Balladyny i romanse

Ignacy Karpowicz
Balladyny i romanse
  • Wydawnictwo Literackie
    Kraków 2010
    123 × 197
    580 stron
    ISBN 978-83-08-04494-0

Tytuł powieści Ignacego Karpowicza tworzy zbitka tytułów dwu arcydzieł polskiego romantyzmu. Zbiór poematów Adama Mickiewicza Ballady i romanse uważa się za zbiór inicjujący tę epokę w naszej literaturze, a Balladyna to jeden z najlepszych dramatów Juliusza Słowackiego. Znając źródła tej słownej gry, łatwo dociec, co oznacza, natomiast nieco trudniej wytłumaczyć, czym jest ten bigos. Nie mniejszą trudność przedstawia eksplikacja pojęcia „Polska”.
A tymczasem to właśnie Polska jest akurat „w promocji” i to do niej udaje się grupka bogów, przede wszystkim olimpijskich, wspartych przez bóstwa wywodzące się z innych religii: Jezusa, Ozyrysa i Lucyfera. Po co zstępują na ziemię? Aby potwierdzić istnienie bytów transcendentalnych i przywrócić wartości lekceważone przez religię jednoczącą mieszkańców globalnej wioski – popkulturę. Ich szlachetny zamiar spełza jednak na niczym, gdyż bogów od ludzi różni jedynie to, że są nieśmiertelni. Zresztą tylko w fizycznym (lub  metafizycznym) znaczeniu tego słowa i – do czasu.
Powieść otwiera monolog chińskiego ciasteczka jako nośnika egzystencjalnych zasad, którymi zdaje się kierować kilkoro ziemskich bohaterów, połączonych więzami rodzinnymi i przyjacielskimi. Są wśród nich była pielęgniarka Olga – 50-letnia singielka obciążona piętnem zabójstwa na życzenie, jej bratanica Anka – ucieleśnienie „Cosmogirl”, nastoletni Janek – typowa zdemoralizowana sierota społeczna bez przyszłości,  Bartek i Rafał – dwaj akademiccy wykładowcy wątpiący w sens swoich badań. Każde z nich cierpi, więc każdemu przydałaby się radykalna odmiana. Albo  jakiś cud. Czy mogą na niego liczyć w związku z niebiańską inwazją?
Zdradzę tylko, że preparując swój ironiczny traktat na temat współczesnej kondycji człowieka, Karpowicz nie wpada w popkulturową pułapkę. Zręcznie omija fabularne schematy i popycha losy ludzkich oraz nieludzkich bohaterów właśnie w tę stronę, jakiej najmniej można się spodziewać . Refleksja filozoficzna znajduje pełne odbicie w formie książki. W jej tragifarsowej tonacji, w żonglowaniu sposobami narracji, w kompozycyjnym pomieszaniu. W efekcie powstała bodaj najciekawsza – jeśli chodzi o rodzime realizacje – opowieść o tym, czym jest ponowoczesność w kraju postkomunistycznym.

- Marta Mizuro