Dom dzienny, dom nocny

Olga Tokarczuk
Dom dzienny, dom nocny
  • RUTA
    Wałbrzych 1999
    140 x 205
    280 stron
    oprawa: miękka
    ISBN: 83-900281-9-0

"Olga Tokarczuk opowiada w swojej czwartej powieści historie i sny z górzystych okolic Nowej Rudy (dawniej: Neurode) na granicy polsko-czeskiej. Obrazy wspomnień i wizje senne pochodzą z różnych epok: od początku czasów, przez średniowiecze, XVIII wiek po teraźniejszość. Niezmienna pozostaje jedynie przestrzeń i przyroda, ludzie to ulotne sny krajorazu. Sąsiadka narratorki, mityczna perukarka Marta, opowiada historię okolicy, na przykład apokryf o Świętej Kummernis o twarzy Jezusa, która zginęła śmiercią męczeńską, albo o Niemcu Franzu Froście, który wybudował dom narratorki. Wplecione są w opowieść historie o ucieczkach, w alkohol, w śmierć, przed nadciągającymi wojskami."
- Dom snów (Polityka)


Książka nominowana do nagrody literackiej NIKE'99.

"Olga Tokarczuk w kilka lat po wyróżnionym nagrodą polskich księgarzy debiucie (Podróż ludzi Księgi, 1993) i bardzo dobrze przyjętym przez czytelników i krytykę Prawieku (1996) wybiła się na jedno z pierwszych miejsc wśród autorów młodego pokolenia. W swojej najnowszej powieści wybiera poetykę fragmentu, charakterystyczną dla prozy polskiej ostatnich lat. Dom dzienny, dom nocny skomponowany jest na kształt raptularza, w który autorka wpisuje szereg sekwencji narracyjnych, układających się w uderzającą autentycznością i aktualnością całość.
Obok opowieści inspirowanych wyjątkowymi losami wybranych postaci, mamy tu szereg zapisków dygresyjnych, gdzie na równych prawach sąsiadują napomknienia o buszowaniu w internecie, opisy snów, przepisy kulinarne na potrawy z muchomorów, fragmenty apokryfów lub traktatów filozoficznych, ciekawostki z życia jaszczurek i opowiastki przekazywane po sąsiedzku w wiejskiej, zamkniętej społeczności. W każdym kolejnym przekazie raptularzowe zapiski stają się coraz bardziej niezwykłe i realny dom wiejski z okolic Nowej Rudy, po zakamarkach którego wędrujemy w towarzystwie autorki, nabiera powoli aury tajemniczości, przekształca się w element wieczności, metaforę utajonych sensów istnienia, gdzie jasność sąsiaduje z ciemnością, jawa ze snem, życie ze śmiercią.
Dom dzienny, dom nocny, gdzie czas płynie w cyklicznym rytmie natury wpisanym w kontury zgrzebnej codzienności zakątka polskich Sudetów, to ambitna propozycja odczytania współczesności z perspektywy ponadczasowej, pełna uroku nowoczesna powiastka filozoficzna przepełniona zapachami starych lasów i sadów. Najwybitniejsza zdaniem niektórych krytyków polska powieść 1998 roku."

- Zofia Bobowicz


"Dom dzienny, dom nocny to oryginalna i doskonale napisana, książka, która podejmuje pytanie stare jak świat: co to jest rzeczywistość? Autorka opisuje swój obecny "dom", czyli miejscowość Nowa Ruda w Sudetach, ale gdy przenikniemy głębiej, zauważymy, że chodzi tutaj o coś więcej - o tę rzeczywistość, która jest wspólna dla nas wszystkich. Przy tym Olga Tokarczuk operuje kategoriami wziętymi z filozofii archetypów C.G.Junga: "'Dom dzienny' to jawa, 'dom nocny' - sen, imaginacyjna strona świata, ojczyzna archetypów, w które jungistka Tokarczuk mocno wierzy."

- Michał Cichy

"Autorka podkreśla różnorakie właściwości czasu i bytu, stwierdza że życie przede wszystkim podlega nieustannej zmianie: Życie jest snem, a sen jest życiem. Ten aforyzm Calderóna de la Barca (La vida es sueno), Olga Tokarczuk przyswoiła sobie doskonale i używa go na swój sposób. Na sposób, który pozwala jej wyobraźni tworzyć własny świat literacki. Przedstawienie przeszłości, teraźniejszości i przyszłości jest podobne do snu - imaginacyjną stroną świata - z mitologią, z legendą i daje nam możliwość spojrzenia na rzeczywistość w bardziej subtelny i nowy sposób. W swojej prozie Olga Tokarczuk łączy wiedzę filozoficzną ze świetną umiejętnością literackiego opisu, i chyba z tego powodu jej najnowszą powieść czyta się z prawdziwą przyjemnością."

- Jan Brodal

Fragment

Sen

Pierwszej nocy miałam nieruchomy sen. Śniło mi się, że jestem czystym patrzeniem, czystym wzrokiem i nie mam ciała ani imienia. Tkwię wysoko nad doliną, w jakimś nieokreślonym punkcie, z którego widzę wszystko lub prawie wszystko. Poruszam się w tym patrzeniu, ale pozostaję w miejscu. To raczej widziany świat poddaje mi się, kiedy na niego patrzę, przesuwa się i odsuwa tak, że mogę zobaczyć wszystko naraz albo tylko najdrobniejsze szczegóły. Widzę więc dolinę, w której stoi dom, w samym jej środku, ale to nie jest mój dom ani moja dolina, bo do mnie nic nie należy, bo ja samo do siebie nie należę, a nawet nie ma czegoś takiego jak ja. Widzę kolistą linię horyzontu, który zamyka dolinę ze wszystkich stron. Widzę wzburzony, mętny potok, który płynie między wzgórzami. Widzę drzewa potężnymi nogami wrośnięte w ziemię, jak jednonogie znieruchomiałe zwierzęta. Bezruch tego, co widzę, jest pozorny. Gdy tylko zachcę, mogę przenikać przez pozory. Wtedy pod korą drzew zobaczę ruchome strumyczki wody i soków, które krążą tam i z powrotem, w górę i w dół. Pod dachem widzę ciała śpiących ludzi i ich bezruch także jest pozorny - delikatnie pulsują w nich serca, szemrze krew, nawet ich sny nie są rzeczywiste, potrafię bowiem ujrzeć, czym one są: pulsującymi kawałkami obrazów. Żadne z tych śniących ciał nie jest mi bliższe, żadne dalsze. Po prostu na nie patrzę i w ich pogmatwanych sennych myślach widzę siebie - wtedy odkrywam tę dziwaczną prawdę. Że jestem patrzeniem, bez refleksji, bez żadnej oceny, bez uczuć. I zaraz odkrywam inną rzecz - że potrafię patrzeć także poprzez czas, że tak samo jak zmieniam punkt widzenia w przestrzeni, mogę go zmieniać także w czasie, jakbym było strzałką na ekranie komputera, która jednak porusza się sama z siebie albo po prostu nie wie nic o istnieniu poruszającej nią dłoni. Tak śnię, wydaje mi się, nieskończenie długi czas. Nie ma przed i nie ma po, nie oczekuję też niczego nowego, bo nie mogę ani nic nabyć, ani nic stracić. Noc się nigdy nie kończy. Nic się nie dzieje. Nawet czas nie zmienia tego, co widzę. Patrzę i ani nie poznaję nic nowego, ani nie zapominam tego, co zobaczyłam.