Samuel Zborowski

Jarosław Marek Rymkiewicz
Samuel Zborowski
  • Sic!
    Warszawa 2010
    135x205
    360 stron
    ISBN: 978-83-60457-99-3

Wszystko zaczyna się od urażonej dumy. W 1574 roku polski szlachcic Samuel Zborowski podczas uroczystości koronacyjnych Henryka Walezego doznał despektu, po czym wszczął awanturę i zabił przypadkowego rozjemcę. Skazany na banicję, udał się do Siedmiogrodu – na dwór Batorego. Dwa lata później Batory, także dzięki staraniom rodziny Zborowskich, został nowym polskim królem elekcyjnym. Samuel, nie bacząc na wyrok, który nadal na nim ciąży, wraca z królem do Polski. Jednak wkrótce zawiedzeni w swoich nadziejach Zborowscy zaczynają spiskować przeciw królowi. W 1584 roku w otoczeniu zbrojnego oddziału Samuel zmierzał w stronę Krakowa. W tej sytuacji kanclerz królewski Jan Zamoyski wydał rozkaz egzekucji dekretu z 1574 roku: Zborowski został pojmany, procesu o zamach stanu nie było, w maju 1584 Zborowskiego ścięto.
Książka Rymkiewicza to studium o wolności szlacheckiej. W ujęciu tym anarchiczna wolność jednostki jest uzasadniona tylko wtedy, gdy wyraża się w niej wolność wspólnotowa. Wówczas jednostkowe żądanie większej wolności nabiera charakteru fundacyjnego dla zbiorowości. Zborowski to nie ofiara własnej pychy i poczucia bezkarności, lecz ofiara władzy, która gwałci prawa i dąży do ograniczenia ludzkich swobód. Magnat i król okazują się tu klasycznym wcieleniem polityków sytuujących się poza kontrolą społeczną, Samuel zaś to człowiek, który odsłania ich bezkarność.
Samuel Zborowski to trzecia część tryptyku o republice. Znaczenie trylogii polega na tym, że od Wieszania (2007), poprzez Kinderszenen (2008) aż do studium najnowszego autor konstruuje drogi wyjścia z postmodernizmu. Postmodernizm tworzył wizje końca "ludu" jako suwerennego podmiotu wybierającego swoje rządy i parlamenty - Rymkiewicz przeciwstawia temu wizerunek "ludu", który podmiotowość zawdzięczać będzie stałej gotowości do buntu przeciw władzy; w odpowiedzi na wizje zaniku sensu pisarz opowiada historię o bohaterach, którzy ustanawiają go sami; w odpowiedzi na refleksję mówiącą o zaniku narodowego państwa autor tworzy opowieść o wspólnocie, która poprzez mord lub ofiarę uświęca sama siebie i nadaje świętość Republice. Pisząc to wszystko, Rymkiewicz wskazuje na możliwość przeskoku ponad postmodernizmem – ponad kulturą pluralistyczną, tolerancją, prawami człowieka i rozproszeniem wszelkich podmiotów zbiorowych. Jednak droga do tej nowej epoki wymaga u Rymkiewicza rezygnacji z troski o życie własne i cudze.

- Przemysław Czapliński
 

Fragment

Nieszczęśliwy pomysł! Fatalna decyzja! Choć oczyliście nikt o tym nie zadecydował - zadecydował raczej jakiś los fatalny. Jakieś fatum, pożądanie bogactwa, pchnęło polskich rycerzy, eksporterów zboża i wołowych skór, na wschód. Czyli tam, gdzie było dużo miejsca d1a ich zboża oraz ich wołów. Skończyło to się tak, jak musiało skończyć. Skończyło się - co właściwie dopiero teraz, po czterech wiekach, wyraźnie widać - fatalnie. Teraz widać też, że trzeba było, jeśli nieubłagany los gdzieś nas popychał, jeśli koniecznie musieliśmy się ruszyć wtedy z naszych siedzib, pójść nie na wschód, nie na południowy wschód, lecz w kierunku odwrotnym - na zachód. Zamiast zajmować i cywilizować nieuprawne stepy, przestrzenie burzanu, pustkę aż do Krymu i do Morza Azowskiego, rozrzucone w pustce chutory, trzeba było zajmować i cywilizować, na nasz polski sposób, małe luterańskie księstwa Rzeszy Niemieckiej, murowane miasta tamtejszych elektorów, bogate wioski tamtejszych biskupów. Trzeba było szukać nowych pastwisk dla owiec de Oliesznica nad brzegami Renu i Mozeli. Szesnastowieczna Rzeczpospolita była potężna i ekspansja była naturalnym sposobem jej istnienia. Co jest potężne, czego jest za dużo, to się rozszerza, przelewa, rozprzestrzenia - tak chce życie, a jeśli życie czegoś chce, to na to nie ma żadnej rady. Trzeba być posłusznym życiu, jego tajemniczemu wezwaniu. Ekspansja była prawdopodobnie koniecznością i nie można było jej uniknąć. Trzeba więc było, zamiast cywilizować  nieucywilizowaną (i nie dającą się ucywilizować) pustkę, cywilizować inną cywilizację. To byłoby nie tylko korzystniejsze dla nas - połączenie naszej cywilizacji z cywilizacją luterańskich i kalwińskich księstw i elektoratów. To byłoby również zgodne z odwiecznym kierunkiem ekspansji gatunku, który wędruje ze wschodu na zachód - i tylko w tym kierunku, a nie w odwrotnym, pragnie się poruszać. A jeśli podejmuje nieopatrznie wędrówkę z zachodu na wschód, to jest dotkliwie karany przez los. Dlaczego tak jest, nikt nie wie, bo czegoś takiego wiedzieć nie można. Może ślimaki wędrują z zachodu na wschód, może brzozy przesuwają się z północy na południe. Spytajcie o to dendrologów lub ślimakologów, ja się na tym nie znam. Znam się tylko na ludziach i widzę ich los. Tajemnicza skłonność naszego gatunku, tajemniczy nakaz ewolucji, zakodowany w jego genach, tajemniczy kod, który kiedyś wdrukowano (który kiedyś się wdrukował) w jego życie, to one powodują, że nasz gatunek przemieszcza się ze wschodu na zachód i tylko ze wschodu na zachód, a z zachodu na wschód przemieszczać się skutecznie nie potrafi. Demograficzny pochód ludzkości ma jeden kierunek. Mijają stulecia, a on wciąż idzie w tym samym kierunku. Ale o tym wszystkim Oleśniccy z Oleśnicy, na początku XVI wieku, wiedzieć nie mogli. Nie mogli tej wiedzieć rzeczy najważniejszej - że ich wysiłek jest daremny, że nie zdołają się utrzymać na wschodzie, że nie zdobędą Krymu, że ich polska cywilizacja nie zdoła ucywilizować (na swój polski sposób) podbitych terenów, ponieważ ich decyzja jest przeciwna prawom postępowej ewolucji, a ich pomysł jest przeciwny kodowi, który zakodował się w życiu. A zatem nie mogli też wiedzieć, że wyprowadzając się na wschód, idąc w tym wielkim polskim pochodzie, który poszedł w złym kierunku, działają na swoją niekorzyść, a także na polską niekorzyść. Kiedy Oleśniccy wywędrowali na wschód, w Oleśnicy pojawili się Zborowscy. Byli właścicielami Oleśnicy przez niemal sto lat - jak informuje Słownik geograficzny Królestwa Polskiego, któryś ze Zborowskich (nie wiadomo który - może Jan, syn Piotra) gdzieś pod koniec wieku XVI lub na początku wieku XVII sprzedał Oleśnicę Lanckorońskim. Dlaczego Zborowscy, jak inne wielkie rody, nie wyprowadzili się z Oleśnicy i z Rytwian, i nie powędrowali, jak ich liczni krewni i kuzyni, na wschód? Czy nie pociągała ich myśl o osiedleniu się gdzieś nad Dnieprem czy nad Dniestrem? Gdzieś w pobliżu wybrzeży Morza Czarnego? Prawdopodobnie myśleli o czymś takim (mógłby o tym świadczyć, niejasno, ów podolski Zborów nad Strypą, który powstał w XVI wieku i prawdopodobnie przez jakiś czas był ich własnością), ale nie zdążyli zrealizować tych zamiarów, bo przeszkodził im w tym Stefan Batory, który postanowił ich zniszczyć - co mu się udało.