Jolanta

Sylwia Chutnik
Jolanta
  • Znak literanova
    wrzesień 2015
    124 x 194
    288 stron
    oprawa: miękka
    ISBN: 978-83-240-3528-1

Gdy na horyzoncie zobaczymy „industrialne budowle, jakieś fabryki, porty, kominy”, to znak, że dostaliśmy się na żerańską wyspę, na której mieszka Plemię Blokowców. Należy do niego między innymi Jolanta – tytułowa bohaterka nowej powieści Sylwii Chutnik. Jej życie można by opisać w paru zdaniach: mieszka na warszawskim Żeraniu, kończy szkołę krawiecką, zachodzi w ciążę, bierze ślub... Niby kwintesencja normalności. Ale czy na pewno? Już samo powtarzane przez kobietę jak mantra zdanie „nie mówić, nie ufać, nie odczuwać” pokazuje, że tak nie jest.

Laureatka Paszportu Polityki Sylwia Chutnik od czasu bardzo ciekawego Kieszonkowego atlasu kobiet konsekwentnie podąża własną drogą pisarską. Interesują ją słabsi, wykluczeni, pokrzywdzeni przez los. Raczej bywalcy programów interwencyjnych niż telewizji śniadaniowych. W nowej powieści, Jolancie, znów oddaje im głos. I znów jest w tym dobra.

Jolanta to jednocześnie czuła i bezlitosna, słodko-gorzka lektura. Sylwia Chutnik stara się trzymać blisko swych bohaterów, zamiast modnej dziś ironii stawia na współczucie. Chce swoje postaci zrozumieć, nie ośmieszyć. Z jednej strony otrzymujemy więc pełen empatii portret tytułowej bohaterki z jej biografią skrojoną w kontrze do obowiązującej dziś powszechnie narracji sukcesu, z drugiej opowieść o całych rzeszach ludzi przemielonych przez tryby transformacji, a zatem o Polsce, która zmienia się z dnia na dzień, wyrzucając za burtę tych, którzy za tymi zmianami nie potrafią nadążyć.

Warto zaznaczyć, że to znów Polska oglądana z perspektywy Warszawy – miasta, które jest stałym bohaterem prozy Chutnik, jej nieustającą inspiracją. Z sentymentem spoglądając na blokowisko lat 80., bacznie obserwując nadejście nowego, autorka Cwaniar pisze o samotności, bezradności, niedostosowaniu, wreszcie emocjonalnym kryzysie. Wraz ze swoją bohaterką przechodzi drogę polskiej transformacji i pierwszych lekcji kapitalizmu. Od naznaczonych jakąś niewinnością osiedlowych enklaw PRL, na których dzieciaki bawią się na trzepaku, przez młodość w czasach „rachunków, zakupów i braku perspektyw”, po samowolkę lat 90. Zmiany ekonomiczne („Tysiące złotych, inflacja zamieniła je w nic nie znaczące papiery”) idą w parze ze społecznymi, mentalnymi. Najpierw Polaków próbuje uzdrowić Kaszpirowski („No widzisz jak on działa, jaki to cud, jaki to Bóg!”), później pojawiają się pierwsze zwiastuny ery pism kobiecych.

Niestety, problemom Jolanty i sam Kaszpirowski nie może zaradzić. Pielęgnowanych latami traum nijak nie da się uzdrowić. Smutek związany z rozwodem rodziców, trudne doświadczenia dorastania, poczucie nieprzystosowania do pędzącego, coraz bardziej obcego świata uparcie trwają w Jolancie, nie dają się wyegzorcyzmować żadnymi modnymi hasłami czy coraz hojniej rzucanymi na półki towarami. Jolanta nie potrafi być w niczym dobra – ani w roli żony (mimo że jej mąż to porządny mężczyzna), matki ani córki. „Jak wiele można znieść?” – szepcze sama do siebie. „Przecież w tych wspaniale zapowiadających się czasach miało być wreszcie świetnie”. Tymczasem okazało się, że ogrom produktów na bazarze nie jest dla każdego, dla takich jak Jola lepsze życie dalej pozostaje w sferze marzeń.

- Patrycja Pustkowiak