Bogactwo

Marta Syrwid
Bogactwo
  • Lampa i Iskra Boża
    Warszawa, marzec 2013
    ISBN 978-83-89603-72-2
    145 x 205
    210 stron
    oprawa broszurowa

Marta Syrwid, autorka Zaplecza (2009) i Czkawki (2004), w Bogactwie znów pochyla się nad swoimi ulubienicami: wszelkiej maści samodyscyplinami.
Klara (czyli: Czysta, Jasna) Wiśniewska, bohaterka poprzedniej książki Syrwid, ćwiczyła formy samodoskonalenia, obierała się z ciała, by z czystej, suchej kości uczynić przedmiot podziwu, może nawet sztuki. Samoograniczenie, szaleńcza asceza podbudowana pragnieniem miłości, dawało Klarze poczucie siły, a w końcu możliwość przetrwania w rodzinie złożonej z niedorosłych dorosłych. Narcystyczna terrorystka rosła w siłę w miarę tracenia kolejnych kilogramów. Brak uzupełniała brakiem: brak zewnętrznego bezpieczeństwa uzupełniała rygorem wewnętrznym, odejmowane kolejne kilokalorie, kolejne posiłki służyły budowaniu poczucia własnej wartości. Odkrycie Klary było dość proste i nienowe: na kogo, jak na kogo, ale na siebie to naprawdę można liczyć, a gdy potrzeba pomocnej dłoni, zawsze można chwycić własną. Zaplecze, studium głodu, łaknienia (emocjonalnego, a potem: fizycznego) było interesującą próbą portretu typowej strategii osamotnionego podmiotu. Należy tutaj podkreślić: dziewczęcego podmiotu. Zwrot ku sobie, autoagresywne formy samopomocy, samodoskonalenie i samotresura w sytuacji ograniczenia możliwości realizacji w strukturze społecznej to rozpoznane zachowania. Klara może tak niewiele, jest tak bezradna i poddana, że każda podejmowana przez nią decyzja, choćby najbardziej dla niej szkodliwa, wydaje się być pokazem mocy. Klara niszcząc, buduje swoją podmiotowość. Odkrywa w końcu, że przemocowe fundamenty rodziny i dalszych relacji mogą zacząć jej służyć.
Analiza zaburzeń odżywiania, relacji władzy i podległości, agresji i autoagresji nadal jest dla Marty Syrwid pisarskim paliwem. Bogactwo jednak, w porównaniu z Zapleczem wydaje się książką niezdolną do rozwinięcia podjętych tematów. Pat, młoda „kobieta do zjedzenia” z Bogactwa, skacze urazowo (taka logika poranionej pamięci) od wydarzenia do wydarzenia, wyśpiewując a to swoją utraconą cześć, a to ranliwość, a to jadalność, a to uległość, a to zbrodniczość. Syrwid pokazuje Patrycję, Małą Dziewczynkę w Wielkim Mieście, jak ciało – do zjedzenia, do użycia oraz nadużycia. Oglądana, czy też: podglądana Pat jest lalką, która spełnia oczekiwania chłopięcych i męskich dłoni. Lalka, którą jest Pat, nie jest jednak wymarzoną przez Klarę nieludzką, oczyszczoną z nieprzewidywalności manekinką. Pat jest tylko ciałem, wydrążonym z ducha, z mocy samo decydowania, poddaną oglądowi i naciskom. Jeszcze inaczej: Pat chce być kochana, najbardziej pragnie przynosić zadowolenie, dostosowuje się do warunków i spełnia oczekiwania, by zasłużyć na bliskość. Gwałty, które dokonywane są na Pat (seksualność w Bogactwie to przestrzeń wyłącznie przemocy, która czasem podszywa się pod czułość), wydają się być składową wychowania ślicznej, małej kobietki. Trenowana do uległości, ufności (Klara była uosobieniem nieufności, napięcia i uważności) przebiera się, stroi, uśmiecha się i rozchyla usta tak, by sprawić jak najlepsze wrażenie. Bohaterka Bogactwa oddaje się, w miłosnej, potwornej karykaturze, która musi przynieść opłakane skutki. Podglądana przez nadmiernie zdystansowaną, jakby ociosaną przez ohydę nadużyć seksualnych narratorkę (narratora?) Pat zdaje się ogrywać role z sadomasochistycznych filmów pornograficznych, które w jej świecie zajęły miejsce komedii romantycznych. Jest przedmiotem poddawanym przemocy. Podmiotowość może zyskać dopiero wtedy, gdy sama sięgnie po narzędzia przemocowe. Wchodzi więc w rolę agresorki. Nie ma trzeciej roli: do wyboru jest tylko „kat” i „ofiara”. Patrycja zgwałcona, okaleczona, skalana sama zaczyna zadawać gwałt. Pat-mścicielka, wydrapana do cna, piękne ciało bez duszy, rusza do ataku – jak, nie przymierzając, żywy trup.                   
Bogactwo składa się z ponumerowanych, złożonych w osobliwej kolejności cząstek. Pamięć traumatyczna bowiem skacze idąc po ranach – śliczna Patrycja zaś składa się z samych ran. Miękka jak plastelina Pat potyka się o wyrwy w pamięci, odbija się jej przeszłość, wciąż ma czkawkę – dlatego taką, porwaną opowieść o cud-dziewczynie serwuje nam Syrwid. Owa cud-dziewczyna-ciastolina marzy o przemianie. „Pozostają Pat wybielacze, kneblowanie pamięci, ucieczki oraz nadzieja, phi, że kiedy zmieni wszystko nie do poznania, m.in. siebie, w Nową Pat. I pośpi sobie wtedy smacznie, zje i zagoi. Ha, ha.” – pisze Syrwid. „Nowa Pat będzie miała kolorowe blizny jak nikt. To siłą otwarte surowe ciasto zastygnie przecież w końcu przy pomocy czasu.” Nowa, zadająca tym razem ból, już nie uległa Pat wykluwa się już przemieniona, z poszarpanego kokonu (teledysk Florii Sigismondi do piosenki Christiny Aguilery wydaje się być niezłym odniesieniem, choć anielska twarz Catherine Deneuve czołgającej się we Wstręcie jest, rzecz jasna, jeszcze bardziej oczywista) – dosłownie „wychodzi z siebie”, dzięki czemu możliwe jest zbudowanie opowieści o historii gwałtu, historii przemocy. Pat (druga strona Klary) zaciera ślady po ranach zadanych przez Innych. Wsobność w tym przypadku jest przeszkodą – należy wydostać na zewnątrz, przebrania i maski też nie pomagają. Odrodzić się z odrazy to trudne zdanie. Jak bardzo – strona po stronie wskazuje Marta Syrwid w swojej nowej książce, z pewnością ciekawym studium niezabawnych zabaw dziewczęcych, które nikomu na zdrowie wyjść nie mogą.        

Anna Marchewka