Król Bólu

Jacek Dukaj
Król Bólu
  • Wydawnictwo Literackie
    Kraków, 2011
    145 x 205
    828 stron
    ISBN: 978-83-08-045-37-4

Na ogromny objętościowo tom laureata Europejskiej Nagrody Literackiej 2009, Jacka Dukaja, składa się osiem opowiadań, każde o rozmiarach niewielkiej powieści. Król Bólu zawiera utwory bardzo różne i dowodzi raz jeszcze, że jego autor należy do najwybitniejszych w polskiej literaturze twórców rzeczywistości alternatywnych. Może więc być tak, że powołana zostanie w opowiadaniu inna wersja wydarzeń historycznych (jak np. w Piołunniku – inna, fantastyczna wersja katastrofy w Czernobylu i jej konsekwencji), może być tak, że ludzkość zabrnie w jakąś ścieżkę rozwoju technologicznego (jak w opowiadaniu Król Bólu i pasikonik biotechnologia i genetyka) i w następstwie tego jej urządzenia polityczne i społeczne, ba, same ludzkie ciała, ulegną destrukcji lub całkowitej przebudowie. Albo jeszcze inaczej: powszechnie dostępne stanie się przenoszenie umysłu ludzkiego w rzeczywistość wirtualną – i to wielu „warstw” czy ośrodków (tak jest w kilku opowiadaniach, np. w Linii oporu). Jest też w tomie opowieść – Oko potwora – stanowiąca swoisty pastisz, a zarazem homagium dla Stanisława Lema, którego Dukaj jest dziś w Polsce najwybitniejszym literackim spadkobiercą.

Dukaj przenikliwie analizuje skutki przemian technologicznych. Weźmy za przykład tytułowe opowiadanie, w którym ludzkość rozwija przede wszystkim biotechnologię i genetykę. Powoduje to rozwój nowej gałęzi terroryzmu, bo teraz już każdy może grozić państwu wyhodowanym w przydomowym garażu śmiercionośnym wirusem. Organizacje tak potężne, jak państwo, stają się wobec takich zagrożeń bezbronne i ulegają uwstecznieniu, a na ich miejsce powstaje luźny konglomerat małych zrzeszeń, które maskują swoje rzeczywiste cele groteskowo nieważkimi hasłami w rodzaju „siatkówki plażowej”. Niezwykła wyobraźnia pisarza tworzy zresztą nie tylko oryginalne wizje rozwoju politycznego, ale także – spowodowanej przez nową technologię ewolucji gatunku ludzkiego, sposobów postrzegania i wartościowania świata i siebie samego przez nowy typ podmiotu (tu: w opowiadaniu Szkoła niezwykły opis procesu przekonstruowywania porwanego z jakiejś południowoamerykańskiej faweli chłopca w służącego podbojowi galaktyki cyborga). Dukaj umie też tworzyć uderzająco oryginalne wizje nowych, odmiennych światów, ich krajobrazów, ich czasem odmiennej fizyki i zamieszkujących je istot. Opowiadania z tomu Król Bólu to bezsprzecznie przykład nadzwyczajnej potencji kreatywnej wyobraźni i jednocześnie analitycznego umysłu, którymi ich autor uwodzi czytelników od początków swojej twórczości.

- Jerzy Jarzębski

 

Jacek Dukaj (ur. 1974) jeden z najbardziej podziwianych i utytułowanych pisarzy młodszego pokolenia. Uprawia fantastykę, głównie w odmianie science fiction; pierwszy polski laureat Europejskiej Nagrody Literackiej (2009).

 

Fragment

Linia oporu

Spóźnił się na uroczystość, dziecko mu choruje, zostawił w domu ze ślubną. Andrzejek, kuzyn, żywy powidok dzieciństwa. (...)

Kuzyn, ale jak brat. Jeszcze gdy seplenili: kusyn, kusyn, kusynek. Pozostał na życie - ten jeden kuzyn między kuzynami - brat, który nie ma brata. Ongi logował się jako Qqsyn. (...)

Usiedli na drewnianej werandzie, żarówka kołysze się pod blaszanym kloszem, wiosenna ciemność przypływa i odpływa, grają owady, dzwoni łańcuch psa. Po drugiej stronie szosy ktoś próbuje zapalić rzężący grat. 

Chłodno, więc gorące kakao. Popijając, skubią z porcelanowych talerzyków ostatnie kawałki Michałowego tortu. Paweł rozmazaną oblewą czekoladową maluje na swoim talerzyku bajkowe pokraki.

(Dialogi). Jak w domu? W domu jak w domu. Wszyscy włażą sobie na głowy. A ty – w czym się pławisz? E tam. Mam już potąd. Ale czego, pieniędzy, ruchu, życia miastowego, gejdżu szalonego? Jakie przygody, opowiadaj!

Żadne przygody. Nie ma co opowiadać. Nic się nie dzieje. Zero fabuły. Ot, przypadki życiowe, obroty kalendarza. Dzień, dzień, dzień, dzień, dzień, dzień, dzień.

Czemu taki przypłaszczony? Stało się coś? Nie wiem, Andrzej, to banał, są takie terminarze życia, dla kobiet i dla mężczyzn: tyle a tyle lat i musisz przestawić zwrotnice, bo inaczej wylądujesz gdzieś na egzystencjalnym ugorze. Kotki wygejdżowują sobie hormony macierzyństwa, faceci - mid-life crisis. Mam to rozpisane, krok po kroku, disco proteo.

Chłopie, co ty gadasz, ile ty, ile my mamy lat, szczeniaki jesteśmy.

I co z tego. Czuję tę smycz, obrożę na karku.

Smycz?

Liczę bezustannie. Już długa na prawie dwa lata.

Wisi nad tobą kredyt?

Paweł patrzy na Qqsyna jak na wariata.

Rzuca mu w duchu wizuale, co za faux pas, Qqsyn jest bezduchny jak reszta wieśniaków.

Ech. Wszystko na odwrót, Kuku. Parę latek i będzie dłuższa niż przewidywany czas mojego życia. Wolny kapitał. Luksus rentiera.

Teraz to Qqsyn ujrzał idiotę.

Alleluja i chwalmy Pana! Każdy by tak chciał.

Wisi tu między nimi szara zasłona, folia nieprzepuszczalna. Przelatują ćmy i komary, ale nie przelecą myśli.

Paweł napiera mimo wszystko.

Kuku, to nie tak, nie tak.

Wałęsa mode: Nie o takje luksusy walczyliśmy.

Wolałbyś na odwrót?

Praca to luksus. (...)

Dla tych, co nie pracują, musimy - my, którzy pracujemy - dostarczać nieustannie contentu ich życia.

Content: gameplay. (...)

Na początku nazywało się “spędzaniem wolnego czasu”. Ale w miarę wzrostu wydajności pracy ów czas wolny rósł w proporcji do czasu pracy. Rosły działy gospodarki zajmujące się dostarczaniem contentu dla życia w “wolnym czasie”.

Tak zwana rozrywka

Tak zwany lifestyle

Tak zwane celebryctwo (life by proxy)

Tak zwane samokształcenie

Tak zwany sportowy tryb życia

Tak zwana działalność charytatywna

Tak zwana działalność publiczna

Tak zwana polityka

Tak zwana religia

Tak zwane narkotyki

Content. Wypełniacz. (Content to be content).

Bo przecież - coś musisz robić, kiedy nie musisz robić niczego.

(Mam rodzinę, Paweł. Spróbuj wtedy nic nie robić!) 

Nie patrz w tył, patrz do przodu. NIE MUSISZ ROBIĆ NICZEGO.

To ciężka praca – najcięższa! - wymyślać i nieustannie aktualizować repertuar sensów życia.

Może być kolor bluzki. Może - miecz z bonusem do atrybutów. A może - system metafizyczny. (...)

Qqsyn zjadł tort, oblizuje łyżeczkę. Naprawdę usiłuje pojąć.

Trawił, trawił, trawił, aż przetrawił i:

Chodzi ci o to, że wieczorami nie masz do kogo gęby otworzyć.

Nie, Kukuś, nie. Otwierasz gębę – i o czym mówisz? Przypomnij sobie. Ale szczerze.

Czy starczy do pierwszego

Kto miał zrobić zakupy

Jak sobie radzi twoja gildia

Co dzieciak zbroił

W pracy chorują

Klub kupił mocnego bramkarza

Sąsiad rozpruł chodnik

Nowy smak cukru

Mróz w konstelacji

Jutro wychodzi nowa szlaja

Złapali posła-pedofila

A może wybierzemy się na wakacje do Nowej Zelandii

W tej plai - rozstanie, w innej - miłość na zawsze

Jak ładnie wyglądałaś w zielonej sukience, co to za styl

Ugryzł mnie w nocy pająk

Kto będzie nowym Bondem

To jest właśnie twój content!

To jest twój sens życia.

A teraz odejmij strachy finansowe (one znikną). I odejmij rodzinę (ona zniknie).

Z reszty – ile procent nie zostało wyprodukowane przez nas, przeze mnie?

Ale szczerze.

Qqsyn patrzy w noc, słucha odgłosów zasypiającej wsi, przechylił głowę. (...) 

Nie. Nie kupuję tego, Paweł.

Ale to prawda. TAKI JEST SENS ŻYCIA. To właśnie przeczołguje ludzi od wieczora do wieczora, od weekendu do weekendu.

Content z naszych mózgów.

Krew kreatywów.

Teraz coś chyba jednak przebiło się przez zasłonę. Qqsyn unosi wzrok, opuszcza, unosi, opuszcza.

Paweł czyta to spojrzenie starego kumpla: Biedaku. Co oni tam z tobą. Masz pieniądze, nie masz życia. Sympathy Link +5.

Paweł wie, że Qqsyn więcej nie jest w stanie zrozumieć. (Po drugiej stronie Lagrange’a). Nie ma takich doświadczeń w swoim życiu, do których mógłby przypiąć słowa Pawła, choćby najbardziej precyzyjnie dobrane.

Więc Paweł zatrzymuje je dla siebie. Patrząc w noc. (Szczeka pies, klekoczą drzwi stodoły).

Taka jest prawda, mon ami. Przyszłość nie do ominięcia. Też tam trafisz. A jeśli nie ty, to twoje dzieci.

To jedyny biznes, który zachowa rację bytu, gdy już wszystko będzie tanie, luksusowe i bezpieczne. (...) Jedyny biznes w nieskończoności: produkcja sensów życia.

My je produkujemy. My dla was. Żebyście do reszty nie zatonęli w nolensum.

My, my, my. Dzień po dniu. Wyżymając do cna neurony. Spuszczając spermę z duszy. Rwąc sobie zęby z dupy.

Masz.

Ale Paweł nic już nie mówi. Idzie po wódkę.

Siedzą i piją.

Bladolice demony o skrzydłach z celuloidu pochylają się nad nimi, smutno uśmiechnięte. Duch zardzewiałego Ursusa płynie wskroś stodoły i obejścia. Duje wicher bimbrowy.

Soundtrack: Grande Valse Brillante a-moll Chopina.

Przymknąwszy oczy, Paweł widzi wyraźnie:

Andrzej jest nauczycielem polskiego w powiatowym gimnazjum. Zada to dzieciakom na esej. I za sezon cały kompleks wróci do Pawła, do Gejzeru, będą budować żądze i popyty na dramie kreatywów i demaskacji plastowego ideolo. Widzi fabuły, mody, pakiety emocjonalne, designy, kontesty i rekontesty i bunty kolorowe.

Praca to jest to, co robi, gdy się zapomni.