Atlas: Doppelganger

Dominika Słowik
Atlas: Doppelganger
  • Znak
    Kraków, marzec 2015
    140 x 205
    352 strony
    oprawa: broszurowa
    ISBN: 978-83-240-3389-8

Podwojenie i zagubienie

Dziwny tytuł, dziwny zapis zdań, splątana narracja, nie wiadomo, kto jest głównym bohaterem. Atlas: Doppelganger, debiutancka powieść iberystki (rocznik 1988) to kolejne, tym razem wyjątkowo oryginalne dzieje dzieciństwa jako epoki zaczarowanej. Określona już przez krytyków mianem realizmu magicznego, proza Dominiki Słowik jest wielowątkową fantasmagorią spojoną w całość przez siłę narracji. Niełatwa i obszerna debiutancka powieść ukazała się w marcu, ale w niektórych księgarniach wciąż zajmuje honorowe miejsce na półce bestsellerów.

Centralną postacią jest tu dziadek; gaduła, konfabulant, właściwie monstrum – bo nie duch – opowieści. Dziadek tworzy monstrualne opowieści o własnych przygodach wilka morskiego, ale i wygląda jak potwór: „czaszka dziadka była pełna nierówności. oczywiście dostrzec je mogło tylko fachowe oko, bo jego ogromna głowa przypominała bezkształtny twór, jej kontur odcinał się na tle okna jak nieforemna gruda”. Atlas: Doppelganger rzeczywiście niesie coś z klimatu prozy Güntera Grassa czy Gabriela Garcii Marqueza, autorów, którzy wprowadzili do światowej literatury peryferyjne miejsca – kolumbijskie miasteczko Aracataca, słynne jako powieściowe Macondo, czy nieistniejący już wielokulturowy Gdańsk. W powieści Dominiki Słowik temat peryferii przedstawianych jako centrum wszechświata jest rodzajem gry z konwencją. Peryferia są tyleż oczywiste, co niedookreślone, osnute iberoamerykańskimi motywami na równi z niepokojącą aurą rozsypki popeerelowskiej materii, pełnej teraz obrzydliwości i skarbów. Osiedle kilku bloków mieszkalnych („zbudowanych przez komunistów”) stoi gdzieś wśród lasu, „na skraju miasta, bardzo blisko kopalni. za nią, aż po samą autostradę znaczącą granicę gminy, rozciągały się pola porośnięte wysokimi, suchymi trawami”. Topografia i kartografia są tematem i tajemnicą Atlasu. Dziadek ma kolekcję map „ze wszystkich krajów i każda była inna”. Ale jak naprawdę jest na świecie – tego nikt nie wie. Potwór być może zmyśla swoje przygody, a „rozkład mórz kontynentów” nigdy nie został ostatecznie potwierdzony. Atlas magiczny wyrasta z tego, co realne; rzecz dzieje się wszędzie i nigdzie, choć wiemy, że to Polska, lata 90. i najpewniej Śląsk (autorka urodziła się w Jaworznie). Opowieści dziadka, unieruchomionego na fotelu inwalidzkim, toczą się na morzach i oceanach, wśród lin, masztów, gwiazd i majaków rozchwianych umysłów marynarzy. Fragmenty rodzinnych biografii rozsypane są na polskiej wsi albo kryją się gdzieś w labiryntach opustoszałych bloków, hałd węgla i wysypiska śmieci po drugiej, obcej stronie autostrady. Opowieść, przynajmniej w jej głównym toku, snuje przed nami dziewczynka, która ma koleżankę Anię, a ta z kolei zdaje się być rzeczywistą wnuczką dziadka. Ale opowieści rodzą się też same: „po osiedlu krążyły wtedy różne legendy; o wódce niedopitce, o stu milionach Wałęsy, o tym, jak powstawały bloki”.

Rozpoczynające powieść słownikowe i literackie definicje słowa Doppelganger – czyli sobowtór i „zagubienie”, paradoks podróżnika – mają być wskazówkami dla czytelnika. Ale czy są nimi naprawdę? Sobowtórowa konstrukcja postaci dziewczynki – bo jest „Ania i ja” – nie wnosi żadnego z dziewczyńskich tematów dojrzewania, relacji rodzinnych czy poszukiwania tożsamości. „Ja” nie istnieje. Opowieść rodzi się z opowieści, pączkuje, rozrasta się, niepodziewanie urywa, aby – być może – znów odrodzić się dzięki tajemniczej sile narracji, sile, wobec której pisarka, jak sama twierdzi, czuje się niemal jak medium.

Sobowtór to ja i nie ja, po prostu definicja literatury jako takiej. Przestrzeń osiedla, gdzie na próżno poszukuje prawdy zagubiony podróżny o nazwisku Sadowski, może mieć tylko dziecięcego przewodnika. Świat, otwarty i niezmierzony, jest zarazem małym punktem – to bloki, trawy i drzewa niewidzialne na mapie. A wszystko mieści się w umyśle pisarki.

– Kazimiera Szczuka