Nieważkość

Julia Fiedorczuk
Nieważkość
  • Marginesy
    Warszawa 2015
    288 stron
    197 x 130
    ISBN 9788364700682

Bohaterki Nieważkości odczuwają ciągły deficyt, brak poczucia sensu, spójnej struktury, której chciałyby być częścią. Ich życie upływa na dziwnych czynnościach bez pokrycia, jakby nie potrafiły ustalić priorytetów. Zuzanna staje na krawędzi światła i cienia, Zuzanna pali, Zuzanna pije, Zuzanna stoi przy oknie. Helena ściera kurz, Helena pali, Helena wychodzi do ogrodu. Ewa pije alkohol, Ewa pali, Ewa zasypia na ławce. Bohaterki testują własne bycie, własną realność, dotykają swojego brzucha, uprawiają seks, żeby ustalić: jestem jeszcze? Na ile jeszcze jestem? To nawet nie jest pytanie o tożsamość, to ontologiczne, źródłowe pytanie o byt. „(…) zdarzenia codzienne powtarzając się, rytualizując i przyzwyczajając nas do siebie, sprawiają wrażenie pustych, martwych, pozbawionych głębszego znaczenia i tak zamaskowane prześlizgują się niezauważone przez nas” – pisała w Szczelinach istnienia Jolanta Brach-Czaina. Fiedorczuk nie tylko je zauważa, ale odwraca proporcje: buduje z tego, co zwykłe, potoczne, nieważkie. I pokazuje zmęczenie nieważkością, przepływem życia, które w codziennym doświadczeniu jest transparentne i niespecyficzne. „Jedyną poszlaką (po upływie życia – A.W-H) jest znużenie. Musiało chyba istnieć coś, co nas zmęczyło”.  

Fiedorczuk wywodzi tę ich nieustaloność, poczucie nieważkości / ulotności życia ze wspólnego doświadczenia śmierci, z którą bohaterki skonfrontowały się w sposób wyjątkowo okrutny w dzieciństwie. To było nagie doświadczenie, dzieci nie zdążyły wypracować mechanizmów obronnych. Pojawiło się poczucie metafizycznej winy, zwrot, który zwykle utożsamiamy z końcem dzieciństwa rozumianym jako stan, w którym można „tak po prostu” się cieszyć.

Tytuł nawiązuje do Kunderowskiej Nieznośnej lekkości bytu. Lekkość – potocznie kojarzona z beztroską, młodością i szczęściem jest tutaj negatywnością: utratą kontaktu ze sobą i światem, brakiem zakorzenienia, samotnością. Dla bohaterek – tak jak dla duchów z Dziadów Adama Mickiewicza lekkość jest przekleństwem, skazuje je na nieustanne dryfowanie w strefie „nigdzie”, na wieczny niepokój.

Symbolem tej nieważkości jest także dym. Wszystkie bohaterki kompulsywnie palą, dym jest czymś, czym próbują się wypełnić, ale palenie jest w tym kontekście czynnością bez pokrycia i tylko podkreśla dojmującą bierność bohaterek. Właściwie w żadnej z nich nie ma buntu, energii złości, którą można by spożytkować, przekształcić w coś pozytywnego, w działanie. Oglądamy je podczas czynności bez znaczenia. O takich momentach mówimy, że „wycieka nam życie”. W Szczelinach istnienia Jolanta Brach-Czaina pisała o tym, jak codzienny bałagan „narzuca nam swoje rozmamłanie i bierność. Odbiera energię. Trzeba ustąpić. Trzeba porządkować. Usuwać”. Helena to robi, prowadzi nawet klasyfikację kurzu, badania terenowe hotelowej sprzątaczki. Życie Ewy – najbardziej zdegradowanej fizycznie i społecznie polega na zaspokajaniu najprostszych pragnień, na balansowaniu pomiędzy jawą, a snem. Jest najbliżej śmierci w sensie biologicznym. Ale nawet Zuzanna – trzecia bohaterka, stojąca najwyżej w hierarchii społecznej, pozostaje w dziwnym zwieszeniu. Uprawia niejasny zawód, nie do końca wiadomo, czy bardziej związany ze sztuką, czy z handlem, absurdalny czy po prostu wysublimowany. 

Bohaterki Fiedorczuk nie chcą lub nie mogą przyjąć ustalonych kanonów, zachowań, pasujących do społecznych ról. Autorka opisuje normatywność jako formę faszyzmu. To coś, co petryfikuje bohaterki, unieruchamia w sztucznych pozach, gestach, które z miejsca stają się puste i zaczynają unieszczęśliwiać, stanowić przeciw-życie. Natomiast te postacie, które nie spełniają warunków społecznych norm – chłopiec niemowa, czy bezdomna alkoholiczka Ewa – zostają zdegradowane, odbiera się im prawa i podmiotowość, najwyżej próbuje posłużyć się nimi w celach karmienia własnego narcyzmu lub seksualności.

Powieść Fiedorczuk rozgrywa się na różnych planach, ale kluczowym, źródłowym tekstem, od którego wychodzą inne nici, jest ten pod tytułem „Rzeka” oznaczony datami 1987-1988. Tutaj zmysłowość jest nieco mniej mroczna i nie zawsze wiąże się z ucieczką z lub do śmierci. To świat dzieciństwa, opisywanego z perspektywy narratora z pełną jaskrawością i wiedzą, która bywa przecież okrutna. Ale autorka nie pomija także momentów olśnień, kiedy świat ukazuje się nagle w pełni, albo intensywnie objawia i jest po prostu prawdziwy i piękny, absorbujący i nie potrzebuje dopisywania sensów, przywoływania żadnych dodatkowych znaczeń. W Nieważkości to na przykład chwila, kiedy mały Mirek ogląda z Helą książkę o wulkanach i Ziemi i następuje ten specjalny moment maksymalnej intymności i komunikacji, które zwiemy porozumieniem między ludźmi. To, co umożliwia pierwszy pocałunek. Albo chwila, kiedy przyjaciółki pokazują sobie biustonosze, a potem piersi. Zuza patrząca na powieki Heleny: „w pełnym słońcu było na nich widać delikatne szare żyłki”. Albo kiedy przez chwilę ich koleżanka Ewka jest w centrum uwagi i wszyscy ją podziwiają. Znamienne, że wszystkie specjalne, symboliczne momenty zdarzają się między ludźmi.

Czy to raj na zawsze utracony? Czy wraz z niewinnością i dzieciństwem, tracimy na zawsze umiejętność patrzenia w taki sposób? Bo przecież Nieważkość to powieść o próbach życia na cienkiej linii między cieniem a światłem, czy może raczej – o próbie przesunięcia się w stronę światła i jednocześnie nadania wagi, sensu - sobie i światu.

- Agnieszka Wolny-Hamkało