Rówieśniczki

Katarzyna Tubylewicz
Rówieśniczki
  • W.A.B.
    Warszawa, kwiecień 2014
    ISBN: 978-83-280-0911-0
    304 strony
    123 x 123
    Okładka: miękka

„Rówieśniczki” to portret potrójny Joanny, Zofii i Sabiny z Polską i Szwecją w tle. Na okładce książki dotykają się trzy głowy kilkunastoletnich dziewczynek, które obejmują się ciasno ramionami – obraz przyjaźni, bliskości (także fizycznej, w tej odległości czuć temperaturę i zapach ciała obok). Bliskość i przyjaźń kobiet, którą opisuje Katarzyna Tubylewicz jest bliskością trudną, często bolesną, pełną ukrytej agresji. Dziewczynki pochodzą z różnych środowisk, chodzą razem do szkoły. Historie ich dorastania poznajemy w retrospekcjach, które rzucają światło na teraźniejszość bohaterek książki. Historie te przesycone są nieco niepokojącą nastoletnią zmysłowością, podobnie jak w „Przekleństwach niewinności” Jeffreya Eugenidesa, „Lecie miłości” Helen Cross czy „Siostro, siostro” Oksany Zabużko. W teraźniejszości bohaterek temat cielesności też jest bardzo obecny – pożądanie, pruderia, poronienia zamiast ciąży upragnionej przez Joannę; ciąża, która niepokoi Zofię.

Akcja „Rówieśniczek” obejmuje kilka letnich dni, miejsce akcji to Sztokholm. Tu mieszkają dwie bohaterki – Joanna, żona polskiego dyplomaty oraz Zofia – tłumaczka, żona zamożnego Szweda. Sabina – dziennikarka katolickiej gazety przyjeżdża do Sztokholmu po tym, jak niespodziewanie traci pracę. Relacje bohaterek, konflikty ich życiowych postaw, a także ich przemiany – w tym stopniowe pozbywanie się lęków – Katarzyna Tubylewicz pokazuje na malowniczym tle Sztokholmu, z jego zapierającym dech w piersiach widokiem na morze, ale także z jego wewnętrznymi hierarchami, ze snobizmem, z mniej lub bardziej ukrywanymi uprzedzeniami wobec imigrantów: „Centrum sztuki Tensta zyskało niedawno nowego szefa, który cieszył się opinią wizjonera realizującego projekty zaangażowane politycznie, a to w praktyce oznaczało magnes dla snobistycznych asów ze świata kultury. Przyjeżdżali tu, żeby poczuć się tolerancyjni i seksownie lewicowi. (…) Potem mogli już spokojnie wrócić do swoich jasnych, designerskich mieszkań w centrum Sztokholmu, czując, że spełnili obowiązek, są solidarni.”

Sztokholm, Szwecja w ogóle – to część tła tego portretu zbiorowego, drugą częścią jest Polska. Polska widziana nie tylko w retrospekcjach (mamy więc tu panoramę czasów przemian ustrojowych i obyczajowych), nie tylko poprzez rodzinę Sabiny, pracującej w Warszawie, ale także obraz polskości, jej ciekawa kondensacja, którą odnajdujemy w świecie placówki dyplomatycznej. Obraz ambasady z niegustownymi meblami z lat 90, unoszącym się zapachem potu pana „złotej rączki”, bełkotliwym small talkiem przyjęć to obraz klaustrofobicznego kręcenia się wokół własnej osi (i to bez zachowania równowagi!). Obraz ten, wprawdzie groteskowy jest czymś głęboko przygnębiającym.

„Rówieśniczki” jednak lekturą przygnębiającą nie są, są za to – podobnie jak książki cenionej przez Katarzynę Tubylewicz Joyce Carol Oates – tak zwanym „page turner”, lekturą wciągającą i przy całym wachlarzu trudnych tematów, bardzo zabawną, weźmy choćby zdanie o perfekcjonizmie Sabiny: „Gdyby mogła, zamruczałaby z zadowolenia i wylizała z zachwytem starannie pomalowane paznokcie", czy scenę, w której ta sama bohaterka, już po wypiciu kilku kieliszków wina na garden party pod Sztokholmem, łamaną angielszczyzną próbuje zwierzyć się właśnie poznanemu mężczyźnie z tego, co dla niej jest dramatem (jej syn powiedział, że jest gejem): „potrzeba jej bratniej duszy, a siedzący tuż obok kulturalny mężczyzna wydaje się stworzony do tego, by podzielić jej poglądy. Elegancja, powściągliwość i konserwatyzm, ot co. (…) Jednak Björn nie słyszy już, co powiedziała, bo do jego fotela podchodzi drugi elegancki mężczyzna (…) i całuje go prosto w usta.”

„Rówieśniczki” to druga, po „Własnych miejscach” (2005) powieść Katarzyny Tubylewicz - kulturoznawczyni, publicystki, wieloletniej współpracowniczki „Gazety Wyborczej”, a także tłumaczki literatury szwedzkiej (przełożyła m.in. kilka powieści Majgull Axelsson i trylogię o AIDS w Szwecji Jonasa Gardella). Katarzyna Tubylewicz jest także redaktorką i współautorką antologii „Jestem mamą”. W latach 2006-2012 była dyrektorką Instytutu Polskiego w Sztokholmie.

Katarzyna Tubylewicz jest jedną z sygnatariuszy manifestu „Alice Munro nie miałaby u nas szans…”, w którym padły słowa: „być może właśnie rozkwit literatury środka, czyli takiej, która jest przystępna, ale zarazem ma ambicję poruszania istotnych tematów i poszukiwania odpowiedzi na ważne pytania, wpłynąłby pozytywnie na beznadziejny dziś stan polskiego czytelnictwa.” Jej „Rówieśniczki” zdecydowanie mają szansę poprawić stan polskiego czytelnictwa.

Agnieszka Drotkiewicz