Rdza

18.12.2017 Jakub Małecki
#
  • Sine Qua Non
    Kraków, 2017
    288 stron
    ISBN: 9788365836250

Rdza w szklance

Po Jakubie Małeckim można spodziewać się dobrze skrojonej książki, w której znajdzie się i współczesna prowincja, i wciąż żywa pamięć wydarzeń odchodzących do historii, zarówno prywatne dramaty głównych bohaterów, jak splątane losy kilku pokoleń ich przodków. Autor
Dygotu przyzwyczaił swoich czytelników do sprawnej narracji prowadzonej z kilku punktów widzenia, częstych retrospekcji, realizmu opartego na wyzyskaniu charakterystycznego detalu i szczypty niesamowitości. Jego książki zaludniają postaci o wyrazistych charakterach, skłonne do pełnych pasji związków i gwałtownych konfliktów. To wszystko znajdziemy w Rdzy – powieści współczesnej dla każdego.

Dorastanie Szymona Stawnego, nagle osieroconego dzieciaka, który zmaga się po swojemu z samotnością, lękiem przed okrutną „Bozią”, a później odrzuconą przyjaźnią, nabiera dodatkowych znaczeń na tle dziejów jego matki Elizy, babki Tośki i prababki Sabiny, powoli odsłanianych przed czytelnikiem. Dzięki konsekwentnemu wykorzystaniu dwóch naprzemiennych ciągów chronologicznych, okresu 2002-2016 i 1939-1995, Małecki splata biografie czterech pokoleń mieszkańców mikrokosmosu, jakim jest wieś Chojny. Pisząc sagę, ucieka się – nieco manierycznie – do chwytu buchalteryjnego wyliczenia, aby w skrócie zawrzeć esencję mijającego czasu:


W ciągu następnych czterech lat Sabina trzy razy się przeziębiła, osiem razy się śmiała, raz marzyła, żeby umrzeć i dostała trzydzieści dziewięć listów od Józka Kłody
(s. 120).

W ciągu kolejnych ośmiu lat Szymek poznał tabliczkę mnożenia, ból wyrywanego zęba, przebieg bitwy pod Grunwaldem, smak piwa, nazwy planet Układu Słonecznego, odgłos łamanego nosa, strukturę zdania złożonego i kształt piersi Wery
(s. 131).

W
Rdzy nie ma śladów interwencji Boga ani Opatrzności, choć jest to świat ludzi tradycyjnie religijnych i na ogół praktykujących. Ujawnia się natomiast potęga losu. Co prawda przybiera on postać zbiegu okoliczności, ale w najgłębszym przekonaniu bohaterów jest nieodwracalnym, przemożnym fatum:

Zakochał się kilka minut przed dwunastą, na poboczu drogi, ziewając. (…) Podniósł wzrok i już
(s. 56).

I nagle, pewnego dnia, cały ten porządek legł w gruzach. Była sobota, już po pracy, jeszcze przed czytaniem. Niosąc do domu wiadro z wodą ze studni, Tośka po raz pierwszy od lat zobaczyła Niewidzialnego Człowieka
(s. 125).

Jeśli więc miłość, to namiętna, straceńcza, nie zważająca na bariery społeczne, materialne czy obyczajowe (po raz kolejny u tego pisarza pojawia się na przykład subtelny wątek uczucia pomiędzy starzejącymi się ludźmi). Jeśli nienawiść, to ślepa, niszcząca godność owładniętych nią wrogów. Bohaterowie zwykle poddają się biegowi zdarzeń, jakby nie wierząc, że można stawić czoła światu. Są co prawda w powieści odmieńcy lub nadwrażliwcy, jednostki tak niezwykłe, jak wybitnie zdolny Gracjan, żyjący w świecie zapachów Michał, oryginał Telesfor, piękna Julia. Najczęściej jednak padają oni ofiarą swej wyjątkowości lub – jak matka Szymka – świadomie się jej wyrzekają.

Małecki operuje symboliką, która sięga jednocześnie wysokich i niskich rejestrów: niedźwiedź, pralka, topola, „Bozia”, rdza reprezentują niewyartykułowane wprost obawy bohaterów, a ich kolejne przywołania skutecznie scalają opowieść.

Poza atrakcyjną warstwą obyczajową, wartką fabułą i wyrazistymi symbolami jest w
Rdzy wątek, który wydaje mi się szczególnie istotny. Pisarz na przykładzie niewielkiej wsi w powiecie kolskim, przez którą przetoczyła się wielka historia, odtwarza mechanizmy pamięci o wojnie (doskonałe fragmenty wspomnień małej Tośki, nierozumiejącej prawie niczego poza strachem, głodem i… nudą czasu okupacji) i Zagładzie (obóz w Chełmnie, obecny poprzez obraz kościoła pełnego ubrań zamordowanych, smród palonych ciał, załamanie psychiczne Karola Lipca – świadka zbrodni). Wskazuje na trwałą obecność traumatycznej przeszłości w naszym – wydawałoby się – pospiesznym i powierzchownym świecie. Budzik, najbardziej niejednoznaczny bohater książki, potrafi nazwać tę obecność w listach do nieżyjącego ojca:

Ta stara brona to tak zardzewiała, że aż się rozpadła.

Rdza sama leży, płatki takie jakby. Ale część to wsiąknęła w ziemię i gdzieś sobie jest
(s. 210).

Z tymi, co się tam spalili to może jest tak samo jak z ta broną co po niej została rdza. Może oni też trochę tu zostali i trochę jeszcze gdzieś tu są?
(s. 211-212)

I Budzik zbiera rdzę, zanosi do domu, spogląda na jej płaty w szklance – tak przygotowuje się do rozprawy z własnym cierpieniem. Tytuł powieści wskazuje więc na jej uniwersalny wymiar. Małecki napisał książkę dla każdego: przystępną i popularną, ale jednocześnie stawiającą poważne pytania, które pozostają bez prostych odpowiedzi.

- Anna Spólna