Góry Parnasu

Czesław Miłosz
Góry Parnasu
  • wstęp Sławomir Sierakowski
    przygotowała do druku i posłowiem opatrzyła Agnieszka Kosińska
    Krytyka Polityczna, Warszawa 2012
    144 strony

Góry Parnasu to trzecia (po powieściach Zdobycie władzy i Dolina Issy z lat 50.) i ostatnia próba zmierzenia się Czesława Miłosza z prozą fabularną. Podjął ją poeta najpewniej w roku 1967, szczególnie intensywnie kontynuował w 1970 i 1971 – by ostatecznie, w tymże 1971 roku, zarzucić. Fragmenty nieukończonego dzieła zaproponował Miłosz w 1972 roku paryskiej „Kulturze” – ale Jerzy Giedroyć odniósł się do nich sceptycznie i drukować nie chciał. Liczący kilkadziesiąt stron maszynopis – pięć rozdziałów wybranych z dłuższej wersji rękopiśmiennej plus odautorskie Uwagi wstępne – doczekał się publikacji dopiero teraz.

Rzecz jest niebagatelna z trzech co najmniej powodów. Po pierwsze, mamy tu do czynienia z (jak głosi podtytuł) gatunkiem science fiction, co jest wystarczającą zachętą, by przyjrzeć się Miłoszowemu przedsięwzięciu, bo tego rodzaju „szukanie formy bardziej pojemnej” rysuje się bardzo intrygująco. Po drugie – nie bez związku z pierwszym – Miłosz jako prozaik i komentator własnej prozy dopowiada wiele interesujących rzeczy do tego, co już o nim wiemy. Po trzecie wreszcie – kilkadziesiąt nieznanych dotąd stron noblisty, choćby stanowiących tylko zapis jego ambicji i – jak sam to wyznał – artystycznej porażki, wartych jest uważnej lektury.

Jak wiadomo, Czesław Miłosz prozy, zwłaszcza prozy nowoczesnej, z drugiej połowy XX wieku, szczególniej nie poważał. Sądził, że „odkleiła się od świata rzeczy i ludzkich stosunków”, że „powieść współczesna, wyszkolona na strumieniach świadomości, monologach wewnętrznych itd., dręczona przez teorie strukturalne, zabrnęła tak daleko, że mało przypomina to, co przez powieść się niegdyś się rozumiało” – to słowa z Uwag wstępnych do Gór Parnasu. Nowa proza – zdaniem Miłosza – straciła zatem to, co poniekąd powołało ją do życia i wyniosło na wyżyny: umiejętność poruszania serc i sumień szerokich mas czytelniczych, zdolność głoszenia prawd i wszczynania dysput zrozumiałych przez wielu. W fantastyce naukowej dostrzegał jednak Miłosz gatunek, w którym cnoty dawnej, „staroświeckiej” prozy wciąż są żywe, i który wciąż zdolny jest bardziej niż elitarna poezja do tradycyjnego komunikowania się z publicznością – w każdym razie w swej wersji „klasycznej”. Na przykład Solaris Lema, cenioną przez Miłosza tak, jak ganione przezeń były późniejsze Lema gatunkowe eksperymenty i szukanie dla science fiction – o ironio! – formy bardziej pojemnej.

Miłosz porwał się na science fiction, by dać wyraz swemu zaniepokojeniu kierunkiem cywilizacyjnego rozwoju ludzkości i jął kreślić świat u schyłku XXI wieku, w którym techniczny postęp skutkuje kompulsywną, bezsensowną konsumpcją i zanikiem więzi pośród mas ludzkich, zarządzanych przez elitarną kastę technokratów. W świecie tym, który Rozum wyzuł z Sensu i doprowadził do kresu, pojawia się jednakowoż rodzaj forpoczty quasireligijnego odrodzenia, garstki odmieńców pod przewodem niejakiego Efraima szukających nadziei wyjścia z powszechnej obojętności i niemocy.

Jak się rzecz skończy, nie wiemy. Miłosz dał jedynie wstępne, niekiedy wcale plastyczne, obrazy swego świata, wstępną, niekiedy wcale zajmującą, prezentację niektórych protagonistów – jakiejkolwiek akcji (bo cóż innego miałoby galwanizować czytelnicze emocje?) zawiązać nie zdołał – i dlatego, jak można sądzić, pisania zaniechał. On sam tłumaczy swe zniechęcenie (w Uwagach wstępnych) nieco misterniej – i koniecznie trzeba je przeczytać, by samemu ocenić na ile staroświecko, na ile arcynowocześnie tłumaczy się w nich ze swej porażki. Wszelkie zaś przygody, konteksty, filiacje i zaskakujące ciągi dalsze „Gór Parnasu” omawia w swym instruktywnym posłowiu Agnieszka Kosińska. Ażeby zaś kto nie myślał, że Góry Parnasu samą prozą stoją – ułomkom powieści towarzyszy powiązana z książką Liturgia Efraima drukowana w 1968 roku w „Kulturze”. Opatrzone „komentarzem wyjaśniającym kim był Efraim” obrzędowe inkantacje przemieszane z ewangelicznymi przypowieściami pokazują Miłosza w jego prawdziwym żywiole.

Góry Parnasu to zaprawdę fascynująca lektura.

Marcin Sendecki