Złoty pelikan

Stefan Chwin
Złoty pelikan
  • Wydawnictwo Tytuł
    Gdańsk 2002
    135 x 202
    272 strony
    ISBN 83-911617-9-X

Mimo że akcja tej powieści rozgrywa się w pierwszych latach naszego wieku w Gdańsku, Stefan Chwin nie przejmuje się realiami i nie troszczy o prawdopodobieństwo. Złotego pelikana łatwo pomylić z realistyczną powieścią obyczajową traktującą o tym, jak to pewien poważany wykładowca prawa stał się żebrakiem i doświadczył najciemniejszych stron rzeczywistości. Tymczasem ambicje pisarza są dużo większe – Chwin stworzył współczesną przypowieść, rodzaj legendy wzorowanej na średniowiecznej opowieści o św. Aleksym. Oto Jakub, główny bohater tej paraboli, jest przekonany, iż na skutek jego pomyłki w trakcie egzaminu wstępnego niedoszła studentka z rozpaczy popełnia samobójstwo. Zdarzenie to – choć jest tylko domysłem przewrażliwionego Jakuba – dręczy bohatera, zmienia jego życie w koszmar. Dzieje upadku nobliwego profesora są jedynie fabularnym pretekstem, gdyż to, co najważniejsze w tej książce, ma charakter dyskursywny i refleksyjny. Chwina interesuje bowiem kondycja moralna współczesnego człowieka. Pisarz pyta o to, co się stało z duszą dzisiejszego człowieka, z jego religijnością, poczuciem odpowiedzialności i sumieniem. Z książki tej wydobywa się głos protestu, którego nie można zlekceważyć, protestu przeciwko światu bez Boga, miłości i wrażliwości. Od dawna w literaturze polskiej nie było tak „gorącej” powieści. Jej ostrze wymierzone zostało w rzeczywistość – nie tylko polską przecie! – w której, „Trzej Królowie o imionach Guerlain, Kenzo i Lagerfeld” przychodzą do nas z dobrą nowiną.

-
Dariusz Nowacki

Fragment

Kojące światło napełniło duszę. Nareszcie! Cóż za ulga po tylu koszmarach!
Śnił, że zrobił właśnie plakat do filmu Miloša Formana Skandalista Larry Flynt – piękny młodzieniec ukrzyżowany na nagim łonie kobiecym – i dumny ze swego dzieła, roześmiany, musujący jak włoskie spumante, przyjmował gratulacje od sławnych aktorek, sypał nowiutkimi banknotami euro na ręce tryskającej radością Janki, gdy nagle smukła hostessa, śliczna jak Pamela Anderson ze Slonecznego patrolu, wręczyła mu telegram na ozdobnym blankiecie z wiadomością, że sam kardynał Ratzinger złożył na niego w prokuraturze oficjalne doniesienie o „obrażaniu uczuć religijnych”, po czym zażądał, by Jakub przeprosił Naród. „Słowa Jezusa – pisał kardynał – są często przerażająco twarde i formułowane z pominięciem wszelkich względów dyplomatycznych. Tymczasem doświadczenie Bożego gniewu nasze czasy zupełnie zatraciły, a przekonanie, że Bóg nikogo nie może potępić, stało się wśród chrześcijan powszechne. Teza, iż każdy może się zbawić na swój sposób, to w istocie pogląd cyniczny, w którym dostrzegam pogardę dla problemu prawdy i prawdziwego etosu”.
Jakubowi serce zamarło. Natychmiast popędził do sądu, przeskakując po pięć stopni wbiegł na trzecie piętro, złożył zeznania, które go obciążały, przeraził się, bo kary śmierci jeszcze nie zniesiono, przystojna sędzina w malinowej garsonce skazała go na trzykrotne odśpiewanie hymnu narodowego, a gdy natychmiast hymn odśpiewał, oskarżyła go jeszcze o sporządzenie plakatu reklamowego firmy Benneton, na którym ksiądz całował się z zakonnicą.
Więc żadnej nadziei na prezydenckie ułaskawienie!
Jakub zalewał się łzami. Nie można go było ukoić. Na sali sądowej, która wypełniła się po brzegi barwnym tłumem, ktoś krzyczał:  – Więcej seksu i wolności, ale bez Solidarności! Prezydent Stanów Zjednoczonych, który ukazał się na balkonie dla gości specjalnych, wołając: – Peace! Freedom!, zaprosił wszystkich na „pokaz produktów cukierniczych o przedłużonym okresie trwałości”, ale gdy chudy Arab w turbanie rzucił na niego fatwę, zachwycona publiczność zaczęła bić brawo. Burza oklasków! Jakub spojrzał w okno. Po drugiej stronie ulicy ujrzał Lenina w koszulce polo, który szedł na Zachód pchając przed sobą druciany wózek z towarami wschodnioeuropejskiego turysty. Wódz sowieckiego imperium na widok Jakuba w oknie sądu pozdrowił go wyciągniętą ręką – jak dobrego znajomego! Jakub zamarł z przerażenia. Jak udowodni teraz przed komisją Gaucka, że nie pracował dla Stasi?
Z kąta sali wysunął się przed stół trybunału siwy starzec i zagrzmiał zwiędłymi usty: – Ludzie dizś stanęli bezbronni wobec newage’yzmu, feminizmu, dekonstrukcjonizmu, nihilizmu. Zagubili się w umysłowym ciucholandzie. Mamy do czynienia z czymś, co w języku naszej epoki określa się mianem „śmierci boga”, „kresem absolutu”, a w logicznym następstwie rzeczy także mianem „uśmiercenia podmiotu”, „zniknięcia człowieka” i „rezygnacją z humanizmu”. Siłą sprawczą nowożytnego kryzysu jest zhumanizowanie obrazu Boga na podobieństwo i pożytek człowieka. Bóg nowożytny to Bóg „ludzki”, skłonny do ustępstw, taki, od którego da się niemało wytargować. Potrzeba nam z powrotem „nieludzkiego” Boga, który będzie nas mierzyć, nędzne istoty, swoją sprawiedliwą miarą, wytrącając z pychy i zadufania. Denerwują się takim żądaniem ciotki-dogmatyczki rewolucji zaprzeszłych tudzież ojcowie chrzestni tej formy terrroru, która nosi niewinną nazwę poprawności politycznej!
–Nędzna istoto! – zawołał do Jakuba tłum wypełniający salę sądu. – Na kolana! Nieludzki Bóg będzie cię teraz sądzić!
Archanioł Michał sfrunął ze słynnego obrazu Memlinga, szybko rozstawił pośrodku sądowej sali wielką żelazną wagę, po czym wziął Jakuba za włosy i wiotkiego jak zwiędły por rzucił na prawą szalkę, która powędrowała w górę, jakby była pusta. – Wykasować go! Wykasować go! Delete! Delete! – wołał tłum. – Wolimy Barabasza i Gwiezdne wojny! Archanioł Michał uniósł miecz, Jakub skulił głowę w ramionach, zamknął oczy, gdy naraz, cóż to? – Mój ci on jest! Mój ci on jest! – białą chustę zarzuciła mu na głowę Danuśka. – Kardynale – wróciła się do kardynała Ratzingera ta miss mokrego podkoszulka – przez niego płynie strumień piękności, choć on sam nie jest pięknością! – Ach, madame – skłonił się kardynał, proszę mi wybaczyć, że nie pojąłem w pełni ducha posoborowego! – Wolnyś! Wolnyś! – wołała Danuśka do Jakuba, którego cucono wodą. Wszyscy powstali. Wniesiono kwiaty i najwyższe odznaczenia państwowe. Cała sala zaczęła śpiewać Kocham cię, Argentyno! – Ojczyzna wolna, wolna – wolała Danuśka – więc zrzucam, zrzucam z ramion płaszcz Konrada! – i zaczęła się rozbierać.
– Uważam – szepnął ktoś do ocuconego Jakuba – że ludzie są wewnętrznie zniewoleni, boją się polityki, seksu, religii. Boją się przede wszystkim Kościoła. – W bólu masz rodzić dzieci! – wołał ktoś z głębi sali. – To kara za grzech pierworodny! – To patriarchalny przesąd! – odpowiadały głosy kobiece z ostatnich rzędów. – Musimy zniszczyć handel kobiecym ciałem, któremu patronuje Kościół! Ręce przecz od naszych macic! Kopernik była kobietą! – Czy mogę spowodować zniknięcie gmachu parlamentu z całą zawartością? – zapytywał słynny magik David Copperfield, którego romanse z supermodelką Claudią Schiffer zachwyciły miliony kobiet na całym świecie.
Tłum oszalał z radości.