Pięćdziesiątka

Inga Iwasiów
Pięćdziesiątka
  • Wielka Litera
    Warszawa, październik 2015
    205 x 135
    288 stron
    oprawa: miękka
    ISBN: 978-83-80320-52-9

Pięćdziesiątkę wypełnia monolog alkoholiczki Małgosi, której pisarka dała nazwisko tyleż znaczące, co ironiczne: Miła. Kiedy do nas mówi, jest trzeźwa i właśnie przygotowuje się do uczczenia swoich pięćdziesiątych urodzin. Być może – rozważa bohaterka – rocznica ta będzie dobrą okazją, żeby się napić; niechby odrobinkę (50 gramów wódki na 50-lecie). Bo też abstynencja, w której Małgosia Miła tkwi od jakiegoś czasu, wynika „z braku zdolności do jej przerwania”, a zatem niczym nie różni się od tkwienia w nałogu. W ogóle można wątpić, czy bohaterka Ingi Iwasiów doświadcza – jakkolwiek rozumianej – normalności, czy kiedykolwiek była psychicznie stabilna. Od mniej więcej 15 roku życia zawsze czymś się wspomaga lub odurza.

Pisarka rozwija kreację pijaczki, posługując się techniką kontrastu. „Demonizmu” Małgosi nic bowiem nie uzasadnia – to prosta dziewczyna, wzrastająca w zwykłej urzędniczej rodzinie, w jednej z kamieniec w centrum Szczecina, istne uosobienie przeciętności. Owszem, we wczesnej młodości straciła ukochaną matkę, ale raczej nie był to doświadczenie szczególnie traumatyczne; trudno w nim rozpoznać punkt zwrotny w jej biografii. Przypadek Małgosi jest niezwykle ciekawy, ponieważ nie daje się wyczerpująco objaśnić w kategoriach patopsychologicznych. Dość powiedzieć, że znaczną część monologu bohaterki wypełniają wspomnienia dotyczące nieudanych terapii, w jakich uczestniczyła; bezradność specjalistów, którzy chcieli jej pomóc, wydaje się ewidentna. Skuteczna – przynajmniej na jakiś czas – okazała się najbardziej prymitywna metoda, czyli zastosowanie disulfiramu (tzw. wszywka). Udział w licznych terapiach jest okazją do spotkania innych nieszczęśnic, tkwiących na co dzień w bardziej tradycyjnych układach rodzinnych (Małgosia jest bezdzietną singielką). Bodaj najbardziej przejmującą historią są losy Mariny, którą w pijaństwo wpędził toksyczny małżonek, zmuszając kobietę do wspólnego picia.

Iwasiów konsekwentnie zajmuje się kobiecym alkoholizmem, w związku z tym trudno uciec od pytania o różnicę między męską i żeńską narracją na ten temat. Trzy sprawy rzucają się w oczy. Po pierwsze i o czym była już mowa, uderzającą cechą pijaczki z Pięćdziesiątki jest jej pospolitość, a nawet banalność. Małgosia – prosta dziewczyna po kiepskich studiach pedagogicznych, utrzymująca się z prywatnych lekcji angielskiego – doprawdy niewiele ma wspólnego z nadwrażliwcem o wydelikatnionej, podatnej na działania „złego demona” duszy. Żadnego tu patosu bądź uwznioślenia nie znajdziemy; żadnych „poetyzmów”. Po drugie, pijaństwo bohaterki jest dobrze „zakonspirowane”, szczelnie zasłonięte przed światem, w zasadzie niewidoczne; alkoholiczka – chyba bardziej niż alkoholik – skoncentrowana jest na grze pozorów, nigdy nie zdejmuje maski. Wreszcie po trzecie – kobiece picie jest, by tak rzec, obsesyjnie cielesne; pijaczka z powieści Iwasiów nieustannie wsłuchuje się we własne ciało, myśli tylko o tym, co używki lub medykamenty z jej ciałem robią. Niejako przy okazji bohaterka musi się odnieść do takich kwestii, jak wstręt czy odraza, ujmowanych tu w miarę szeroko, nie tylko w wymiarze fizjologicznym. 

Ambicje Ingi Iwasiów idą dalej, toteż nie wypada myśleć o Pięćdziesiątce, że jest po prostu kolejną opowieścią o piekle alkoholizmu. Tak jak w swoich wcześniejszych utworach, szczecińska pisarka zatroszczyła się o wyświetlenie społeczno-kulturowego tła, dała przenikliwe i wiarygodne opisy obyczajów (od wczesnych lat 70. ubiegłego wieku po aktualną dobę). Nie znaczy to jednak, że autodestrukcyjne skłonności Małgosi Miłej można objaśnić, odwołując się do wpływów środowiskowych bądź polskiej kultury alkoholowej. Powtórzmy – żadna interpretacja nie opisuje tego przypadku. I to oczywiście przesądza o atrakcyjności Pięćdziesiątki.

- Dariusz Nowacki