Alicyjka

Liliana Hermetz
Alicyjka
  • Nisza
    Warszawa, luty 2014
    192 strony
    ISBN: 9788362795161

„Powieść/sztuka teatralna ewentualna” – to podtytuł Alicyjki, debiutanckiej książki Liliany Hermetz, laureatki Nagrody Conrada dla najlepszego debiutu literackiego w 2015 roku. Powieść czy sztuka? Chciałoby się odpowiedzieć – wszystko. I nie będzie to przesadą, bo w skromnej objętościowo Alicyjce mieści się właśnie wszystko, co najlepszego ma do zaoferowania literatura prozatorska i dramatyczna. Jednak debiut Hermetz to nie tylko formalna, wirtuozerska żonglerka, to przede wszystkim tekst o relacjach matki i córki, o rodzinnej pamięci, o indywidualnej tożsamości, o kształtowaniu bliskości, która wcale nie rodzi się naturalnie.

A wszystko zaczyna się tak: córka przypomina sobie, jak wraz z matką siedzą w sadzie, na kocu. I nagle matce urywa się mocowanie protezy. Córka nie wspomina jednak szczegółów, pamięta bowiem jedynie uczucie bezradności i strachu, że matka potrzebuje pomocy, że jest od nich, małych dzieci, zależna. Po tym mocnym, prozatorskim obrazku, ironicznej sielance rodzinnej, bohaterka Alicyjki uruchamia swoją pamięć. Rodzinne obrazy, fragmenty wspomnień w drugiej części pojawiają się jako argumenty w dyskusji między Narratorką (córką) a Duchem (matki). Dziwna to dyskusja, po której można byłoby oczekiwać rozliczeniowego tonu, w którym córka rozprawi się z matką i doświadczonym cierpieniem. Nic bardziej mylnego.

Hermetz przekracza rozliczeniowy ton wyrzutów i bólu, demaskując iluzyjność całej rozmowy z Duchem. Bolesne rozpoznania o miłości macierzyńskiej, o nieautentycznej, opartej na frazesach komunikacji rodzinnej, o wcale nie tak naturalnej bliskości matki i córki ujmuje w języku rymów częstochowskich, opatruje groteskowym sztafażem absurdu i ironii. Wprowadza kpiący chór, nie stroni od czarnego humoru. Wszystko tu zgrzyta, język potocznych rymowanek i wulgarnych ripost zdaje się nie przystawać do doniosłości trudnych doświadczeń. Duch i Narratorka komunikują się poprzez literackie klisze, frazesy, kulturowe schematy, ale na tym właśnie polega osobliwa autentyczność całej ich rozmowy. Hermetz pokazuje bowiem, że prawda bólu jest zawsze kwestią języka i przyswojonych w nim reguł wypowiedzi, a cierpienie rodzinne, matczyno – córczyne, to doświadczenie na wskroś językowe.

Alicyjka ujawnia, jak bardzo zmitologizowana w kulturze jest miłość macierzyńska i jak trudno jest tak matkom, jak i córkom trwać z brzemieniem tego mitu. Ale celem nie jest pokazanie anty-mitu, czyli bólu, opresji i trudów macierzyństwa. Taki zabieg polegałby wyłącznie na odwróceniu wartościowania. Hermetz nie odwraca, lecz wywraca, nicuje mity, anty-mity, stereotypy. Jednak nie po to, by doprowadzić ostatecznie do przywrócenia normalności w relacjach matki i córki. W toku rozmowy Narratorki z Duchem okazuje się bowiem, że „normalność” jest pewnym doraźnym, umownym pojęciem. Przywrócić normalność oznaczałoby wyłącznie doprowadzić do obustronnej zgody na jakiś zdefiniowany wcześniej stan. Dlatego Alicyjka nie jest książką demitologizującą miłość macierzyńską. Pokazuje rzecz znacznie ważniejszą i trudniejszą: że tylko w toku rozmowy, choćby najbardziej uciążliwej, można próbować zrozumieć swoje uwikłanie tak w mity, jak i „prawdę”. „No i kochałam… tak jak umiałam” – wyznaje matka córce. Normalne? A co to właściwie znaczy?

- Katarzyna Trzeciak