Perfekcyjna niedoskonałość

Jacek Dukaj
Perfekcyjna niedoskonałość
  • Wydawnictwo Literackie
    Kraków 2004
    125 x 198
    454 strony
    ISBN 83-08-03647-3

Jest wiek XXIX i w naszej galaktyce wszystko się zmieniło.
Przede wszystkim zmieniła się galaktyczna hierarchia: człowiek ma nad sobą istoty, które co prawda wyewoluowały z gatunku ludzkiego, ale są od człowieka doskonalsze i potężniejsze. Po wtóre, byty stojące ewolucyjnie najwyżej są prawie nieśmiertelne, jako że potrafią posługiwać się „manifestacjami”, czyli (w przybliżeniu) wcieleniami biologicznymi, nanomatycznymi i wirtualnymi, które dają nieograniczone możliwości egzystencjalne. Po trzecie, podróże w kosmosie nie stanowią już problemu, ponieważ przestrzeń podlega modelowaniu niegrawitacyjnemu. Po czwarte, władza znajduje się w ręku istot obdarzonych najwyższą inteligencją. A zatem – wszechświat doskonały?
Perfekcyjnie niedoskonały – odpowiada Dukaj. Świat ten stworzyło ludzkie dążenie do bezpieczeństwa, czyli istnienia wolnego od lęku przed śmiercią, chorobami, wojnami. Zamiast nieśmiertelnego ciała wymyślono jednak wielość wcieleń, zamiast tolerancji i wzajemnego szacunku – galaktyczne rządy sprawowane przez najwyższe inteligencje. Rozum okazał się siłą życiową popychającą do poszukiwania przewagi, a przewaga tkwi w biologicznym przystosowaniu. Skądś to znamy?
Tak, oczywiście. Powieść Dukaja mówi to samo, co współcześni filozofowie: że eksperymenty genetyczne doprowadzą do narodzin istot „postludzkich”. Ale Dukaj mówi też, że człowiek przez najbliższe tysiąc lat będzie musiał grzebać w genach i strukturach logicznych stanowiących podstawę umysłu, bo kosmos – jak pouczał papa Darwin – podlega prawu ewolucji: kto się nie dostosowuje, ten ginie. Albo więc człowiek przekształci sam siebie, albo spadnie do rangi niewolnika. Antyutopijnego charakteru dopełnia w powieści Dukaja powiązanie ewolucji z pieniędzmi i władzą. Przyszłość, mówiąc krótko, należy do bogatych, którzy będą mogli kupić sobie mądrość, oraz do inteligentnych, którzy potrafią piąć się w górę Ewolucyjnej Krzywej. Rosnąć będzie zatem przepaść między feudalnie zorganizowaną arystokracją a demokratycznym tłumem – który nie pragnie tego, czego mieć nie może, pragnie zaś tego, co może zaspokoić przyszłościowy kicz.
Akcja powieści dzieje się pod koniec III tysiąclecia, ale jak widać Dukaj dopisuje w niej dalsze ciągi do dzisiejszych wątków. W ten sposób rozwija również problem globalizacji, czyli zjawiska, w którym wszyscy tkwimy po uszy. Mówi zaś autor, że ów dalszy ciąg to „kosmologizacja” – powolny, systematycznie prowadzony wykup wszechświata przez wyższe byty. Czyli przez bogatszych i potężniejszych. Wszystko to sprawia, że książkę Dukaja można czytać jak powieść, która opowiada o świecie widocznym już za rogiem naszej teraźniejszości. Ten świat przyniesie ze sobą: „koniec człowieka”, ponieważ stworzy istotę „wymienną”; „koniec geografii”, ponieważ zaoferuje możliwości niemal nieograniczonego przemieszczania się w przestrzeni; i wreszcie „koniec złudzeń”, ponieważ pogrzebie wiarę w to, że zdobycze cywilizacyjne i wolność są dla wszystkich. U Dukaja tylko możni nie boją się chorób, starości, ran, zamachów i tylko możni nie znają ograniczeń przestrzennych. Nowy, wspaniały świat ściele się im do stóp. Pozostali grają w piłkę na plaży. Piasek i zachód słońca mają za darmo. Na razie.
A zatem: jest wiek XXIX i w naszej galaktyce wszystko się zmieniło. I wszystko pozostało po staremu.

- Przemysław Czapliński


Fragment

- Rodziny królewskie zawsze uważały się za spokrewnione ze sobą; to plebs i biedota są więźniami granic i języków. Tylko dlaczego, skoro już tu, na dole, narzucają sobie te więzy, tę Cywilizację... - Zamoyski zakreślił dłonią z cygarem szeroki łuk, obejmując gestem wnętrze “Trzech Koron”. - Dlaczego to jest takie teatralne?
- Grają od sześciuset lat - zaśmiału się Ogień. - Jakie ma być?
- U was też tak to wygląda? U waszych parahabów?
- Parahabowie tworzą własne Cywilizacje. Trzecia Cywilizacja Progresu RKI obejmuje część drugiej i początek trzeciej tercji. Czasami jednak mam honor przemawiać w imieniu odpowiednika Wielkiej Loży w naszym Progresie i wówczas reprezentuję także Cywilizacje, które rozumieją już tylko moje zwięzyki. Wasz Progres jest pod tym względem wyjątkowy. Po co grzebać w mechanizmie, który funkcjonuje tak dobrze? Macie wspaniałą Cywilizację. Może właśnie tego trzeba, by wytrzymać podobne rozciągnięcie na Krzywej - odrobinę teatralności, przesady, kiczu i dystansu do samych siebie? Ironia zapewnia długowieczność.
- Bo ty, prahbe, patrzysz na to właśnie jak na mechanizm. A dla mnie kultura, która nie może się rozwijać, jest martwa. Nie ma szczęścia w stagnacji.
Ambasador rozłożyłu szeroko grube ramiona.
- Ba! Lecz czy jest szczęście w zmianie? Przecież wiesz, stahs: wszystko w sposób naturalny zmierza ku UI. Wiesz, czym jest śmierć: końcem istnienia struktury w formie stanowiącej o jej tożsamości - na skutek rozpadu lub przekształcenia w inną formę. Nie ma reguł silniejszych od Praw Progresu, to najbardziej podstawowe zasady, zakorzenione głębiej niż prawa fizyki. Każda kultura, społeczność, każdy gatunek znajdujący się pod presją konkurencji, we wszechświecie o stałych warunkach nieuchronnie się doskonali, idąc po krzywej zmian ku UI. Od form gorzej przystosowanych ku lepiej przystosowanym; te pierwsze zatem umierają. Progres jest w istocie historią zagłady kolejnych realizacji frenu. Ta Krzywa to mapa cmentarzyska kultur. Każda kultura balansuje na ostrzu noża, stanowi ofiarę rozdzierających ją sił: postępowej i zachowawczej. Jeśli przeważy postępowa, zatracona zostanie tożsamość - i to jest śmierć. Jeśli przeważy zachowawcza, nic się nie zmienia aż do końca, gdy inne kultury, lepiej przystosowane, przytłoczą tamtą - i to też będzie śmierć. Różnica pojawia się w momencie takiego przyspieszenia wędrówki po Krzywej, że zależności powyższe zostają zaobserwowane jako twarde statystyczne prawa, formułuje się model - jak u was sformułował go Alphonse Remy - i podejmuje się w oparciu o jego znajomość działania mające na celu zarazem zachowanie tożsamości i zabezpieczenie się przed kulturami z wyżyn Krzywej - ponieważ istnieje już wówczas świadomość zagrożenia. I tak oto powstają Cywilizacje. Przynajmniej tak działo się w Czterech Progresach. Oczywiście to również nie jest rozwiązanie ostateczne, na wieczność, ale -
- A Deformanci? Na Polach publicznych znajduję wzory opisujące Progresy rozbieżne -
- Bełkot ideologiczny. Deformacja rodzi się zazwyczaj jako bunt przeciwko Cywilizacji. To też jest pewna linia zmian, ale oczywiście nie zmierza ku UI. Zwać ją Progresem byłoby wielkim nadużyciem, bo skoro nie dąży ona ku doskonałości, czym mierzyć jej postęp lub degenerację? Zmiana nieukierunkowana to po prostu deformacja. Rzecz jasna, Deformacje - ani Cywilizacje leżące niżej na Krzywej - nie byłyby możliwe, gdyby wszechświat został bez reszty zagospodarowany, cała przestrzeń wypełniona życiem. Tak samo na Ziemi różne ekscentryczne kultury trwały, dopóki były izolowane, dopóki świat się nie domknął i zasady konkurencji nie zaczęły ich dotyczyć. Możesz je nazwać “naturalnymi Deformacjami”. A wiem, że i potem mieliście różne takie enklawy archaizmu, motywowane religijnie lub politycznie - już Deformacje świadome, świadome ucieczki z Progresu: Cesarstwo Chińskie, a na zachodzie - amisze; muzea komunizmu na Kubie czy w Korei Północnej, talibowie, potem Protektoraty Krzyża i Czarne Emiraty... Co się z nimi stało?
- Wchłonął je chrześcijański kapitalizm.
- Przegrały lub przystosowały się. W domkniętym środowisku nie ma ucieczki. Jak żeście to nazywali za twoich czasów, stahs?
Zamoyski wypuścił z płuc dym.
- Globalizacja.
- Globalizacja. Globalizacja jest zaledwie pierwszym przejawem tego fundamentalnego, uniwersalnego procesu: kosmologizacji. Wyścig zaczyna się na globie, ale w ostatecznym rozrachunku nie chodzi przecież o osiągnięcie Formy Doskonałej danego środowiska planetarnego - lecz Formy Doskonałej wszechświata, wszystkich możliwych wszechświatów.