Senność

Wojciech Kuczok
Senność
  • W.A.B.
    Warszawa 2008
    123 x 195
    256 stron
    ISBN 978-83-7414-486-5

Użyte w tytule powieści słowo „senność” tylko przybliża nas do stanu, w jakim znajduje się troje bohaterów. Ich zbiorowe, choć osobne, pogrążenie we śnie można oddać poprzez wiele ekwiwalentów: marazm, letarg, trauma, zawieszenie, depresja, kryzys itp. – w zależności od „badanego” przypadku.
Każda z opisanych przez Wojciecha Kuczoka chorób duszy ma jednak tę samą przyczynę: Adam, Róża i Robert cierpią, bo muszą grać role, które wyrażają nie własne, lecz cudze ambicje. Choć jako jedyni w powieści zostali nazwani po imieniu, są ludźmi-dekoracjami: ich zadanie polega na opromienianiu blaskiem swoich rodzin. Przymus ten doprowadza ich na skraj rozpaczy i właśnie w tym momencie – momencie kryzysu – ich poznajemy. By wraz z autorem śledzić proces wychodzenia z letargu. Ciekawy z dwu względów. Po pierwsze, bohaterowie – lekarz, aktorka i pisarz – to ludzie sukcesu, mogliby więc być niezależni. Po drugie jednak, niewiele wskazuje, iż stać ich na wyrwanie się z niewoli narzuconych modeli życia. Na spektakularne gesty zerwania z przeszłością, teraźniejszością oraz przyszłością. Która rysuje się równie beznadziejnie, bo w stanie zawieszenia tracą to, co ich konstytuuje: artyści swoje talenty, a lekarz poczucie misji.
Lecz, jak nietrudno się domyślić, do całkowitego wyparcia się siebie w żadnym wypadku nie dojdzie. Przy czym stopień zreformowania życia, będzie uzależniony od tego, na jakim jego etapie się znajdują. Adam dopiero zaczyna samodzielną egzystencję, Róża jest u szczytu sławy, omal nie zrujnowanej przez chorobę (narkolepsję), natomiast Robert dowiaduje się, iż zostało mu jedynie parę miesięcy. Pierwszy z nich stacza więc największą batalię o szczęście, drugiej udaje się wyjść z depresji i wrócić na scenę, a trzeciemu jest wszystko jedno, niemniej zdobędzie się na zerwanie z grą pozorów.
Kuczok zachowuje swój charakterystyczny język i sposób oglądu rzeczywistości, wyraźnie zmaga się jednak z rolą, jaką narzucono jemu samemu. Zmagania te odzwierciedlają się w dylematach Roberta, do pewnego stopnia literackiego „alter ego” autora, ale nie tylko. Pisarz z ironią odcina się od zgłębiania związków rodzinnych, zaznaczając jednak, że chcąc dotrzeć do przyczyn zachowań depresyjnych czy egzystencjalnych kryzysów, nie da się od tego uciec. Sednem polemiki z wizerunkiem „specjalisty od eksplorowania cierpienia” jest jednakże to, iż bohaterowie nowej powieści cierpią na własne życzenie – są ofiarami feralnych wyborów, a nie losu.
Warto jeszcze dodać, że kanwą dla Senności był scenariusz do filmu, realizowanego przez Magdalenę Piekorz, autorkę Pręg, dla których kanwą stała się pierwsza z powieści Kuczoka, Gnój.

- Marta Mizuro

Fragment

Róża, najpiękniejsza twarz miasta, być może w ogóle najpiękniejsza twarz kraju, twarz największych koncernów kosmetycznych, nigdy nie była dobra w rachunkach, poddawała się przygodności życia, czując się w nim bezpiecznie dzięki jednej kategorycznej i niezłomnej wierze: w to, że ludzie z natury są dobrzy, może tylko nie zawsze bezinteresowni. Improwizując życie z wdziękiem i talentem, osiągała wszystkie cele niejako mimochodem, niechcący, bez szczególnych starań, i to właśnie miało największy urok, owa niekonieczność; Róża nie musiała koniecznie zostawać aktorką, po prostu dobrze czuła się w teatrze, zwłaszcza w repertuarze klasycznym, w tym azylu stylu wysokiego znajdowała antidotum na plebejską bylejakość mieszkańców metropolii, na ich ubogi i wulgarny język, zredukowany do terminów przydatnych w firmie i w łóżku, teatr był dobrym schowkiem przed rojowiskiem ludzi duchowo zaniedbanych, jak też szlachetnym panaceum na jej wciąż nieoswojoną samotność. Nie starała się także o karierę w kinie, tym bardziej w telewizji, to kino i telewizja postarały się o nią, poddała się tym przygodom z czystej ciekawości, ostrożnie dobierając role, tak, by nie współuczestniczyć w terrorze powszechnej pospolitości, kino sprawiało jej mniejszą przyjemność niż teatr, ale dawało więcej zarobków, Róża jako urodzona improwizatorka nigdy nie miała oszczędności, w trosce o niezależność finansową przygodę z kinem zakończyła dla przygody z telewizją, która pozwalała zarabiać więcej i szybciej, ostatecznie zaś, zaproszona przez wielki koncern kosmetyczny do użyczenia swojej twarzy, uznała, że dopiero przygoda z reklamą pozwoli jej na posiadanie oszczędności mimo całkowitej nieumiejętności oszczędzania, stała się więc twarzą największego formatu i wróciła do teatru. Przygody z telewizją i reklamą sprawiły, że nieoswojona samotność zaczęła jej doskwierać bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, najsilniejsze przyjacielskie więzy się poluzowały, gotowe były rozsupłać się do końca, nagle poczuła, że nawet najdawniejszym, sprawdzonym znajomym i odwiecznym przyjaciółkom rozmowa z nią zaczęła sprawiać kłopot, wydawało się, że nagle stracili zdolność rozmowy bezinteresownej, dlatego Róża postanowiła wrócić do teatru, do scenicznej wspólnoty, schować się w rolach klasycznych heroin, mówiących wierszem; zbyt długo przebywając w środowisku ludzi telewizji i reklamy, stęskniła się za językiem dawnych mistrzów, ludzie telewizji i reklamy posługiwali się językiem tak bardzo zredukowanym, niskim i pozbawionym urody, że Róża po powrocie do teatru przez dłuższy czas mówiła wyłącznie kwestiami ze starych sztuk, także poza sceną, w celu jak najszybszego pozbycia się z umysłu pamięci o języku ludzi zredukowanych, niskich i pozbawionych urody, mówiła wyłącznie cytatami z teatralnego kanonu; dawni przyjaciele i przyjaciółki woleli rozmawiać między sobą o jej zdziwaczeniu, egzaltacji i gwiazdorskich odchyłach niż z nią samą. Mniej więcej wtedy zaczęła zasypiać częściej niż zwykle. Doktor rozpoznał przemęczenie: to jest ulubiona diagnoza pacjentów i lekarzy, przepisuje się wtedy odpoczynek, jedno z niewielu lekarstw, które naprawdę smakują, o ile się go nie przedawkuje; Róża zrozumiała, że powinna przenieść się w krainę szeptów niescenicznych, zadbać o tak zwaną wewnętrzną harmonię, dawne niebezinteresowne koleżanki sugerowały, że powinna znaleźć sobie wreszcie kogoś na stałe, niebezinteresowni koledzy doradzali to samo, tylko bardziej osobiście.
Róża miała pecha, że akurat wtedy Pan Mąż zaczął z nią znajomość od oświadczyn, Pan Mąż jako pierwszy z tysięcy jej wielbicieli ośmielił się po prostu przedstawić i poprosić o rękę, było to co najmniej miłe, co najmniej interesujące, głodna nowej przygody zgodziła się dopuścić go do głosu; miała pecha, bo Pan Mąż potrafił być przekonywający. Słuchając jego argumentów, wąchała bukiet, który jej przyniósł, i nie mogła powstrzymać śmiechu, co go wcale nie peszyło, Pan Mąż znał się na ludzkich reakcjach, niekontrolowany śmiech był dobrze bitą monetą, Pan Mąż miał szczęście, któremu dodatkowo pomógł, stosując na Róży perfekcyjnie opanowane techniki perswazyjne, a kiedy skończył, mimo że zrobiło się późno, wcale nie miała ochoty wracać do domu, zrozumiała, że logika nakazuje jej przyjąć oświadczyny, tylko rozsądek podpowiada, żeby nie robić tego od razu. Po ślubie, ach, po ślubie przeprowadzili się w góry, tam gdzie zdrowiej, świeżej, leśniej, ptasiej, trawiej i strumyczej.

Przerwijmy tę love story, Róża nie powinna tak długo leżeć na podłodze, pozwólmy jej się obudzić, doprawdy zasypia stanowczo zbyt często, małżeństwo wyraźnie jej nie służy. Pan Mąż wreszcie zwraca uwagę na szczekanie psa, skoro już przybiegł mu do nóg, Pan Mąż głaszcze go, nie przestając sprawdzać rachunków, woła Różę, bez odzewu, woła powtórnie, w końcu idzie sprawdzić, czy coś się nie stało, widzi ją nieprzytomną, musiała nagle zasnąć i upaść, ale dlaczego, czyżby coś ją zdenerwowało, przestraszyło, zauważa w jej dłoni bransoletkę na nogę, acha, no tak, niedopatrzenie, ktoś mu znowu chce utrudnić życie; delikatnie odgina Róży palce, wyjmuje bransoletkę i chowa do kieszeni, dopiero teraz uderza ją lekko po twarzy, próbując obudzić, nic z tego, śpi, podkłada jej więc poduszkę pod głowę i mówi do skomlącego psa:
– No, popilnuj pańci.
Odchodzi, wraca myślami do tego, co policzalne, będzie musiał jeszcze raz dokładnie zbilansować ostatnie operacje, coś mu się w tym wszystkim nie zgadza.
– Jesteś tu?
O nie, w tył zwrot, jednak się obudziła, wstaje z podłogi wymięta.
– Znowu spałam…