Baskijski diabeł

Zygmunt Haupt
Baskijski diabeł
  • Czarne, Wołowiec 2016
    150 × 230, 752 stron
    ISBN: 978-83-8049-260-8

Zygmunt Haupt (1907–1975) to pisarz niezwykły, być może jedyny w swoim rodzaju i – jak to z takimi pisarzami bywa – wciąż czekający na odkrycie przez szerszą publiczność. Za życia wydał tylko jedną książkę, nieobszerny tom opowiadań „Pierścień z papieru” (Instytut Literacki, Paryż 1963), lecz jego dorobek, rozproszony wcześniej po czasopismach i zgromadzony w archiwum pisarza, jest znacznie obfitszy. Najważniejszą jego cześć, opowiadania i kilka reportaży, zebrał Aleksander Madyda w „Baskijskim diable”, który to zbiór wraz z komplementarnym tomem „Z Roksolanii. Szkice, opowiadania, recenzje, warianty” (w tym samym opracowaniu edytorskim, gdzie pomieszczono teksty drobniejsze i publicystykę oraz wybór rysunków Haupta), traktować można zasadnie jako dzieła zebrane.

Tegoroczne wydanie „Baskijskiego diabła” to druga już, gruntownie poprawiona edycja tego zbioru, dająca po raz kolejny okazję do spotkania z prozą Zygmunta Haupta.

Naturalnym żywiołem urodzonego w Ułaszkowcach na Podolu (a więc na wschodnich kresach dawnej Rzeczpospolitej) pisarza jest szczególnego rodzaju autobiograficzna gawęda. Gawęda, bo znakiem firmowym narracji Haupta jest oddawanie w piśmie potoku żywej mowy, z wszystkimi jej potknięciami, chropowatościami, bezpośrednim zwracaniem się do czytelnika, na którego oczach autor szuka w pamięci odpowiedniego słowa czy detalu. Są to jednak, powtórzmy, opowieści szczególnego rodzaju. Oczywiście, Haupt przywołuje w opowiadaniach różne epizody ze swego żywota (niewątpliwie bujnego: dzieciństwo i młodość w kulturowym tyglu różnych wiar, języków i obyczajów, pobyt w Paryżu, udzielanie się w kręgach lwowskiej bohemy, wreszcie dwie wojny światowe – w wojnie obronnej 1939 roku pisarz walczył w artylerii, potem służył w polskich silach zbrojnych na Zachodzie, a resztę życia spędził na emigracji w USA), lecz próżno szukać w jego prozie linearnej autobiografii, systematycznego zdawania sprawy z tego, co mu się tu czy tam przydarzyło. Przeciwnie – teksty autora „Pierścienia w papieru” co chwila popadają w kolejne dygresje, kalejdoskopowo zmieniają się w nich punkty widzenia. Brak tu jasnych konkluzji,  ważniejsze niż sprawna anegdota zakończona wyrazistą puentą okazuje się punktowe, niezwykle intensywne przypominanie językowego, przyrodniczego, rodzajowego detalu; pejzażu, własnego stanu psychicznego sprzed lat. Większość próz Haupta dotyczy zresztą zdarzeń odległych w czasie, do których autor, często po wielokroć, powraca, by przywołać je na różne sposoby i z różnych perspektyw, a także, by cierpliwie wnikać w egzystencjalny sens dawnych spotkań, miłości, życiowych wyborów i przygód. A wreszcie, by badać mechanizmy i meandry pamięci. Robi to wszystko Haupt używając przebogatego języka, mieniącego się różnymi rejestrami, rytmami, bogactwem słownictwa, malarskością. Nierzadko też – jakby pragnąc tym mocniej wniknąć w gęstą od słów, kolorów, przedmiotów rzeczywistość – pisarz ucieka się do charakterystycznego dla siebie katalogowania, wyliczania najrozmaitszych detali przedstawianego świata, który zresztą zwykle istnieje już tylko w jego pamięci.

Wszystko to sprawia, że opowiadania Zygmunta Haupta to ten rodzaj prozy, którego lekturę ponawiać można niemal w nieskończoność, smakując coraz to nowe jej aspekty, śledząc powracające w różnych tekstach wątki, próbując zrozumieć misterną strukturę kolejnych opowieści. Nie przypadkiem zresztą niektórzy krytycy piszą o pisarstwie Haupta jako dziele w swej najgłębszej istocie poetyckim, porównując je do wielkiego dygresyjnego poematu. Pewne jest też, że kto sięgnie po prozę Zygmunta Haupta, nigdy nie pomyli jej z jakąkolwiek inną.

Marcin Sendecki