Rauska

Teresa Oleś-Owczarkowa
Rauska
  • Wydawnictwo Literackie
    Kraków 2009
    123 x 195
    272 strony
    oprawa miękka
    ISBN: 978-83-08-04297-7

Jest rok 1940. Sześcioosobowa rodzina Przyczyńskich trafia na roboty przymusowe do Niemiec. Mają sporo szczęścia, bo cała szóstka – rodzice i córki w wieku od kilku do kilkunastu lat –  zostaje wybrana przez zamożnych gospodarzy, którzy swoich niewolników traktują całkiem przyzwoicie. Tak w każdym razie postrzega to narratorka powieści, dziesięcioletnia Alusia. Dziewczynka jest zachwycona nową sytuacją – od dawna bardzo chciała wyrwać się z małego miasteczka, żeby poznać inny świat. Jej marzenie się spełnia: w majątku Rauska styka się z nowoczesnymi urządzeniami, z cudzoziemcami (także pracującymi przymusowo Francuzami, Szwajcarami czy Ukraińcami), z odmienną kulturą. Jako jedyna więc nie tęskni za domem, dość szybko godzi się z tym, że musi pracować w polu jak dorosła. Darzy też prawdziwym uwielbieniem swoją gospodynię – kobietę piękną i mądrą, która pod nieobecność męża tak świetnie daje sobie radę z zarządzaniem ludźmi i dobytkiem. "Szefowa" zwraca uwagę na zapał, uczciwość oraz pojętność dziecka. Zatrudnia Alę do pracy w domu, przyucza do różnych domowych obowiązków, a jednocześnie okazuje dziewczynce niekłamaną sympatię. Ku utrapieniu rodziców, którym „pracodawczyni” także zresztą bardzo pomaga, mała coraz bardziej przywiązuje się do Hanny Langer i ani jej w głowie powrót do kraju.
Narratorka zapoznaje się nie tylko z niemieckim ładem,  ale także z dziwnymi prawami obowiązującymi w świecie dorosłych. Choć ma świadomość, że odebrano jej dzieciństwo, pozostaje naiwna i niewinna. Nawet wtedy, gdy jest świadkiem przerażających epizodów – zestawione z dziecięcą czystością poruszają jeszcze bardziej. Największą zaletą książki jest to, jak naturalnie autorka oddaje mentalność bohaterki: świetnie imitując infantylny język czy pokazując jej, zazwyczaj bardzo zabawne, próby racjonalizowania sobie rzeczy nie do pojęcia. Opowieść ta ani przez moment nie brzmi fałszywie. A jej autentyzm można tłumaczyć także tym, że późna debiutantka Teresa Oleś-Owczarkowa opierała się na wspomnieniach własnej matki.
Rauska to przedstawiony z oryginalnej perspektywy zapis doświadczeń polskich robotników przymusowych, w którym, co istotne, obraz Niemców daleki jest od stereotypu dominującego w relacjach z czasów II wojny światowej. To również niezwykła opowieść o sile dziecięcej wyobraźni i o pogodzie ducha. O tym, że można było być wolnym w niewoli.

- Marta Mizuro

Teresa Oleś-Owczarkowa (ur. 1948 r.), jest psychologiem, mieszka w Krakowie. Drukowała w prasie wiersze i fragmenty prozy ("Źródło", "Gość Niedzielny" i "Lamelli"). Rauska to jej pierwsza książka.

 

Fragment

Na następnym postoju zobaczyłam góry. Dużo większe od naszej Góry Zamkowej i takie niebieskie na szczytach. Zakończyła się podróż pociągiem. W ciężarowym aucie jest ciasno. Ludzie siedzą milczący i zasępieni.
Pierwszy raz widzę niepewność nawet u Tatusia. A Tatuś nie tylko jest bardzo odważny, ale też zawsze wie, co należy robić.
Teraz zlękłam, się, że może nas spotkać coś złego. Może nawet to samo, co tych ludzi z miasta we wrześniu? Ich też przywieziono takimi autami... Może ja sobie to wszystko źle obmyśliłam? Może faktycznie czeka nas niepewny los, jak mówiły ciocie?
Rozejrzałam się naokoło. Ale z tego oglądania znowu wyszło mi, że jednak nic nam nie grozi. No bo jaki lam z nas „kwiat inteligencji"? Sama biedota. Kobiety przeważnie w kraciastych ciepłych chustkach na ramionach. Tylko jedna w płaszczu. My, dzieci, też nie lepiej. A nasza Marysia przecież w ogóle się uczyć nie chciała, więc żadna inteligencja.
Gorzej jest ze mną, bo miałam same piątki w drugiej klasie i pan nauczyciel powiedział Tatusiowi, że jestem bardzo inteligentna. Pocieszam się, że przez te kilka miesięcy, odkąd zaczęła się wojna, niczego się prawie nie nauczyłam, to już mi chyba tej inteligencji trochę ubyło.
Odrzucam strach. Pamiętam dobrze, że inteligenci całkiem inaczej wyglądali. Nie, nie, my z całą pewnością nie przypominamy tamtych ludzi przywiezionych we wrześniu na rozstrzelanie do naszego Podzamcza!
Nie można byłoby ich z nami pomylić.
Tymczasem dojechaliśmy do Striegau. Stłoczeni w ciężarówkach, patrzymy na wielki plac, gdzie żółci się świeżymi deskami zbudowane podwyższenie z desek. Naokoło stoją auta, furmanki i kręci się dużo ludzi. Są także niemieccy żołnierze, ale wyglądają inaczej niż tamci, którzy wtedy przywieźli do Podzamcza ludzi na rozstrzelanie. Są też inni od tych, którzy przyjechali do Podzamcza na początku wojny. Tylu różnych Niemców, kto się w nich połapie? Bo u nas w Podzamczu Niemcy byli bardzo ładnie ubrani. Zajęli wille w dzielnicy letników.
Po raz pierwszy zobaczyłam ich, kiedy na Rynku z kuchni polowej, takiej na kółkach, nalewali sobie jedzenie do menażek. Przyglądałam się im z ciekawością, a ponieważ zawsze miałam wielki apetyt, to niezmiernie byłam ciekawa, co oni jedzą? Kuzyn Antek, który był ze mną, ciągnął mnie do tyłu, ale nie utrzymał. Kiedy jeden z Niemców zawołał mnie do siebie, podeszłam śmiało i chętnie przyjęłam menażkę z gulaszem. Czemu nie? Wielkie kawały mięsa były smaczne i było ich dużo. Niemiec patrzył na mnie zajadającą ze smakiem i uśmiechał się. Potem podał mi manierkę i zapytał gestem, czy się napiję?
Kiwnęłam głową. Najedzona, chętnie wypiłam nieznany napój, słodki i piekący. Po nim zrobiło mi się wesoło. Szliśmy z Antkiem do domu długo, bo byłam bardzo osłabiona. Śmiałam się i kręciło mi się w głowie.
Cała rodzina siedziała na werandzie, kiedy Antek przyprowadził mnie wreszcie na podwórko. Usiadłam przy furtce i nie chciałam się dalej ruszyć.
— Ja myślę, że Alusię ten Niemiec chyba otruł — powiedział Antek do Tatusia.
— Matko Przenajświętsza! Otruli mi dziecko! — jęknęła Mamusia, tuląc mnie do siebie, ale ja natychmiast sprostowałam.
— O, nieprawda! Takie ładne wojsko nie mogło mnie otruć.
Wtedy Antek dorzucił inne przypuszczenie:
— Jeśli jej nie otruł, to może ją upił?
— Coo?
Byłam zmęczona i nie miałam siły z nimi dyskutować.
Tatuś kazał Antkowi wszystko opowiedzieć i po chwili już rozumiał. Byłam pijana.
Tatuś najbardziej nie mógł się z tym pogodzić, że mnie się ci Niemcy podobali.
— Bo musisz, córcia, wiedzieć, że tylko polskie wojsko jest ładne i bardzo dzielne — mówił poważnie.
A ja, choć wysłuchałam Tatusia grzecznie jak zawsze, to dziwiąc się, skąd we mnie tyle śmiałości, zapytałam:
— A czy to nieprawda, że przez to polskie wojsko Tatuś ma już tylko jedną parę spodni, te, które ma na sobie? Bo Mamusia mówiła do cioci, że wszystko przez to polskie wojsko!
Tatuś bez słowa pokazał mi palcem kierunek: do łóżka! Musiałam też wypić gorzkie ziółka. Na wszelki wypadek.