Czarne serce

Janusz Anderman
Czarne serce
  • Wydawnictwo Literackie
    Kraków, maj 2015
    123 x 197
    284 strony
    oprawa: twarda
    ISBN: 978-83-08-05516-8

Czarne serce naznaczone jest wieloma powrotami – zarówno w obrębie fabuły, jak i w szerszym rozumieniu. Dwa powroty wydają się szczególnie znaczące i jednocześnie intrygujące: do starej książki oraz zdarzeń, jakie rozegrały się w kwietniu 2010 roku. Pierwszy z nich polega na tym, że w materię swojej najnowszej powieści Anderman włączył opublikowaną przed 23 laty Chorobę więzienną, niewielką objętościowo i niezbyt życzliwie przyjętą swego czasu opowieść podaną w formie scenariusza filmowego. W geście tym można zobaczyć próbę ponownego ożywienia utworu, który kiedyś, na początku lat 90. ubiegłego wieku, rozminął się z oczekiwaniami publiczności czytającej. Drugi powrót zasadza się na przypomnieniu społecznych reakcji na katastrofę smoleńską; tych najżywszych, a więc z pierwszych dni i tygodni. Pisarz nie skorzystał zatem z pięcioletniego dystansu, zrezygnował z możliwości reinterpretacji, dając jak gdyby spóźniony raport o stanie nadzwyczajnym. Rozstrzygnięcia, o których tu mowa, wydają się co najmniej zaskakujące.  

Oto dzień po upadku prezydenckiego tupolewa pod Smoleńskiem przybywa do Warszawy wysłannik francuskiej gazety, nie Francuz jednak, lecz Polak, który dwadzieścia lat wcześniej wyemigrował z kraju, a właściwie uciekł za granicę ścigany złą sławą. Został bowiem oskarżony o zamordowanie swojej partnerki; pół roku przesiedział w areszcie, kiedy toczył się proces poszlakowy. Ostatecznie został uniewinniony przez sąd drugiej instancji. Ważne jest to, że bohater trafił do tego samego więzienia w Białołęce, w którym po ogłoszeniu stanu wojennego był internowany. W trakcie drugiej odsiadki, żeby wypełnić jałowy czas, zaczyna pisać scenariusz filmowy zatytułowany Choroba więzienna; marzy mu się fabularyzowany dokument o internowanych, który zapewni mu rozgłos i rozwieje ciążącą na nim infamię (znajomi i przyjaciele są przekonani o jego winie). I tu, na prawach obszernego autocytatu, pojawia się stary utwór Andermana, wyposażony wszelako w nowe konteksty. Francuskim dziennikarzem okazuje się Antoni Marek, na nowo skonfigurowany bohater opowieści z roku 1992, jego partnerką zaś jest Wanda, młoda dziennikarka radiowa, która na kartach Czarnego serca również pojawia się jako figura przekształcona. Trudno jednak zrozumieć tę dość skomplikowaną operację sensotwórczą, a już najtrudniej wychwycić związki między traumą stanu wojennego, późniejszym krytycznym spojrzeniem na ten czas (logice rewizji została kiedyś podporządkowana Choroba więzienna) i smoleńskim dramatem.

Powtórzmy: bohater Czarnego serca przybywa do Warszawy, żeby napisać cykl reportaży o Polakach przeżywających żałobę narodową. Codziennie pojawia się tedy na Krakowskim Przedmieściu i szczegółowo notuje to, co widzi i słyszy. Drugie jest ważniejsze (dlatego ciągle ma włączony dyktafon) – rytuały żałobne, najróżniejsze zachowania, z przewagą tych histerycznych i aberracyjnych, są przede wszystkim wypowiadane; na dobrą sprawę pisarza interesuje wyłącznie głos „ludu smoleńskiego”, w istocie będący nie tyle głosem, ile niepojętą kakofonią lamentów, oskarżeń, szalonych deklaracji religijno-patriotycznych. W chwilach wolnych od zawodowych (reporterskich) obowiązków bohater rozważa tajemnicę śmierci Wandy. Nigdy się nie dowiedział, co się stało feralnej nocy, w aktualnym świecie też nie znajduje sposobów na rozwiązanie tamtej zagadki – wszystkie więzy łączące go z przeszłością zostały definitywnie zerwane. W świadomości bohatera pojawia się pewne continuum – dziennikarz uświadamia sobie, że jest tak samo bezradny wobec dalszej (stan wojenny) i bliższej (początek nowej Polski) przeszłości; teraźniejszości (wiosna roku 2010) także nie pojmuje. Wszystko zaczyna przypominać jakiś przerażający koszmar senny bądź opowieść wariata. Nie chodzi jednak o wyizolowany eksces; czarne serca nie zaczęły bić w kwietniu i maju 2010 roku pod Pałacem Prezydenckim, biły co najmniej od początku lat osiemdziesiątych. Taką właśnie konkluzję podsuwa Marta Wyka, która w nocie na okładce powiada, że Anderman sformułował „diagnozę polskiej traumy, trwającej od stanu wojennego do smoleńskiej katastrofy”.

– Dariusz Nowacki

Fragment najnowszej powieści Janusza Andermana można przeczytać tutaj.