Ludzka rzecz

Paweł Potoroczyn
Ludzka rzecz
  • Grupa Wydawnicza Foksal
    Warszawa 2013
    352 strony
    123x195
    ISBN 978-83-7747-833-2

Późny, zaskakujący debiut. „Ludzka rzecz” to próba zarysu dziejów społeczności Polaków, nie „w stronę dworu” lecz w stronę wsi; chłopstwa, żydostwa, plebanii, partyzantów i oczywiście, ludowych kobiet. Wieś nazywa się Piórków. Jej mieszkańcy to piórkowscy; ponura, mściwa, targana instynktami społeczność porządnych ludzi, pilnujących się nawzajem i wyrządzających sobie krzywdy na całe pokolenia, tak po ludzku, normalnie. „Rzecz”, dobrze przyjęta przez krytykę, napisana została starannie spreparowanym, wystylizowanym, elastycznym językiem, mieszczącym i chłopskie realia, i autorską ironię i przewartościowanie heroiczno –martyrologicznej polskiej matrycy. Żywiołem tej opowieści jest farsowa wyrazistość, szydercze sprowadzanie  narodowych motywów – takich jak opór wobec niemieckiego okupanta - do konkretu, do ziemi, do ciała. Wszystko zaczyna się pogrzebem, bo jak czytamy „Pogrzeby w Piórkowie miały więcej życia niż wesela, kinematograf i elektryczność”. Ten wiejski obyczaj – bo na pogrzeb idzie każdy, nie ma biletów ani zaproszeń, a jak wroga chowają to „uciecha sama” - zdaje się figurą  sposobu egzystowania całej polskiej zbiorowości, skupionej na rytuałach żałobnych, skrywającej mroczną, pierwotną popędowość pod uwznioślającymi wizerunkami Zbawiciela i Maryi. Dla autora „Ludzkiej rzeczy” obrzędowość chłopskiej kultury nie należy sama w sobie ani do sacrum ani do profanum. Sfery te są zarówno domeną przypadku, losu, psychologii jak historii przetaczającej się przez wieś. Dobro i zło mieszkają i mieszają się zawsze i wszędzie. Wahadłowy ruch życia i śmierci, odgrywany przez ciągnące przez wieś orszaki weselne i kondukty żałobne, nie jest w stanie nierównej miary cnót i występków ani ocenić, ani odmierzyć ani okiełznać. Jedno sobie, drugie sobie.  

Powieść przeplata kilka znaczniejszych wątków, w których najwyrazistrzy opowiada o miłości Jasia Smyczka, artysty muzyka,  kobieciarza i Wandy, pięknej piekarzowej. Życia w grzechu ani ksiądz ani wieś nie przebacza, ale Smyczek ginie, w inicjalnej scenie powieści, od niemieckiej kuli, jako partyzant. Zagłębiamy się w przeszłość, w plątaninę losów piórkowskich. Pańskich, chłopskich i żydowskich a nawet niemieckich. Są tu i komunistki, i artyści i obieżyświaty. Potoroczyn pisze nową wersję wiejskiej prozy, uwolnioną od jednoznaczności i religijnego patriarchalizmu. Przetwarza tradycje Reymonta, Kawalca, Myśliwskiego, ale słychać w tej prozie i gombrowiczowską ironię wyraźne rytmy lokalnych narracji Jerzego Pilcha. Skrywaną „stroną” „Ludzkiej rzeczy” jest strona sztuki, pytanie o to, kto jest artystą a kto jedynie aspiruje, przymierza się do tej roli. Wiele w tych pytaniach autoironii nowo narodzonego pisarza.   
 
Kazimiera Szczuka