Gajcy. W pierścieniu śmierci

Stanisław Bereś
#
  • Czarne
    Wołowiec, październik 2016
    133 × 215
    712 stron
    oprawa: twarda
    ISBN: 978-83-8049-377-3

Fragment książki Gajcy. W pierścieniu śmierci Stanisława Beresia został opublikowany dzięki uprzejmości wydawnictwa Czarne.

Copyright: Czarne

Urwana młodość

Szczenięcy wiek

Rok 1922, w którym urodził się Tadeusz Gajcy, nie przy­niósł ani w Polsce, ani na świecie zdarzeń, które można by nazwać zwiastunami losu, ale niektóre z nich mają swoją oczywistą treść symboliczną. W tym właśnie roku podpisa­no traktat w Rapallo, Benito Mussolini poprowadził marsz „czarnych koszul” na Rzym i objął władzę, w Moskwie odbyły się pierwsze procesy przeciwko „wrogom ludu”, a tuż przed końcem roku utworzono Związek Sowiecki. Dla samej Pol­ski rok ten zaznaczył się przyłączeniem Wileńszczyzny do macierzy, wkroczeniem polskich oddziałów i administracji na Górny Śląsk, pierwszym zjazdem Młodzieży Wszechpol­skiej, ale przede wszystkim zabójstwem prezydenta Gabriela Narutowicza. W tym samym czasie w Stanach robił furorę jazz, otwierając karierę Louisa Armstronga, pojawiły się lody na patyku, a w Paryżu zapanowało szaleństwo fokstrota. W kinach z wypiekami na twarzach oglądano Nosferatu - symfonię grozy Friedricha Murnaua i Doktora Mabuse Fritza Langa, a na drogach kontynentu witano technologiczny hit - lancię lambdę oraz uwielbianego przez kobiety citroëna 5CV, rozwijającego szybkość sześćdziesięciu kilometrów na go­dzinę. W cieniu takich atrakcji Nagrodę Nobla otrzymał Albert Einstein, odszedł Marcel Proust, ukazały się Ulisses Jamesa Joyce’a, Siddhartha Hermanna Hessego i Ziemia ja­łowa Thomasa Stearnsa Eliota, a Edyta Stein przyjęła kato­licki chrzest. Równie niezauważalnie w Krakowie powstała awangardowa „Zwrotnica”. Przychodzenie na świat przy­szłych legend narodowej kultury z oczywistych powodów mieściło się w kategorii kameralnych wydarzeń rodzinnych. Ale dwóm z nich należy się uwaga: jedenaście dni po Gajcym urodził się Władysław Bartoszewski, a parę miesięcy później Tadeusz Borowski. Z jednym i z drugim przyszły poeta spot­ka się w okupowanej Warszawie na wykładach podziemnego kompletu polonistycznego.

W akcie urodzenia Tadeusza Gajcego czytamy:

Działo się w Warszawie w parafii Świętego Augustyna dnia dwudziestego piątego lutego tysiąc dziewięćset dwudzie­stego drugiego roku o godzinie piątej po południu. Stawił się Stefan Gajca, lat dwadzieścia cztery mający, ślusarz, za­mieszkały w Warszawie przy ulicy Dzikiej pod numerem czterdziestym trzecim i czterdziestym piątym w obecności Jakóba Zmarzlika, wyrobnika, i Anny Muszyńskiej, przy mężu introligatorze, pełnoletnich, zamieszkałych w Warszawie, i okazał nam dziecię płci męskiej, oświadczając, że takowe urodziło się w jego mieszkaniu dnia ósmego lutego roku bieżącego o godzinie dziesiątej wieczorem z jego małżonki Ireny z domu Zmarzlik lat dwadzieścia cztery mającej. Dziecięciu temu na Chrzcie Świętym, w dniu dzisiejszym odbytym, na­dane zostały imiona Tadeusz - Stefan1.

Mimo zawartego na marginesie aktu urodzenia sprosto­wania, pochodzącego z dnia 17 sierpnia 1935 roku, które głosi, iż „na mocy wyroku Sądu Okręgowego w Warszawie N. V. co. 717/35 prostuje się imię i nazwisko zeznającego akt »Stefan Gajca« na »Stefan - Marian Gajcy«”, ojciec oraz matka Tadeusza, jak i on sam aż do roku 1939 posługiwali się formą nazwiska: Gajc, a także - rzadziej - Gajczy oraz Gaycy2, co potwierdzają na przykład świadectwa szkolne3. W każdym razie koledzy szkolni Tadeusza pamiętają go jeszcze jako Gajca lub Gajcę, a nie jako Gajcego4. Dopiero dokumenty z okresu okupacji podają utrwaloną dziś wersję nazwiska - Gajcy5. Ten brak zdecydowania członków rodziny wynikał prawdo­podobnie z wahania pomiędzy przyzwyczajeniem do formy umieszczonej w dokumentach a chęcią powrotu do tej jego wersji, której używali przybyli w xix wieku z Węgier przod­kowie Gajcych.

Trudno z przesadną czołobitnością traktować opinie matek na temat swoich dzieci, bo wiadomo, że dyktuje je zachwyt, ale jeśli ktoś faktycznie pamięta, jak wyglądały dzieci po przyj­ściu na świat, to na pewno one. Już choćby dlatego opis nowo narodzonego potomka dokonany przez Irenę Gajcy jest godny przytoczenia:

Jako dziecko i zawsze potem - wspomina - Tadzik był prze­śliczny. Urodził się z czarnym, pięknym lokiem nad czołem, co wzbudziło podziw u wszystkich, a znajomy fotograf, ro­biąc mu pierwsze zdjęcie, wykrzyknął: „Zupełnie synek Na­poleona! Zobaczy pani tę fotografię, zupełnie mały Napole­on z tym lokiem na czole!” [szm 7].

Spoglądając na zachowane zdjęcia Tadeusza, zarówno z wie­ku niemowlęcego, jak i chłopięcego, trudno nie przyznać racji matce oraz Józefie Radzymińskiej („Miecz y Sława”), przyja­ciółce Gajcego z konspiracji. Jako niemowlę mógłby służyć za żywą reklamę dziecięcych odżywek, a jego napoleoński kos­myk zachował się na zdjęciach aż do okresu szkolnego, choć wtedy już w wersji ograniczonej przepisami gimnazjalnymi.

Sam poród był trudny i ryzykowny, co matka przeżyła szcze­gólnie mocno, bo jako akuszerka potrafiła ocenić sytuację i wią­żące się z nią ryzyko. O tym, jak duże znaczenie miało to dla późniejszych relacji matki z synem, mówi młodszy o pięć lat brat Gajcego - Mieczysław:

Matka opowiadała mi, że miała bardzo ciężki poród, i często do tej sprawy wracała. Wspominała, że urodziła to pierw­sze ukochane i oczekiwane dziecko z trudem. Myślę, że to miało potem wielki wpływ na jej kontakt z dzieckiem. Moja matka chyba Tadeusza w jakiś sposób wyróżniała. Trakto­wała go z większą - powiedziałbym - powagą. Myślę, że to wynikało z tego, że on sam był też chłopcem poważnym. Była w nim jakaś powaga, skupienie. Coś takiego uderzało mnie w nim również wtedy, gdy był chłopcem większym. Jakkolwiek we wspomnieniu jego rówieśników, przyjaciół, kolegów był jak każdy chłopiec - wesoły, pogodny, żywy, ni­czym specjalnym się pod żadnym względem niewyróżniający. Poza tą zdolnością do przechodzenia w pewien typ - powie­działbym - zamyślenia. To był chłopiec myślący [śtg 01:20].

Ulica Dzika, przy której urodził się i spędził swoje dzie­ciństwo przyszły poeta6, stanowi przedłużenie ulicy Powąz­kowskiej. Tędy właśnie, pod oknami dwupiętrowego domu numer 43/45 7, zamieszkałego przez siedem osób, przechodziły wszystkie kondukty pogrzebowe zmierzające ku Powązkom. Znalazło to zresztą odzwierciedlenie w kilku utworach Gaj­cego 8. Z powodu bliskości nekropolii na końcowym odcinku ulicy znajdowało się kilkanaście zakładów kamieniarskich. Obok nich rozciągały się ogromne składy drzewne, opałowe i budowlane. W czasie okupacji z jednej strony domu poety znajdzie się getto, z drugiej zaś (na skrzyżowaniu Dzikiej i Stawek 4/6) - osławiony Umschlagplatz, skąd od 1942 roku wyruszać będą transporty z Żydami do komór gazowych.

Sąsiednia kamienica należała w drugiej połowie xix wie­ku do słynnego drukarza Samuela Orgelbranda, a wzdłuż wschodniej pierzei Dzikiej rozciągał się tak zwany plac Bro­ni, będący wcześniej terenem wojskowej musztry. Dzielnica była uboga, zaludniona głównie biedotą żydowską i polską. Tutaj zresztą w początkach xx wieku założono schronisko braci albertynów dla bezdomnych, a w bezpośredniej odleg­łości od domu Gajcych znajdowały się dwa więzienia (przy ulicach Gęsiej i Pawiej), kirkut oraz wielki targ starzyzną, czyli „Wołówka”.

Zabudowa ulicy Dzikiej składała się w większości z ponu­rych domów mieszkalnych oraz wciśniętych między kamie­nice lub ulokowanych na podwórkach licznych warsztatów kamieniarskich wykonujących nagrobki. Dwupiętrowy dom nr 43/45 wyglądał jak przyklejony do wielkiej kamienicy, bu­dowanej z przeznaczeniem na hotel. Z hotelowych planów właściciela nic jednak nie wyszło i kamienicę ową zamieszkał rój ubogich rodzin żydowskich. W małych pokoikach niedo­szłego hotelu gnieździło się po kilka osób. [...] Mieszkanie [Gajcych] składało się z dużego pokoju i dużej kuchni, prze­dzielonej na pokój stołowy i kuchnię właściwą. [...] Oprócz Tadeusza i jego rodziców mieszkali tu jeszcze rodzice matki, starsi państwo Zmarzlikowie, później młodszy brat Tadzika Mieczysław i służąca Zosia [pt 181].

Ojciec poety miał ciekawą przeszłość - w młodości przez wie­le lat pracował w Rosji jako komiwojażer, rozprowadzając etui do orderów (między innymi dla rodziny carskiej)9, w czasie wojny z bolszewikami w 1920 roku służył zaś jako telegrafista, a potem zatrudnił się na stanowisku ślusarza w Zakładach Naprawczych Taboru Kolejowego na Pradze. Matka z kolei pracowała jako akuszerkal0, zdobywając sobie w okolicy liczną żydowską klientelę, a w wolnych chwilach oddawała się dzia­łalności charytatywnej, co dodatkowo stabilizowało jej zawo­dową pozycję. (Wśród dzieci, które po wojnie przyjęła na świat, znajdowali się przyszli prezydent i premier Rzeczpospolitej Polskiej Lech i Jarosław Kaczyńscy; ich matka Jadwiga Ka­czyńska zaprzyjaźniła się z Ireną Gajcy i wpadały do siebie na kawę11).

Mimo pozorów ubóstwa rodzice Tadeusza utrzymywali się na przyzwoitym proletariackim poziomie, a nawet podjęli wysi­łek podwyższenia standardu życia, czego dowodzi rozpoczęcie budowy domu na Marymoncie przy ulicy Międzychodzkiej 27, do którego przeprowadzili się w czasie okupacji. Jak mówi Mieczysław Gajcy:

[...] mój ojciec z jakiegoś takiego skromnego nadmiaru go postawił i nie miał zamiaru tam mieszkać, bo moja mama nigdy sobie nie wyobrażała, żeby w takiej dzielnicy jak Marymont mogła być jakaś klientela, była przecież poważną akuszerką [śtg 13:35].

Bez wątpienia ten wysiłek organizacyjny i finansowy musiał się odbijać na sposobie funkcjonowania życia domowego, któ­rego ciężar spoczywał głównie na ramionach babki.

Babcia moja, Stanisława Zmarzlik - wspomina brat poety - była osią domu, nawet w sensie duchowym organizowała całe życie codzienne. Tak jak babcia w każdym domu. Miała ten dodatkowy obowiązek, że musiała często zastąpić mamę. Też faworyzowała Tadeusza. Może intuicja starszej kobiety podpowiadała jej, że trzeba nim się zająć z większym ciepłem [śtg 02:30].

Babcia Aurelia Stanisława Zmarzlikowa (z domu Rak), uro­dzona w Różanie, podobnie jak jej mąż w 1867 roku12, była córką gajowego, a więc znakomicie znała się na grzybach i in­nych roślinach leśnych, co niejednokrotnie w życiu ratowało ją i jej rodzinę przed głodem. W czasie pierwszej wojny świa­towej pracowała jako pielęgniarka na Krymie, natomiast jej mąż13 walczył o przetrwanie wielkiego głodu w Warszawie wraz z dziećmi Ireną i Stanisławem. Choć zachowane zdjęcia mogą sugerować osobę mało przystępną i twardą, w rzeczywi­stości cechowała ją prostota połączona z roztropnością, a suro­wość z czułością, o czym zaświadcza Mieczysław:

Nasza babka była prostą kobietą i jak każdy człowiek wy­chowany na wsi zachowała do końca bystrość umysłu, po­godę, humor, zdrowy rozsądek, niezwykłą prostotę w obco­waniu z innymi, połączoną z poczuciem własnej godności. Dla Tadeusza była uosobieniem żywotności i przyrody, tym wszystkim, co kojarzy się nam z najpiękniejszą, najprost­szą mądrością życia. Dla babki zaś Tadeusz był po prostu ukochanym, pierwszym wnukiem. [...] kochała go niejako poza jego talentem, kochała go po prostu, dla niego same­go. Kiedy Tadeusz spał, matka nie wchodziła do pokoju, nie chciała go budzić, była wyczulona na każdy nastrój syna. Babka - nie. Wchodziła bez żenady do pokoju, bo dla niej znacznie ważniejsza niż nastroje czy zmęczenie wnuka była jego obecność [fbm 4].

Ciekawe uzupełnienie i potwierdzenie relacji brata przy­nosi wspomnienie koleżanki z konspiracji - Joanny Żwirskiej („Ludmiła”)14, powierniczki Gajcego w chwili jego załamania nerwowego w maju 1943 roku po nieudanej akcji składania wieńca pod pomnikiem Kopernika (25 maja), w której zginął jego przyjaciel Wacław Bojarski. Oto co zapamiętała ze zwie­rzeń poety na temat roli babki w jego życiu:

Ze wszystkimi zmartwieniami uciekał do babci. Była jedyną kobietą, która naprawdę go rozumiała. Cierpliwie wysłuchi­wała skarg, próśb, żalów i marzeń wrażliwego, niespokoj­nego chłopca [...]. Matce nie mówił o swoich rozmaitych strapieniach, aby jej nie martwić. Oszczędzając matkę, zwra­cał się do babci, bardziej wyrozumiałej i mającej więcej czasu dla wnuczka [wgd 373].


1 Akt urodzenia Tadeusza Gajcego, paginowany zespół rękopiśmienny pn. „Metryka Tadeusza Gajcego i dwa listy: Chmury (Stroińskiego) i NN (wierszem)”, Zakład Rękopisów Biblioteki Narodowej w Warsza­wie, sygn. Rps 10841 IV.

2 Dylematy związane z właściwym brzmieniem nazwiska Gajcego szerzej omawia Andrzej Tauber-Ziółkowski w tekście „Siwa młodość” (Portret Tadeusza Gajcego) [pt 179, 180]. Węgierskiego pochodzenia rodziny Gajcych, o czym pisze Jerzy Tomaszkiewicz, nie potwierdza brat poety Mieczysław Gajcy (rozmowa telefoniczna S. Beresia z M. Gajcym z dnia 19.02.2015).

3 Por. zbiór świadectw ze szkoły powszechnej oraz gimnazjum w zbio­rach Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie (sygn. 60-94).

4 Kazimierz Dybowski, szkolny kolega z klasy, w filmie dokumentalnym Hanny Etemadi Ślady. Tadeusz Gajcy wspomina: „Siedzieliśmy obok sie­bie przez pewien czas w jednej ławce z Tadeuszem Gajcą. On się u nas wówczas nazywał Gajca [...], byłem zaskoczony, kiedy się dowiedzia­łem po wojnie, że Gajca był poetą i pisarzem” [śtg 05:32]. Wypowiedzi bohaterów tego filmu na potrzeby książki zostały zredagowane.

5 Np. odnalezione przy zwłokach poety świadectwo urodzenia, wystawio­ne 3 października 1942 r., oraz kenkarta (w zbiorach Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza).

6 Lesław M. Bartelski utrzymuje, że Gajcy urodził się przy ul. Smoczej 1 [WGD 281].

7 „Ulica Dzika, róg Stawek - wspomina Mieczysław Gajcy - to jest właśnie to miejsce, gdzie się urodziliśmy. Przypatruję się okolicy, ale chyba nic poza drzewami pamiętającymi naszą młodość nie ocalało. Był to zupeł­nie inny krajobraz” [śtg 00:39].

8 Zob. np. poemat Ziemia oraz Opowieść z innego świata [p 52,168].

Stefan Gajcy został zatrudniony przez swojego szwagra Muszyńskiego, który miał własną firmę w Charkowie.

10 Stefan Gajcy urodził się 14 sierpnia 1897 r. w Warszawie (wg Anny Kuty-Gajcy) lub w mazowieckiej wsi Stanisławów (wg Bartelskiego [WGD 282]), zmarł 19 października 1971 r., jego żona Irena zaś, również warszawianka z Marymontu, przyszła na świat 10 października tego samego roku co mąż, a zmarła 1 kwietnia 1971 roku. Oboje zostali pochowani wraz synem w kwaterze A 27-7-24. „Jako narzeczeni pisywali do siebie listy [...], cechowała je nuta poezji. Rodzina Gajcych była liczna, ojciec miał sześciu czy siedmiu braci, jeden z bratanków, Czesław, zginął pierwszego dnia Powstania na Mokotowie, ale nie wiadomo, jakiego oddziału był żołnierzem" | WGD 282].

11 Kiedy 2 sierpnia 2009 r. prezydent RP Lech Kaczyński pośmiertnie od­znaczył Gajcego Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski „za wybitne zasługi dla niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej, za osiąg­nięcia w działalności na rzecz rozwoju polskiej kultury”, Antoni Gajcy (syn Mieczysława), który odbierał odznaczenie, zdziwił się, bo prezydent powiedział na całą salę: „Pana babcia wyciągnęła nas obu na świat” (re­lacja ustna M. Gajcego z dn. 2.02.2015).                            

12  Tu warto zwrócić uwagę na ciekawą koincydencję kalendarzową: nie tyl­ko dziadkowie Gajcego, ale i jego rodzice byli urodzeni w tych samych latach.

13  Dziadek Gajcego Zmarzlik (1867-1942) pochodził z niezmiernie bogatej rodziny posiadaczy ziemskich, niestety ich wielka fortuna została całko­wicie przehulana przez jego ojca, a zatem pradziadka poety, który był po prostu birbantem. Z całego majątku ocalał tylko dom na Marymoncie (inny niż ten, w którym mieszkał w czasie okupacji poeta).

14 Halina Radzymińska-Mularczyk (dla przyjaciół Halszka), żona Romana Bratnego, publikująca po wojnie pod nazwiskiem Joanna Żwirska