Kilka nocy poza domem

Tomasz Piątek
Kilka nocy poza domem
  • Czarne
    Wołowiec 2002
    125 x 195
    219 stron
    ISBN 83-87391-61-1

Kilka nocy poza domem Tomasza Piątka, którego niedawny debiut powieściowy Heroina okazał się wielkim sukcesem młodego autora, jest powieścią o wątku kryminalnym. Oto w internecie, wyprzedzając wszystkie inne media, pojawiają się informacje o tajemniczych zniknięciach, a wkrótce – jak się okazuje – morderstwach młodych ludzi. Jednym z zaginionych jest lider kultowej grupy rockowej, inną ofiarą głośna i znienawidzona w kręgach subkultur młodzieżowych prezenterka TV. Zarówno policja jak i sam bohater powieści, dziennikarz Maciek Niwiński razem z kolegami z redakcji, zaczynają prowadzić energiczne śledztwo. Wkrótce pojawiają się nowe ofiary, tym razem redakcyjni koledzy Maćka. Sytuacja gmatwa się coraz bardziej, przypomina rzeczywistość z koszmarnego snu – trudno zorientować się, czy dzieje się w głowie naszego bohatera, czy na ekranie komputera lub telewizora. Wszystkim zaczyna rządzić jakaś dziwaczna logika, dawne przyjaźnie i więzi lojalności znikają, reguły postępowania stają się coraz bardziej nieprzejrzyste, świat wykoleja się…

- Marek Zaleski



"Powieść Piątka to nie tylko satyra na współczesne, bezduszne media, ale także opowieść o pustce, jałowości i samotności dotkliwie dręczącej dzisiejszych 30-latków. Heroina i Kilka nocy poza domem pokazują też, że Piątek ma już swój styl: lekko ironiczny i zaprawiony inteligentnym humorem."

- Mariusz Czubaj

Fragment

Kojarzyłem jego głos, i to w brzmieniu telefonicznym, twarzy nie. Kto to jest? Ktoś, z kimś rozmawiałem kiedyś przez telefon? Żeby sobie przypomnieć, dokładnie powtarzałem w głowie to, co mówiłem przed chwilą, zdania, słowa, intonacje. I nagle zrozumiałem treść.
On mówił o Criminecie. Tu nie chodziło o to, że ktoś zabija ludzi, żeby mieć newsy. Tu chodziło o to, że ktoś stworzył coś w rodzaju sieci, żeby ściągać od ludzi złe pomysły, realizować je, a potem dodatkowo obwieszczać to w internecie. Tak żeby zło w formie mentalnej dalej się rozłaziło. Criminet to nie znaczy „serwis w sieci dotyczący zbrodni”. Criminet to znaczy „sieć zbrodni”. Po prostu.
Oni wyciągają złe myśli z ludzi. Potem je realizują i jeszcze to nagłaśniają. Ale jak wyciągają? Jak wyciągają, skoro ci ludzie zaklinali się, że nikomu przedtem nie mówili o swoich pomysłach, nikomu? Jak to możliwie?
Wiedziałem, że odpowiedź na to pytanie istnieje, i powoli zaczynałem ją przeczuwać. Widziałem, że jeśli pomyślę jeszcze przez chwilę, znajdę racjonalne wyjaśnienie.
Cały pomysł był właściwie tak prosty, że nie można było myśleć o nim długo. Ale w swojej prostocie tak niesamowity, że jak tylko skończyło się o nim myśleć, znowu się zaczynało. Sieć, organizacja czy coś takiego, która wdziera się do najgłębszych kryjówek, w których ludzie chowają najgorsze rzeczy. Sieć umie je od nich wyciągnąć i popełnić je publicznie. Ale po co? Dlaczego oni to robią?
Może komuś po prostu przyszedł do głowy taki pomysł? I trzeba go zrealizować, bo był piękny?
Mój telefon zadzwonił znowu.
–Halo?
–To znowu ten czytelnik.
–Dawaj go.
–Panie Maćku – znowu odezwał się cichy głos. – Muszę jeszcze panu powiedzieć coś, czego wolałbym nie mówić.
–Słucham.
–Cała ta opowieść, którą panu opowiedziałem... Ta opowieść o pomysłach-potworach zaczyna się panu podobać. Zaczyna się panu podobać pomysł. Pan może zacząć chcieć, żeby tak było, jak ja panu opowiedziałem, bo panu spodobał się pomysł. I ten pomysł zacznie w panu narastać, aż w końcu pana zje. Będzie pan miał już wszystkie uczucia potwora, więc będzie się pan cieszył z panowania nad tą niższą istotą. Ale to pan będzie tą niższą istotą, tyle, że potwór oślepi pana, przekazując panu swoje własne uczucie. I wtedy będzie mógł pana zjeść.
Anka krzyknęła przy swoim komputerze, co dodatkowo wytrąciło mnie z równowagi.
–Proszę pana, czy możemy się spotkać w cztery oczy? – zapytałem.
–Oczywiście, że nie.
Znowu odłożył słuchawkę. Odwróciłem się w stronę Anki, żeby zobaczyć, dlaczego tak krzyczy.
Jej komputer był włączony, była na stronie Cimninetu. Pochyliłem się i przeczytałem wiadomość.
„Dwudziestosześcioletni warszawski reporter, Adam Litwak, został wczoraj zamordowany w okolicach Kretomina pod Koszalinem. Ciało, znalezione na bocznej leśnej drodze, nosiło ślady tortur. Między innymi sprawcy przypalali je rozgrzanymi monetami, które kładli na nagim, związanym ciele ofiary. Adam Litwak właśnie porzucił pracę i został wolontariuszem w społecznym ośrodku dla chłopców z młodzieżowych środowisk przestępczych w Kretominie”.
Jeszcze zanim skończyłem czytać, Anka zdążyła zapłakać mi cały t-shirt, wciskając twarz w Szczura z Jadowitego kanału. Usiadłem na jej krześle.
–Co się, kurwa, dzieje? – zapytała Beata po swojemu.
Nikt jej nic nie odpowiedział. A mnie się przypomniało, jak Adam kiedyś spał na tylnym siedzeniu samochodu. Jechaliśmy w nocy i światła latarni na chwilę odsłaniały, a potem zasłaniały jego twarz. Raz był, a raz nie był.
Anka już mi siedziała na kolanach. Pomyślałem, że gdyby zachowała się inaczej, Adam może by nie pojechał do małych gangsterów. Chyba domyśliła się, o czym myślę, bo rozpłakała się jeszcze głośniej.
Po jakimś czasie zadzwoniłem do Teresy.
–Wiesz – stwierdziła, kiedy usłyszała mój głos w słuchawce.
–Ty też – stwierdziłem.
–Chodź do mnie natychmiast – powiedziała. – Sam.
Przedarłem się przez te wszystkie pleksiglasowe pokoje i dotarłem do jej gabinetu. Teresa piła whisky i siedziała przed Criminetem. Chyba ją pokopało, ale trudno powiedzieć, jak bardzo, bo znowu była po tym treningu komunikacji pozawerbalnej, co to ją relaksował. Oczywiście, nalała mi, ale ja nie chciałem. Teraz miałem wrażenie, że jak się trochę otępię, to przykrość nie osłabnie, tylko ja będę słabszy i będzie jeszcze bardziej przykro.
–Oczywiście, Adam  idzie na pierwszą stronę – powiedziała. ¬¬– Jako pierwszy albo drugi news, to zależy, czy coś się dzisiaj wydarzy megaważnego w polityce.
–Powąchałem whisky.