jest krowa, i pięknego królewicza, właściciela luksusowego mercedesa. Pech chciał, że nieziemski pojazd właśnie się zepsuł w szczerym polu „na końcu świata”, czyli na pograniczu polsko-białoruskim, pod wsią Słuczanka, gdzie – co chyba ważne – Ignacy Karpowicz spędził dzieciństwo. Staruszka zaprasza królewicza do nędznej chałupy, częstuje mlekiem wprost od krowy i opowiada mu o swoim życiu. Ma na imię Sonia, a jej słuchacz to Igor, modny, zdemoralizowany sukcesem reżyser teatralny z Warszawy. Igor błyskawicznie orientuje się, że losy Sońki to doskonały materiał na wzruszającą sztukę o wielkiej miłości i jeszcze większym cierpieniu osadzoną w realiach niemieckiej okupacji. W tym momencie czytelnik traci orientację; nie wie, czy ma do czynienia z przejmującą opowieścią wydartą życiu, czy też z wielokrotnie przeredagowanym, podkręconym dla efektu tekstem teatralnym, kiczowatym w gruncie rzeczy „produktem” wytworzonym przez cwanego Igora, który wie, jak zdobyć serca warszawskiej publiczności.

Sońka lekkiego życia nie miała – wzrastała bez matki, bita i gwałcona przez ojca, poniewierana przez braci, zaprzęgnięta do prac gospodarskich jak zwierzę. Pot, krew i łzy – aż do czerwca 1941 roku, kiedy to przez jej wioskę ciągnie hitlerowska armia podążająca na wschód. Wystarczyło jedno spojrzenie i natychmiast zakochała się w Joachimie, przystojnym oficerze SS. Ze wzajemnością – przez dwa tygodnie kochankowie schodzą się co noc, a miłość uskrzydla Sońkę, odrywa ją od życia w sensie ścisłym (bohaterka przez ten czas nie je i nie śpi, niejako przebywa w pozaziemskiej sferze). Cena za ten występek będzie wysoka, lecz na razie wyrok został odroczony: ciężarna Sońka wychodzi za mąż za chłopaka z sąsiedztwa, rodzi syna, będącego owocem związku z Joachimem. Ale mniej więcej rok później traci bliskich: okrutnego ojca, nieczułych braci, oddanego jej męża, dziecko i wreszcie kochanka esesmana. Potem żyje samotnie, napiętnowana przez wiejską społeczność jako zdrajczyni, dziwka i wiedźma, za przyjaciół mając domowe zwierzęta.

Świetnym pomysłem Karpowicza jest nieustanne konfrontowanie bohaterów z obcością i z niewyrażalnością doświadczenia. Sońka przemawia po białorusku, a Igor przekłada jej opowieść nie tylko na język polski, ale i na język teatru zaangażowanego (dla warszawskich snobów). Tytułowa bohaterka w rozmowach z Joachimem jest – jak czytamy –absolutnie szczera, ponieważ ona nie zna niemieckiego, a on białoruskiego. Nie muszą więc kłamać. Karpowicz brawurowo „rozgrywa” tę sytuację: Sońka, słuchając opowieści esesmana o eksterminacji miejscowych Żydów, fantazjuje na temat ich przyszłego szczęścia, sielanki u boku ukochanego, on natomiast, wtulony w jej piersi i głaskany po włosach, może dać werbalny upust dręczącym go koszmarom. Mówi jej o bestialstwach, w których uczestniczy, będąc i zarazem nie będąc wysłuchanym. Fenomenalny koncept! Wreszcie niebanalnym pomysłem jest włączenie figury quasi-autobiograficznej w tę opowieść. Igor, jak się okazuje, ma na imię Ignacy, pochodzi z tych samych stron co Sońka, wyparł się swoich podlaskich korzeni i prawosławia, zabił w sobie chłopską tożsamość, owładnięty myślą o światowej karierze. Ale jak to u Karpowicza – wszystko jest tu umieszczone w cudzysłowie, dotknięte ironią i autoironią, podszyte lękiem przed bezpośredniością, sentymentalnością czy prostolinijnością. Ufamy zatem Sońce i jednocześnie podchodzimy do tej propozycji podejrzliwie – tego chce od nas Ignacy Karpowicz.

Dariusz Nowacki