Klasyka: Reaktywacja

#
  • Sonia Draga
    Katowice 2014
    ISBN 978-83-7999-071-9
    280 stron
    143 x 205

Zapraszamy do przeczytania kolejnej recenzji z naszego cyklu Klasyka: Reaktywacja - tym razem Marcin Sendecki opowiada o książce Profesor Stoner Johna Williamsa, w tłumaczeniu Pawła Cichawy. Równocześnie z Gazetą Wyborczą publikujemy recenzję pisaną i - mówioną! Pierwsza - niżej. Druga - tu!


To książka przejmująca i piękna. Skromność fabuły idzie tu w parze z egzystencjalną intensywnością paru prostych i nieprostych spraw, które przytrafiły się pewnemu mężczyźnie z Missouri.

Amerykanin John Williams (1922-94) nie jest w Polsce kompletnie nieznany. Kilka lat temu w PIW-ie ukazał się jego August, ujęta w epistolarną formę opowieść o cesarzu Oktawianie Auguście. Była to ostatnia, a za życia autora najgłośniejsza z jego czterech bardzo zróżnicowanych tematycznie powieści, wydawanych w słusznych odstępach czasu: 1948, 1960, 1965, 1972. August zdobył ważną amerykańską National Book Award, skądinąd w wyniku salomonowej decyzji jury, które po raz pierwszy w historii nagrody podzieliło ją między dwie pozycje. Współlaureatem dość tradycyjnego formalnie Williamsa został czołowy przedstawiciel amerykańskiego postmodernizmu John Barth za Chimerę. Notabene, wciąż nieobecną w polszczyźnie.

O życiu ubogim w spektakularne wypadki

Profesor Stoner (oryginalny tytuł to Stoner, a więc tylko nazwisko bohatera książki) pochodzi z roku 1965 i być może nie trafiłby do nas, gdyby nie nagły krytyczny, czytelniczy i przekładowy renesans, jakiego zaznał po półwieczu od pierwodruku przy okazji ponownego pojawienia się na rynku. Nie jest to sytuacja wyjątkowa, by przypomnieć triumfalny powrót książek Richarda Yatesa czy, trochę z innej parafii, losy dzieła Henry'ego Rotha. Lecz w przypadku Profesora Stonera dzisiejsze nim zainteresowanie jest z paru powodów, o których za chwilę, zastanawiające i może nawet znamienne.

Williams opowiada o życiu i śmierci wywodzącego się z biednej farmerskiej familii wykładowcy literatury na prowincjonalnym Uniwersytecie Missouri. Opowieść jest nieobszerna - niespełna 300 stron druku - rzeczowa, niemal krystaliczna w swej spokojnej narracji, a jednocześnie pełna podskórnego, szlachetnego patosu.

Można podejrzewać, że powieść Williamsa jest po części autobiograficzna. On też wywodził się z niebogatej farmerskiej rodziny, doktorat zrobił na tym samym Uniwersytecie Missouri, a potem przez długie lata wykładał na podobnie prowincjonalnej uczelni w Denver. Także naukowe zainteresowania Stonera i Williamsa są trochę zbliżone - ostatni opracował antologię renesansowej poezji, pierwszy też zajmował się głównie dawnymi i bardzo dawnymi wierszami. Tyle że mamy tu znaczące przesunięcie czasowe: bohater powieści trafia na uczelnię przed I wojną światową, umiera zaś w latach 50. To zresztą tylko detale. Najważniejsze jest to, że Stoner opowiada o życiu właściwie ubogim w spektakularne wypadki, lecz pełnym zmagania się z przeciwnościami losu. I o nierównej walce z losem o drobne chwile szczęścia i możność wypełnienia swego powołania.

Pożądanie i książki. Tylko one istnieją naprawdę

W postaci Stonera ukazuje Williams czystą miłość do literatury i nauczania o jej tajnikach. Bohater powieści trafia na uczelnię, by kosztem wielu wyrzeczeń studiować rolnictwo. Na kursowych zajęciach z literatury doznaje jednak - trudno o lepsze słowo - olśnienia sonetem Szekspira i zmienia kierunek studiów, by spędzić życie na studiowaniu i nauczaniu dawnej literatury, a więc rzeczy ponadczasowych i z gruntu niepraktycznych. Nie robi jednak wielkiej kariery, nie jest geniuszem - jedyna książka, którą napisze, jest rzetelna, lecz wcale nie wybitna. Nie jest też właściwie charyzmatycznym wykładowcą.

To raczej typ przywiązany do reguł, porządku. Długoletni konflikt z kolegą z uczelni, który skutecznie uprzykrza mu życie, bierze się po części z konserwatywnego podejścia Stonera do nauki i nauczania. Uniwersytet zaś jest dlań rodzajem świeckiego klasztoru, świątynią czystej nauki, wyspą w morzu doraźności codziennego życia i wielkiej historii.

Życie rodzinne także nie rozpieszcza profesora Stonera. Małżeństwo z panną „z dobrego domu″ rychło okazuje się życiową katastrofą, a toksyczna żona rujnuje i egzystencję Stonera, i ich córki. Największy łut szczęścia, który spotyka anglistę to pięknie opisany przez Williamsa romans z doktorantką, urywający się w wyniku intryg uczelnianych wrogów. Klęska następuje po klęsce, choć w gruncie rzeczy, Stoner nie ma wobec życia wielkich oczekiwań. Jego kochanka Katherine mówi kiedyś: „Pożądanie i książki. (...) Tylko one istnieją naprawdę, nie sądzisz? Stonerowi wydało się wtedy, że to prawda, że to jedna z rzeczy, których się razem nauczyli″.

W końcu przychodzi emerytura - i rak, który w bólu odbiera mu życie. Stoner umiera z własną, dawno zapomnianą książką w ręku, po życiu pełnym cichego męstwa i stoickiego przyjmowania „strzał losu″.

U progu rewolty lat 60.

Jakkolwiek nieatrakcyjnie brzmiałby ten skrócony opis, Stoner to książka przejmująca i piękna. W dodatku jedna z tych, o których niełatwo się opowiada, bo skromność fabuły idzie tu w parze z egzystencjalną intensywnością paru prostych i nieprostych spraw, które przytrafiły się pewnemu mężczyźnie z Missouri.

Ale nie tylko uroda powieści Williamsa jest ujmująca i ciekawa. Jak się rzekło, w jej dzisiejszym powodzeniu jest coś znamiennego, co dla wielu może być niepokojące. Oto powieść napisana u progu studenckiej i społecznej rewolty lat 60., która wówczas i teraz staje w zupełnej sprzeczności z jej ideałami, zaangażowaniem, myśleniem o życiu i uniwersytecie. W tym sensie to książka reakcyjna, podobnie jak głośne Zamykanie się amerykańskiego umysłu Allana Blooma, którego tezom Stoner pewnie by przyklasnął. Czy Profesor Stoner tak mocno apeluje do czytelnika także dzięki temu, czy może mimo to, samą mocą literackiej kreacji, każdy czytelnik i czytelniczka muszą odpowiedzieć sobie sami.

- Marcin Sendecki