Klasyka: Reaktywacja

#
  • Universitas
    marzec 2015
    tłumaczenie: Tomasz Pindel
    135x195
    188 stron
    ISBN: 97883-242-2692-4

Zapraszamy do przeczytania kolejnej recenzji z naszego cyklu Klasyka: Reaktywacja - tym razem Piotr Kofta opowiada o książce Zabite Jorge Ibarguengoitii, w tłumaczeniu Tomasza Pindla. Równocześnie z Gazetą Wyborczą publikujemy recenzję pisaną i - mówioną! Pierwsza - niżej. Druga - tu!

Niecałe 200 stron ostentacyjnie skromnej, lekko ironicznej prozy upozowanej na reporterskie śledztwo – ale w tle kryje się opowieść o społecznej katastrofie, którą wszyscy, zarówno kaci, jak i ofiary, przyjmują jako zjawisko naturalne.

Były sobie raz cztery siostry – Delfina, María de Jesús, María del Carmen i María Luisa. Siostry González Valenzuela. Działały w branży rozrywkowej w meksykańskich stanach Jalisco i Guanajuato w latach 50. i 60. Prowadziły coś na kształt sieci domów publicznych, raz legalnie, innym razem w konspiracji. Delfina i María de Jesús szefowały całemu przedsięwzięciu, pozostałe dwie pełniły role pomocnicze. Firma ta wypracowała szczególne sposoby postępowania ze swoim personelem – gdy któraś z kobiet się zestarzała, zachorowała albo zwyczajnie przestała się podobać klientom, zabijano ją, a ciało wyrzucano w górach bądź zakopywano w masowej mogile. Klienci też nie mieli łatwo z paniami González Valenzuela – kilkunastu z nich, tych z grubszym portfelem, nigdy nie powróciło do domu z relaksującej wyprawy na dziwki. Podczas procesu sióstr w 1964 r. wymiar sprawiedliwości doliczył się w sumie 91 ofiar, ale mogło być ich więcej.

Taka historia – seryjne morderczynie o wyglądzie wdów sekutnic – to gratka dla mediów, szybko też obrasta w spiskowe legendy (w przypadku Delfiny i Maríi de Jesús były to doniesienia o ich rzekomych praktykach satanistycznych). Meksykański pisarz i dziennikarz Jorge Ibargüengoitia w 1977 r. wydał powieść Zabite, której fabuła jest luźno osnuta na motywach tamtych wydarzeń. Tej wiosny dostaliśmy ją wreszcie w świetnym przekładzie Tomasza Pindla.

Ibargüengoitia (rocznik 1928), niedoszły inżynier, był rówieśnikiem pokolenia latynoamerykańskiego boomu, ale ta fala nie poniosła go ku światowej sławie – może dlatego, że pisał całkiem inaczej niż Rulfo, Márquez, Fuentes czy Cortázar, pociągała go ironia, satyra i stylistyczny minimalizm. Niemniej już jego debiutancka powieść, Błyskawice sierpniowe (1964, wyd. pol. 1967), wywołała w Meksyku spory skandal. Owszem, była to rzecz o rewolucji meksykańskiej – pamiętnik fikcyjnego generała Lupe Arroyo – ale napisana w tonacji groteskowej farsy, w której każda kolejna śmierć ma wagę równą poślizgowi na skórce od banana.

Na tym tle Zabite wypadają odmiennie – obecny w niej ironiczny humor ma subtelny smak filozoficznej refleksji. Nie jest to również powieść dokumentalna w rodzaju Z zimną krwią Capote’a, bo Ibargüengoitia jawnie traktuje fakty z dużą swobodą i przemyślnie miesza fikcję z rzeczywistością. Można tę książkę czytać wręcz jako prowokacyjną polemikę z modnym w latach 70. nurtem Nowego Dziennikarstwa, polemikę, która podważa roszczenia literatury do chłodnego, reportażowego autentyzmu i – szerzej – do prawdy w ogóle. Zabite bowiem u d a j ą reportaż, są skomponowane wielogłosowo, głównie z fragmentów raportów policyjnych oraz zeznań świadków, ofiar i oskarżonych, oczywiście z uwzględnieniem tego, że wszyscy łżą jak najęci i przedstawiają sprzeczne wersje wydarzeń.

W Zabitych siostry są trzy: Serafina, Arcángela i Eulalia. Scenariusz ich przestępstw biegnie z grubsza równolegle z autentyczną historią, ale u meksykańskiego pisarza to nie złe intencje są motorem akcji, lecz nieszczęśliwy traf. „Moja siostra Arcángela została właścicielką tego lupanaru przypadkiem – zeznaje Serafina. – Zajmowała się udzielaniem pożyczek, jeden z dłużników nie oddał pieniędzy na czas i musiała przejąć jego majątek. (...) Miesiącami szukała administratora, ale nie trafiała na żadnego uczciwego, więc nie miała wyjścia i sama musiała się tym zająć. Tak dobrze jej szło, że po dwóch latach otworzyła drugi zakład". Ibargüengoitia starannie buduje łańcuszek przyczyn i skutków, w którym polityczne ambicje gubernatora stanu, marzącego o prezydenturze i zakazującego prostytucji na swoim terytorium, owocują w finale absurdalną rzezią w burdelu.

Zabite operują jeszcze jednym fascynującym trikiem – po książce lokującej się, jakkolwiek przewrotnie, na pograniczu literatury faktu, spodziewalibyśmy się raczej efektownego wyolbrzymiania opisywanych zbrodni, tymczasem Meksykanin robi coś z gruntu przeciwnego: on je łagodzi, uczłowiecza, nie mówiąc już o tym, że znacząco zmniejsza samą liczbę ofiar. Krwawy koszmar zamienia w lekko awanturniczą opowiastkę o niefartownych businesswomen, którym w magazynie zaległ trudno zbywalny towar.

W tym osobliwym chwycie chodzi o to, by masowy grób nie przysłonił tła – kobiety są w tym świecie przedmiotem obrotu handlowego, można je kupić, młodziutkie i nieużywane, za nieduże pieniądze na bazarze, można je zwabić na fałszywą ofertę pracy, zmusić do nierządu i zamknąć w lupanarze na dekadę, można wreszcie sprzedać je innemu sutenerowi albo bezkarnie zabić. Jest to też świat do spodu przesiąknięty korupcją – machina urzędnicza, sądowa czy policyjna nie działa bez smarowania, kupić da się przychylność albo życzliwą obojętność, a sędziom, politykom, policjantom czy wojskowym zapewnić seks w promocyjnej cenie. Ibargüengoitia nie tylko złośliwie krytykuje meksykańską rzeczywistość, lecz każe nam się również zastanowić przy okazji nad istotą społecznego ładu: jego bohaterowie, włącznie z ofiarami przemocy, bezrefleksyjnie godzą się na wszystko, gładko wchodzą w swoje role, nie poddają niczyjej krzywdy ani występku moralnej ocenie. Z pewnego punktu widzenia ów ład ma sens – co łatwo zauważyć, gdy delikatne naruszenie równowagi doprowadza w efekcie do katastrofy. Zło jest nie tylko banalne, zdaje się mówić autor, zło może być również uznawane za społecznie wartościowe, a jeśli nawet nie za wartościowe, to za naturalne i niezmienne.

Ta znakomita książka okazała się nader prorocza: wojny narkotykowe pogrążają Meksyk w chaosie, a opinią publiczną co i rusz wstrząsają doniesienia o gwałtach i morderstwach, których nieznani (a może „nieznani") sprawcy dokonywali – tysiącami – na młodych kobietach. Ten przeskok zresztą, jak każe nam to interpretować Ibargüengoitia, miał charakter raczej ilościowy niż jakościowy. Więcej katów, więcej trupów, ale mechanizm ten sam. Próbówał dać temu wyraz Roberto Bolaño w powieści 2666, zamieszczając w niej ponad 300-stronicowe, suche wyliczenie imion i nazwisk kolejnych ofiar oraz okoliczności ich śmierci. Bolaño, nawiasem mówiąc, cenił pisarstwo Meksykanina, a o niewielu starszych kolegach po piórze zwykł się wyrażać z uznaniem.

W sześć lat po napisaniu Zabitych Ibargüengoitia razem ze 169 innymi pasażerami zginął pod Madrytem w katastrofie boeinga kolumbijskich linii Avianca.

- Piotr Kofta