Brzydki człowiek i inne opowiadania

Włodzimierz Kowalewski
Brzydki człowiek i inne opowiadania
  • Marginesy
    Warszawa, luty 2016
    135 x 210
    320 stron
    oprawa: miękka
    ISBN: 978-83-65282-42-2

Sześć spośród jedenastu opowiadań zgromadzonych w tym zbiorze ukazało się przed trzynastoma laty; wypełniły wówczas zbiór Światło i lęk. Nie sposób jednak o nich powiedzieć, że to stare, przypomniane utwory, a to dlatego, że Włodzimierz Kowalewski próbuje umieścić swoją prozę poza czasem, i to w dwojakim rozumieniu. Po pierwsze, posługuje się ostentacyjnie staroświecką formą literacką, chce być prowokacyjnie niemodny. Dość przypomnieć, że zbiór z 2003 r. został wyposażony w podtytuł Opowiadania starej daty. Po wtóre, Kowalewski swobodnie przemieszcza się między epokami, świadomie zaciera granicę między tym, co nazywamy współczesnością, i tym, co odczuwamy jako czasy minione. Tym samym daje nam do zrozumienia, że liczy się tylko zgrabnie opowiedziana historia, natomiast kwestią drugorzędną staje się to, czym się te opowiadania fabularnie żywią i do jakiego świata nawiązują.

Wachlarz możliwości jest tu naprawdę szeroki. Oto otwierający zbiór Wieczór autorski przynosi efektowne zmyślenie na temat pobytu Tomasza Manna w Olsztynie (podówczas Allenstein) w przeddzień uhonorowania niemieckiego autora Nagrodą Nobla (rok 1929). W kolejnym opowiadaniu (Szał uniesień) mamy do czynienia z rzeczywistością aktualną i nadal pozostajemy w mieście na Łyną, z którym pisarz jest silnie związany (w Olsztynie spędził większość życia). Z kolei akcja Światła i lęku została osadzona w połowie XIX stulecia i nawiązuje do zdarzeń z biografii Zygmunta Krasińskiego. W Śmierci Ostrogskiego widzimy młodopolskiego dekadenta nudzącego się na Sycylii, w Śmiechowiczu pisarz oprowadza nas po przedwojennym Toruniu, a w opowieści „I utonął księżyc w stawie…” po Wileńszczyźnie z tego samego okresu. Brzydki człowiek, będący zresztą zalążkiem powieści Excentrycy (2007), przesuwa nas ku nowszym czasom (druga połowa lat 50. XX w.), podobnie narracje Władyś i Kamienica Denglera. W samym zaś finale pojawiają się dwie opowieści wspomnieniowe. Wprawdzie odnoszą się one do doświadczeń samego pisarza, ale również wzięły się – by tak rzec – z nagabywania historii, z adorowania tego, co minęło bezpowrotnie. Dostajemy więc opowieść o starych samochodach (Auta mojego życia) i o przygodzie, jaka stała się udziałem autobiograficznego bohatera we wczesnych latach 60. naszego stulecia (Pomnik).

O ile istotny wydaje się okolicznik miejsca (ważny dla Kowalewskiego Olsztyn, a także pobliski Olsztynek; w dwu opowiadaniach Toruń, gdzie pisarz studiował), o tyle okolicznik czasu został wzięty w nawias. W odautorskiej nocie znajdziemy znamienne zaproszenie: „Niech czytelnik wejdzie ze mną tam, gdzie sam chciałem być choć przez chwilę”. Na tym gruncie powstaje coś na kształt fabularnego uniwersum – na jednej płaszczyźnie pisarz umieszcza własne przeżycia, zasłyszane historie oraz motywy znalezione w starych książkach. Co go interesuje? Przeróżne subtelności życia duchowego, a nade wszystko to, jak daje o sobie znać tajemnica, chwilami nawet niesamowitość. Programowo realistyczne obrazowanie ma tu zawsze swój niepokojący, umykający racjonalności rewers.

Opowiadania zebrane w Brzydkim człowieku wskazują na rozmaite zależności i parantele literackie. Niekiedy jawne i dane wprost – jak w Wieczorze autorskim, który należałoby czytać w parze z opowiadaniem Olgi Tokarczuk o tym samym tytule i temacie (wizyta Manna w Olsztynie), kiedy indziej zawoalowane – jak w Kamienica Denglera, gdzie Kowalewski podejmuje dialog z wczesną prozą Pawła Huellego. Jednocześnie wypada podkreślić, że proza ta niewiele ma wspólnego z literackim recyklingiem. Poniekąd nie może mieć, ponieważ wynika z ogromnej, niezachwianej wiary w literaturę jako taką – ciągle zdolną do zaciekawiania nas cudzymi losami i przeżyciami.

- Dariusz Nowacki