Znajdka

13.12.2016 Dobrosława Rurańska
#
  • Tadam
    Warszawa 2016
    ISBN 978-83-945249-0-6
    175x250
    36 stron

Czasami doskwiera nam samotność, czegoś nam brakuje. Szukamy, wypatrujemy, czekamy. Na miłość, przyjaźń, sens życia. Dotyczy to nie tylko dorosłych, ale także nastolatków i dzieci. Dobrosława Rurańska, autorka komiksu dla dzieci pt. Znajdka uznała, że powinny poznać i zrozumieć to uczucie jak najwcześniej.

Znajdka to w zasadzie picture book, pozbawiony nie tylko dymków, ale też tekstu w ogóle. Komiksowi puryści mogą więc mieć problemy z zakwalifikowaniem go do swojej ulubionej kategorii. W albumie nie znajdziemy tradycyjnego dla komiksu podziału na plansze czy kadry. Składa się wyłącznie z ilustracji całostronicowych, typu spread, pozbawionych nawet marginesów, dzięki czemu czytelnik może doznać pełnej immersji – modne ostatnio pojęcie z obszaru elektronicznej sztuki interaktywnej – ze światem książki.

Bohaterem Znajdki jest przypominający nieco kota stworek, Nenek. Choć określenie to nie pojawia się nigdzie w książeczce, to z pomocą przychodzi nam internetowe portfolio autorki. Znajdka jest bowiem tylko wycinkiem bogatego uniwersum Rurańskiej. Na jej blogu można znaleźć mnóstwo dodatkowych materiałów – ilustracje, plakaty, całe książeczki z innymi Nenkami. Książkowy Nenek mieszka samotnie na łące, gdzie obserwuje inne stworki – małe i duże – łączące się w pary. Z czasem spotyka zwierzątko łudząco podobnego do siebie, ale dopiero początek jego przygód.

Choć to nie brzmi jak najlepsza reklama książki dla dzieci, to przy pierwszym kontakcie z ilustracjami Rurańskiej przychodzi do głowy tylko jedno słowo: psychodeliczne. Autorka używa intensywnych, niemal neonowych barw. Chętnie zestawia ze sobą kolory z przeciwległych końców skali – zielenie z czerwieniami, żółcie z błękitami. Niekiedy łączy je w nieoczekiwany sposób, jak np. ciemny fiolet i czerń. Często stosuje jasne kontury wokół ciemnych obiektów, dzięki czemu ilustracje wydają się wibrować światłem. Koloruje płaską plamą, bez przejść tonalnych, zaś poszczególne plany różnicuje jedynie za pomocą barwy. Kompozycje ustawia koncentrycznie, wokół istotnych dla fabuły obszarów planszy.

Przeglądając Znajdkę ciężko uniknąć skojarzeń z estetyką Żółtej Łodzi Podwodnej – słynnego brytyjskiego filmu animowanego z 1968 r., inspirowanego muzyką jeszcze słynniejszego zespołu „The Beatles”. Szukając analogii w na rodzimym podwórku – najbliższe Znajdce są ilustracje Macieja Wojtyszki z lat 70. XX wieku. Bromba i inni, Tajemnica szyfru Marabuta czy Trzynaste piórko Eufemii nie miały wprawdzie gęstości, którą operuje Rurańska, ale bez wątpienia jest to zbliżony sposób myślenia o kresce i barwie.

Znajdka ukazała się na rynku nakładem wydawnictwa „Tadam”, które w 2016 r. z impetem weszło na rynek książki dziecięcej, chętnie współpracując przy tym z ilustratorami wywodzącymi się ze środowiska komiksowego. W ofercie wydawnictwa znajdziemy m.in. książkę Macieja Jasińskiego pt. Jak wytresować Cthulhu, z ilustracjami Jacka Frąsia, a także serię wykonanych z grubego kartonu książeczek dla najmłodszych, formatem przypominających słynną w PRL serię „Poczytaj mi mamo”. W ramach tej linii wydawniczej dostępne są już dwie część przygód sympatycznego Smoczka Loczka, będące owocem współpracy Jasińskiego i znanego rysownika komiksowego, Piotra Nowackiego.

Dobrosława Rurańska jest ubiegłoroczną absolwentką pracowni grafiki książki ASP w Katowicach. Widać wyraźnie, że mury uczelni opuściła z klarowną wizją tego, co chce osiągnąć jako ilustratorka. Kolorowanie drobnych listków leśnej gęstwiny, w której mieszka Nenek, jest bez wątpienia żmudną pracą, ale się opłaca. Dzięki temu Znajdka nie przypomina żadnej innej książki dla dzieci, jakie widziałem w ciągu ostatnich kilkunastu lat.

Rurańska zadebiutowała w kwietniu 2016 r. ilustracjami do książki pt. Myszka (tekst Dorota Gellner, wyd. Bajka). W jej portfolio można znaleźć także inne, równie ciekawe projekty, realizowane jeszcze w ramach zajęć na ASP. Na wydanie czeka kolejna jej książka, pt. Księżyc, której bohaterem jest inny stworek, tym razem rozpaczliwie pragnący dostać się na księżyc. Ostatecznie pomaga mu w tym żywiący się drzewami iglastymi olbrzym. Znów, jak w Znajdce, jest trochę strasznie, ale też wzruszająco, a z postaci emanuje muminkowe ciepło, jakiego często brakuje współczesnym bohaterom literatury dziecięcej.

W oczekiwaniu na kolejne albumy Rurańskiej warto sięgnąć po Znajdkę, która zapewni rozrywkę zarówno najmłodszym, jak i oglądającym z nimi książkę dorosłym.

Artur Wabik