Przyszedł człowiek żeby chłostać morze

03.04.2017 Krzysztof Karasek
#
  • Instytut Mikołowski
    Mikołów, marzec 2017
    format: a5
    oprawa: miękka ze skrzydełkami
    134 strony

Pochwała wszechstronności

Bogaty dorobek poetycki Krzysztofa Karaska (trzydzieści książek, wliczając w to wybory wierszy) powiększył się o kolejną pozycję. W Instytucie Mikołowskim ukazał się tom Przyszedł człowiek żeby chłostać morze (2017).

Tom, którego podtytuł brzmi Setnik wierszy, zawiera sto utworów niezwykle starannie skomponowanych. Dodajmy od razu, że autor stosuje różne zasady zestawiania ze sobą wierszy. Klamruje utwory podobne tematycznie, ale też może je zestawiać na zasadzie kontrastu. Inną regułą jest zmienianie tonacji widoczne choćby w tym, że wiersze poważne zostają zderzone z ironicznymi czy satyrycznymi. Jeszcze innym rozwiązaniem jest kojarzenie utworów obszernych z wierszami o rozmiarach fraszki czy epigramatu. I wreszcie konfrontowanie ze sobą wierszy kulturowych czy intelektualnych z notacjami reportażowymi czy werystycznymi. Te wszystkie zabiegi kompozycyjne sprawiają, że Przyszedł człowiek… jest tomem polifonicznym, a zarazem odsyłającym do toposu księgi, w której każdy element znaczy nie tylko poprzez to, czym jest, ale również poprzez relacje, w jakie wchodzi z innymi elementami. Właśnie owa przemyślana kompozycyjnie różnorodność sprawia, że czytelnik ma poczucie obcowania z tomem poetyckim jako architektoniczną całością.

Przyszedł człowiek żeby chłostać morze jest kolejnym zbiorem, w którym warszawski autor konsekwentnie realizuje poetykę wiersza polifonicznego, ale też komponuje książkę jako strukturę wielogłosową. Krzysztof Karasek nie raz powtarzał, że na własny język trafił dość późno. Za tom przełomowy autor Godziny jastrzębi uznaje Gondwanę i inne wiersze (2006). To właśnie w tym tomie zasada polifonii może po raz pierwszy dała o sobie znać tak dobitnie. Czym jednak jest Karaskowy wiersz polifoniczny? To wiersz złożony z rozmaitych ingrediencji. Jest w nim fetor śmietnika i zapach salonu, chwytająca za serce nostalgia i chłód intelektu, transgresyjna wizja i zdyscyplinowana argumentacja, wieloznaczny koncept i jednoznaczna deklaracja, aluzyjna gra literacką tradycją i dezynwoltura bezpośredniego wyznania. A wszystko podstemplowane wyrazistą osobą i postawą.

Nie sposób w krótkim omówieniu pokazać tematyczne bogactwo, ale też poetycką i myślową różnorodność tomu Przyszedł człowiek…, zatrzymam się więc na wątku autotematycznym, niezwykle istotnym w tej książce. W utworze Wiersz współczesny czytamy:

Żadne „tematy”. Same impulsy.
Żadnej ciągłości. Zdanie bez zaczepienia
w składni (zaczepienie w transcendencie).
Żadnych umizgów do czytelnika,
zdanie przeciw zdaniu.
(…)

Jednak, pod spodem, rwący nurt,
Gwałtowny, spieniony, ciemny.
To nie wyschło, to istnieje, jest.
Nie zostało zakwestionowane
mimo prób dekonstrukcji i gwałtu na składni.

Dla Krzysztofa Karaska wiersz wciąż pozostaje wyprawą w nieznane, bowiem jest rodzajem sondy wysyłanej ku temu, co „gwałtowne”, „ciemne”, a co najpewniej jest samym życiem w jego nieustannym ruchu i przemianach. Dodajmy jednak od razu, że dla autora Wiedzy radosnej (2015) wiersz jest również czymś nieprzewidywalnym, nieobliczalnym. Można by nawet powiedzieć, że dla Karaska każdy pisany wiersz jest zamachem na całość dotychczasowej poezji, rodzajem totalnej notacji, próbującej pomieścić w sobie wszystko. Nic więc dziwnego, że stanowi rodzaj walki, a sam „poeta jest bandytą języka. Nie uznaje reguł, jakimi pętają go profesorowie i dentyści”.

W tomie Przyszedł człowiek żeby chłostać morze powraca poeta do wątku, który obecny jest w jego poezji właściwie od debiutu. Mam na myśli pytanie o poetę; jego status egzystencjalny oraz miejsce w świecie. W wierszu bez tytułu otwierającym tom czytamy:

Rana tak czy owak
pozostaje ta sama,
niezabliźniona. Rana,
która się szerzy.
Przekazywana z pokolenia na pokolenie.
Rana, która jest poetą.
Śpiew o niej, jest wyznaczaniem granic
poezji.

Egzystencjalny dyskomfort, istnienie, które permanentnie uwiera, życie „w stanie niepewności, w atmosferze tajemnicy i zwątpienia” stwarzają – zdaje się podkreślać Karasek – poetę. O ile poeta potrafi wytrwać w tym stanie, w tym sposobie życia, jest szansa, że jego wiersz będzie mocny, wyrazisty, wiarygodny. Zdoła, na swój sposób, wyartykułować prawdę o rzeczywistości.

Czytając tom Przyszedł człowiek żeby chłostać morze nie możemy zapominać również o tym, że Karasek jest poetą kultury. Aluzje, cytaty, parafrazy tworzą gęstą sieć odniesień do ważnych dzieł literatury i sztuki. Bo też autor Gier weneckich (2007) prowadzi od lat dialog z tradycją literacką oraz artystyczną Zachodu i Wschodu, ciekawie i oryginalnie ją interpretując. W najnowszym tomie znajdziemy odwołania do Goethego, Szekspira, Blake’a, Pascala, Tołstoja, Rimbauda, Apollinaire’a, ale również do Rumiego, Kabira czy Bashō. U Karaska bowiem mocna egzystencjalna podstawa  wiersza w żadnym razie nie kłóci się z jego kulturowym oddechem, otwarciem na rozmaite nurty i dopływy.

Czyż to nie zdumiewające, że ten osiemdziesięcioletni poeta wciąż jedzie w czubie naszego poetyckiego peletonu, inicjując, kolejnymi tomami, interesujące akcje zaczepne? Przyszedł człowiek żeby chłostać morze stanowi dowód na to, że Krzysztof Karasek wciąż jest w świetnej formie: witalnej, mentalnej, poetyckiej.

Grzegorz Kociuba