Superior Spider-Man. Mój własny najgorszy wróg

20.01.2016 Dan Slott
#
  • Egmont
    grudzień 2015
    rysunki: Ryan Stegman, Giuseppe Camuncoli
    tłumacz: Piotr W. Cholewa
    167 x 255
    120 stron
    oprawa: miękka
    ISBN: 978-83-281-1075-5

Z wielką mocą wiąże się wielka odpowiedzialność. Wie o tym każdy, kto dorastając, zaczytywał się  w zadrukowanych niewyraźnym drukiem, łączonych zszywkami zeszytach z przygodami amerykańskich superbohaterów. Autor tych słów – Stan Lee z wydawnictwa Marvel – nie mógł przypuszczać, że po 54 latach będą one nadal napędzać trwające nieprzerwanie od 1962 r. przygody zadziwiającego Spider-Mana.

Człowiek-Pająk od początku wyróżniał się na tle innych superbohaterów. Pomimo fantastycznych mocy zmagał się z codziennością, która niewiele różniła się od problemów, z którymi borykali się jego czytelnicy. Jeśli akurat nie wkuwał do egzaminów, to zapewne wzdychał do szkolnej piękności lub opiekował się samotną ciotką. Był pierwszym w historii Marvela nastoletnim superbohaterem, co samo w sobie stanowiło przełom w konstruowaniu tego typu fabuł. Walkę z przestępczością, w odróżnieniu od swoich kolegów po fachu, traktował jak żmudny obowiązek, którym obarczył go ślepy los. Z większości starć wychodził poraniony lub połamany. Nieustannie czytał na swój temat kąśliwe artykuły w Daily Bugle – tabloidzie, w którym jako Peter Parker pracował w charakterze fotoreportera. Po 50 latach i 700 zeszytach z jego przygodami formuła wydawała się być ostatecznie wyczerpana. W grudniu 2012 r., a więc z końcem świata przewidzianym przez starożytnych Majów, ukazał się ostatni numer serii „The Amazing Spider-Man”, w którym Peter Parker ginie. Nie pierwszy – i jak należało się spodziewać – nie ostatni raz, lecz pomimo to finałowy zeszyt serii nabyło ponad 200 tysięcy czytelników.

Zakończony cykl szybko zastąpiła nowa seria zatytułowana „The Superior Spider-Man”, będąca bezpośrednią kontynuacją poprzedniej. Co kilka lat wydawnictwo Marvel wykonuje restart swoich serii, aby uporządkować porozrzucane, często sprzeczne ze sobą wątki i pozyskać nowych, młodszych czytelników. Przepoczwarzenie „zadziwiającego” w „ulepszonego” wpisało się w rozpoczęcie nowej linii wydawniczej pod nazwą „Marvel NOW!”. Cztery lata później wydawnictwo Egmont Polska proponuje polskim czytelnikom zapoznanie się z Superior Spider-Manem w albumach zbierających po pięć oryginalnych amerykańskich zeszytów. Oczywiście bez reklam i drobnych ogłoszeń, które są standardem wydań zeszytowych w USA, upodobniającym je do gazetek wydawanych przez hipermarkety. Egmont podszedł do sprawy z głową: aby zapoznać czytelników z wydarzeniami z 2012 r., które nigdy nie ukazały się w Polsce, w pierwszej kolejności wydał album zbierający ostatnie trzy zeszyty (#698 – 700) kultowej serii „The Amazing Spider-Man”. W Polsce ukazały się one we wrześniu 2015 r. pod tytułem Superior Spider-Man. Ostatnie życzenie. Stanowią one prolog do właściwej fabuły, którą rozpoczyna grudniowy album pt. Superior Spider-Man. Mój własny najgorszy wróg.

Jaki jest nowy, ulepszony Spider-Man? Przede wszystkim nie jest całkiem sobą. Nie zdradzę wiele, pisząc to, co wszyscy fani tej postaci już wiedzą: ciałem Pająka zawładnął jego największy wróg, dr Octopus. Brzmi idiotycznie? Trochę tak, ale odpowiedzialny za scenariusz serii Dan Slott rozgrywa to z klasą. Slott już od 2008 r. podprowadzał sagę o Spider-Manie do przełomowego momentu, w którym znalazła się w chwili obecnej, można więc zakładać, że wie co robi. Jego Spidey jest bohaterem na miarę naszych czasów – do śledzenia wrogów używa tabletu (z własnoręcznie napisaną aplikacją), zaś zaoszczędzony w ten sposób czas spędza na dbaniu o swój wizerunek w mediach społecznościowych. Część z tych innowacji jest wynikiem pragmatyzmu dr. Octopusa, ale całość stanowi po prostu odbicie naszej rzeczywistości technologicznej. W ten sposób autorzy wprowadzają do komiksu superbohaterskiego coś, czego od jakiegoś czasu dramatycznie mu brakowało – realizm. Pomijając fakt, że polskie przedruki były najczęściej spóźnione o dekadę, to i w USA można było odnieść wrażenie, że w komiksach czas zatrzymał się w XX wieku.

W Superior Spider-Manie wszystko dzieje się na żywo, przy powszechnym, natychmiastowym dostępie do informacji. Lwia część kłopotów bohatera to przestępstwa internetowe, cyberterroryzm i rozchodzące się viralowo filmiki ośmieszające władze miasta. Ewolucję przeszli także wrogowie Pająka. Po ucieczce z więzienia socjopatyczny morderca oferuje swoje usługi dużej korporacji – za odpowiednią sumę będzie zabijał w koszulce z logo ich konkurencji. Para dowcipnisiów na swoje ofiary wybiera tylko młodych mężczyzn rasy kaukaskiej, aby nie być posadzonym o uprzedzenia wiekowe, płciowe lub etniczne. Scenariusze wreszcie nie są banalne, życie uczuciowe Parkera nie jest wyłącznie dodatkiem do mordobicia, a jego partnerka Mary-Jane przestała być ozdobnikiem z biustem w rozmiarze D. Po latach powraca to, co w latach 60. było siłą pierwszego Spider-Mana, uwikłanego w zwykłe sprawy bohatera z ludzką twarzą.

Po albumach takich jak Powrót Mrocznego Rycerza Franka Millera czy Strażnicy Alana Moore'a, które pod koniec lat 80. przedefiniowały gatunek, Spider-Man stracił swoje atuty. Na kolejne 20 lat utknął w świecie pogoni za przestępcami, kończącymi się dla nich utratą przytomności i pobudką w więzieniu. Powszechnie wiadomo, że Spidey nie zabija wrogów; nie używa nawet broni palnej. Dr Octopus kwestionuje te zasady, ponieważ powoduje nim logika, a nie empatia. Superior Spider-Man to zupełnie nowa odsłona Pająka, dzięki której Parker wiele się nauczy. Będzie mógł skorzystać z tej wiedzy po powrocie do swojego ciała, co – nie ma wątpliwości – wreszcie się stanie. Do tego czasu Ottavius przemebluje w gruncie rzeczy nudne i monotonne życie Parkera na tyle, aby ten archaiczny bohater dogonił swoją epokę. Przy okazji zrobi mu doktorat, usprawni jego patrole, pojedna się z J. Jamesonem, zacznie współpracować z policją i być może odzyska żonę. Słowem, wywróci świat Spider-Mana do góry nogami. Dobrze, najwyższy czas!

Rysunki do  Mojego własnego najgorszego wroga wykonali Ryan Stegman (#1 – 3) oraz Giuseppe Camuncoli (#4 – 5), zaś kolory na całość położył niezastąpiony Edgar Delgado. Rysownicy mają zbliżoną kreskę, co dobrze wpływa na spójność historii, przy czym Stegman wypada moim zdaniem odrobinę lepiej. Sympatycznym dodatkiem do fabuły jest galeria okładek zeszytów oraz ich wariantów (autorstwa m. in. popularnego ostatnio Scotta Campbella) oraz miniaturki wszystkich 700 okładek „The Amazing Spider-Man”, pośród których polscy czytelnicy odnajdą wiele znajomych (szczególnie w przedziale #200 – 400). Zapowiedziany przez Egmont na marzec kolejny tom serii pt. Superior Spider-Man. Kłopoty z głową przyniesie sporo niespodzianek, w tym udział jednego z moich ulubionych rysowników Marvela, Humberto Ramosa. Łącznie ukaże się najprawdopodobniej siedem lub osiem albumów zbiorczych, ponieważ seria „Superior Spider-Man” zamyka się w 33 zeszytach, wydanych pierwotnie pomiędzy styczniem 2013 r. a sierpniem 2014 r. Zachęcam więc do śledzenia przygód Pająka.

- Artur Wabik