Wieloryb, czyli przypadek obiektywny

Agnieszka Taborska
Wieloryb, czyli przypadek obiektywny
  • Czarne
    Wołowiec, 2010
    ISBN: 978-83-7536-203-9
    168 stron
    145 x 210
    oprawa miękka

Agnieszka Taborska jest autorką znakomitej książki-eseju o historii francuskiego surrealizmu zatytułowanej Spiskowcy wyobraźni. Interesują ją zwłaszcza późne wnuki i pogrobowcy tej paryskiej rewolucji wyobraźni. „Gdyby Henri Michax spędził noc z Rolandem Toporem, to kapitalnym owocem tej nocy byłaby Agnieszka Taborska” – napisała o niej Natasza Goerke, polska pisarka mieszkająca w Hamburgu. Jej postsurrealistyczna powieść Senny żywot Leonory de la Cruz została przetłumaczona na angielski i francuski. Zajęcia tłumaczki literatury i wykładowczyni Rhode Island School of Design sprawiły, że jest także świetną znawczynią twórczości amerykańskiej j awangardy. Jej przewrotne bajki dla dorosłych i dla dzieci ukazały się w Polsce, w Niemczech, Japonii i Korei. Wszystkie te zainteresowania i pasje Taborskiej zogniskowały się w najnowszej książce. Wieloryb, czyli przypadek obiektywny to zbiór zapisków, kuriozów i anegdot, raptularz mediumicznej globtrotterki wycinającej maczetą swoją ścieżkę w gąszczu znaków danych przez nie wiadomo kogo. W podróżnych zapiskach z Polski, Francji, Stanów Zjednoczonych, Tunezji, przypadek zamienia się w konieczność, to, co cudowne pozuje na zwyczajne, a nieposkromiona ciekawość ciągów dalszych wypędza w kolejne podróże w wielki świat i okolice. Agnieszka Taborska nie jest pierwszą autorką, którą połknął biały wieloryb świata. Ale i ona sama w planktonie zdarzeń i anegdot, w golfsztromie historyjek, które z powodzeniem mogłyby stać się powieściowymi albo filmowymi epizodami, czuje się jak ryba w wodzie. W jej prozie doprawionej sporą dawką fantastyki i cudowności, poetycka rzeczowość Laurie Anderson ściga się z humorem z filmów Hitchcocka a jej oko voyeura jest oknem na świat, w którym wszystko aż kipi od nadmiaru znaczeń, tajemnic i możliwości.

- Marek Zaleski

Fragment

Gazety

Dzisiejsze gazety przypominają ilustrowaną dziewiętnastowieczną prasę, którą Max Ernst wykorzystywał w kolażach. Wybierał ryciny ze względu na melodramatyzm póz i sytuacji: nagie kobiety, ubrani dżentelmeni, porwania, omdlenia, gwałty, morderstwa, powodzie, pożary, zoom na rewolwer, strużka krwi sącząca się z ust eleganckiej ofiary, wnętrza wykwintne, obrazy w rzeźbionych ramach, zbrodnie wyszukane, niespodziewane i skuteczne. Wystarczyło ciało młodej damy przekręcić o dziewięćdziesiąt stopni i zawiesić nad ziemią, by lewitowało w pełnym opasłych tomisk gabinecie, a oniryczny efekt na długo pozostawał w pamięci. Dość było pejzaż w barokowej ramie zastąpić zbliżeniem na kciuk i ozdobić skrzydłami plecy zwiastuna zaskakującej nowiny, by melodramat zmienił się w surrealistyczny dowcip. To, co gazety sprzed półtora wieku pokazywały niepiśmiennej części publiczności na pełnych ekspresji rycinach, nasze opisują słowami. Z pewnością Ernst nie wzgardziłby informacjami, dostarczanymi przez współczesne media. Młoda kobieta zmarła po spożyciu zbyt dużej ilości płynów w trakcie radiowego konkursu Kto wypije więcej? W rumuńskim klasztorze nie przeżyła egzorcyzmów opętana przez złe moce prawosławna zakonnica. W Madison bandyta usiłował wyłudzić pieniądze od tercjarki, która dzień wcześniej złożyła śluby ubóstwa. Włoski ksiądz zorganizował konkurs piękności dla zakonnic. Ksiądz brazylijski zaginął w chmurach, uczepiony tysiąca baloników z helem. Jego ryzykowny wyczyn miał na celu zebranie funduszy na budowę położonego przy autostradzie miejsca odpoczynku duchowego dla kierowców ciężarówek. Trąba powietrzna porwała autokar z jadącym na występy zespołem pieśni i tańca. Żołnierze, którzy w koszarach wywołali duchy, przebywają na leczeniu w szpitalu psychiatrycznym. Jurij Lialin z Wołogdy
przez dobę nie zauważył, że ma nóż w plecach. Wkrótce po uruchomieniu w Ameryce stacji telewizyjnej mającej poprawić wizerunek muzułmanów jej właściciel obciął żonie głowę. Podczas przyjęcia weselnego panna młoda połknęła z przejęcia obrączkę. Słynna z kosmicznej odwagi kosmonautka przygotowywała się do zasztyletowania innej kosmonautki zakochanej w tym samym mężczyźnie. W długą, zbrodniczą misję ruszyła wyposażona na wszelki wypadek w kosmiczną pieluchę. W trzydziestą rocznicę śmierci „Króla" amerykański dentysta nabył za astronomiczną sumę porcelanową koronę zębową Presleya. Na zdjęciu zaginionej jedenastoletniej Czeszki, Aniczki, pracownicy domu dziecka Promyczek rozpoznali koleżankę z pracy: drobną i milkliwą trzydziestoczteroletnią Barborę Szkrlovą, znaną ze zwyczaju znikania na parę tygodni w lesie oraz żywienia się mrówkami. W trakcie lotu z Brukseli do Nowego Jorku ze starości zmarł pilot. Linie Northwest odwołały w wielkanocną niedzielę lot z Las Vegas, gdy pilot niespodzianie obrzucił pasażerów stekiem wyzwisk. Na dom Dong Yun Yoona w Kalifornii spadł wojskowy samolot, zabijając jego żonę i teściową. Yoon zapewnił, że nie ma do pilota pretensji. Pracownik lotniska w Sydney został skazany na dwa lata więzienia za wielokrotną kradzież włosów z bagażu pasażerek. Nieszczęśnik wykradał kłaczki przyczepione do ubrań, szczotek i grzebieni. Przestępstwa dopuścił się co najmniej osiemdziesiąt razy, tyle bowiem plastikowych torebek - opisanych danymi podróżniczek - znalazła policja w jego mieszkaniu. Osiemdziesięcioczteroletni nigeryjski kaznodzieja trafił do więzienia za posiadanie osiemdziesięciu sześciu żon - wedle prawa o osiemdziesiąt dwie za dużo. Z zoo w Atlancie, otworzywszy drutem zamek, po raz drugi uciekła ta sama małpa kapucynka. Policja stanu Connecticut zachodzi w głowę, skąd na poboczu autostrady wziął się pieczony kurczak z bombą w brzuchu. Za kradzież kukurydzy z pola nad Nilem na dobę trafił do aresztu osioł. Myśliwy zastrzelił kaczkę, włożył do lodówki, po dwóch dniach do lodówki zajrzała żona, kaczka podniosła głowę, żona zabrała kaczkę do weterynarza, ten przeprowadził operację, kaczka zapadła w śmierć kliniczną, reanimacja postawiła ją na nogi. Z żołądka grzechoczącego labradora wydobyto trzynaście piłek golfowych. Jedenaście psów zjadł w Malezji ośmiometrowy pyton. Mieszkańcy wioski złapali go i sfotografowali się ze zdobyczą. Młody wieloryb wziął jacht za mamę i próbował go ssać. Zazdrosny mężczyzna przegryzł na pół węża kochanki. Dwaj osobnicy dotkliwie pokąsali bileterów wrocławskiego zoo. Pijany brytyjski turysta odgryzł nos greckiemu barmanowi. Posterunek policji w Meksyku zaatakowało stado wściekłych pszczół. Stopień pułkownika Norweskiej Gwardii Królewskiej otrzymał pingwin królewski z ogrodu zoologicznego w Edynburgu. Pracownicy amerykańskiej poczty w przesyłce wysłanej z Tajwanu jako „prezent” znaleźli dwadzieścia sześć żywych żuków gigantów. Ponad trzy tysiące kangurów wdarło się do bazy wojskowej w Australii. Uśpione kanonadą ze środków usypiających odwiezione zostaną klimatyzowanymi autami w mniej militarne miejsce. Wedle dziennikarskiej notki suma wydana na transport jednego kangura równa będzie cenie biletu lotniczego dokoła świata. Na parkingu McDonald'sa młody człowiek zatłukł kijem pawia, przekonany, że zabija wampira. Podczas awarii elektryczności w Indiach pomylono pary młode, udzielając ślubu niewłaściwym nowożeńcom. Siedemdziesięciolatek, złapany na gorącym uczynku podglądania turystek siusiających w lesie, nie mógł zrozumieć, w czym zawinił. W domu spokojnej starości szczur wybrał sobie jamę ustną jednego z pacjentów, by z dala od świata wyzionąć ducha. Inny rezydent pod nieuwagę pielęgniarzy wyszedł przed rokiem i dotąd nie wrócił. Nowojorscy policjanci, wezwani przez sąsiadów do mieszkania, z którego zaczęła kapać woda, znaleźli zmumifikowane zwłoki, od półtora roku siedzące przed włączonym telewizorem... Takie wieści odciągają umęczonego czytelnika od polityki. Ukazują irracjonalny wymiar naszej banalnej epoki.