Klasyka: Reaktywacja

#
  • Austeria
    luty 2015
    przekład: Józef Wittlin
    wstęp: Adam Zagajewski
    200 stron
    ISBN: 9788378660897

Zapraszamy do przeczytania kolejnej recenzji z naszego cyklu Klasyka: Reaktywacja - tym razem Tomasz Fiałkowski opowiada o książce Josepha Rotha Krypta kapucynów, w tłumaczeniu Józefa Wittlina. Równocześnie z Gazetą Wyborczą publikujemy recenzję pisaną i - mówioną! Pierwsza - niżej. Druga - tu!


Prorok, który odszedł w wigilię katastrofy

 
Wiedeński kościół Kapucynów, wzniesiony w początku XVII w., jest zgodnie z regułą zakonu skromny, wręcz niepozorny. To jednak tutaj od ponad trzystu lat grzebie się panujących z rodu Habsburgów i ich rodziny. Użyłem czasu teraźniejszego, bo pogrzeb Zyty, wdowy po cesarzu Karolu I, odbył się w 1989 r., a pogrzeb ich najstarszego syna Ottona, ostatniego następcy tronu – zaledwie przed czterema laty. Właśnie przed wejściem do krypty cesarskiej rozgrywa się ostatnia scena powieści Josepha Rotha, najwybitniejszego zapewne piewcy mitu habsburskiego.

Roth urodził się w 1894 r. w galicyjskich Brodach w rodzinie żydowskich kupców, studiował we Lwowie i Wiedniu, pracował jako dziennikarz dla wiedeńskich, berlińskich i frankfurckich gazet, zmarł w 1939 r. na wygnaniu w Paryżu. Językiem swojego pisarstwa uczynił z wyboru niemiecki, za swoją jedyną prawdziwą ojczyznę uważał wielonarodowe państwo Habsburgów, pod koniec życia zaangażował się nawet w utopijne próby wskrzeszenia monarchii. Największą jego powieść, Marsz Radetzky’ego (1932), włoski literaturoznawca i pisarz Claudio Magris nazwał „najpiękniejszym nekrologiem, jaki kiedykolwiek napisany został dla formy państwowości”.

Późniejszą o sześć lat Kryptę Kapucynów łączy z Marszem... temat: schyłek i upadek cesarstwa, a także bohaterowie: pochodząca ze Słowenii rodzina Trottów. Pierwsza część tej dylogii, osobliwej, bo złożonej z odrębnych całości, to dzieje podporucznika von Trotty, który w bitwie pod Solferino (1859) uratował życie młodego Franciszka Józefa i otrzymał w nagrodę tytuł szlachecki, oraz jego potomków. Akcja kończy się w 1916 r.: w pałacu Schönbrunn umiera cesarz, a w miasteczku W. na Morawach – syn człowieka, który go kiedyś ocalił. Narrator części drugiej, stryjeczny wnuk bohatera pod Solferino, jest już zamożnym (choć nie nobilitowanym) wiedeńczykiem. Jego opowieść zaczyna się w kwietniu 1914, od odwiedzin kuzyna ze Słowenii Józefa Branko, wędrownego sprzedawcy kasztanów.

Katastrofa nadciąga, koniec państwa rządzonego przez sędziwego władcę jest bliski, ale młodzi ludzie, którzy fetują gościa, jeszcze tego nie przeczuwają. „Obracałem się – wspomina Trotta – w wesołej, nieposkromionej kompanii młodych arystokratów... Łączyły mnie z nimi sceptyczna lekkomyślność, melancholijny cynizm, grzeszne niedbalstwo, wyniosła dekadencja... Cieszyły nas bale, młode wino, dziewczęta, jedzenie, przejażdżki, najprzeróżniejsze pustoty. Cieszyły bezsensowne eskapady, samobójcza ironia, niczego nieoszczędzająca krytyka”. Wkrótce jednak na murach zawiśnie cesarska odezwa „Do moich ludów” i rozpocznie się krwawa, wyniszczająca i bezsensowna wojna.

Finał książki to już rok 1938. W kawiarni, w której bywa Trotta, pojawia się groteskowa i odrażająca postać, która „zdawała się przybywać z położonego w suterenach klozetu”, choć weszła wprost z ulicy; na głowie ma „coś w rodzaju czapki wojskowej, która jednocześnie przypominała basen dla obłożnie chorych oraz karykaturę naszej dawnej austriackiej furażerki”. Młody nazista – bo to oczywiście on – ryczy: „Rodacy! Rząd obalony!”. Umiera także i ta kaleka forma austriackiej państwowości, jaką dla Trotty była republika. Wędrując nad ranem wiedeńskimi ulicami, chce złożyć pożegnalną wizytę „swoim cesarzom”. Ale krypta kapucynów jest zamknięta...

Mamy więc ogromny temat – agonia i śmierć cesarstwa, a potem burzliwe losy międzywojennej Austrii – zamknięty na niewielu stronach i pokazany ze specyficznej perspektywy. Zarówno narrator, jak i jego wiedeńscy kompani, a także kuzyn Józef Branko i jego przyjaciel, żydowski woźnica Manes Reisiger, czują się sierotami po świecie bezpowrotnie minionym. Również polski arystokrata, hrabia Chojnicki, pojawiający się już na kartach Marszu..., jak Trotta opłakuje upadłe państwo. Jemu właśnie każe Roth w Krypcie kapucynów wskazać sprawców katastrofy: „Zamykaliście oczy, kiedy te matołki alpejskie i Niemiaszki sudeckie, kiedy te kretyńskie Nibelungi obrażały i lżyły nasze ludy. Aż te ludy znienawidziły w końcu monarchię i zaczęły ją zdradzać. Nie Czesi, nie Serbowie, nie Polacy, nie Rusini ją zdradzili, lecz Niemcy, ta narodowość państwowa”. Nie przypadkiem przecież Roth przypisał Trottom, najwierniejszym z wiernych, słowiańskie korzenie.

Klęska monarchii łączy się z osobistą klęską Trotty. Jego małżeństwo z piękną Węgierką Elżbietą jest nieudane, a żona zdradza go z demoniczną rodaczką Jolantą Szatmary, wziętą projektantką dla przemysłu artystycznego. „Takie babsko z krótkimi włosami”, mówi z obrzydzeniem stara pani Trotta, ostentacyjnie i komicznie przekręcając węgierskie nazwisko przyjaciółki synowej, za każdym razem inaczej. Węgrów zresztą – ich nieposkromione żądania polityczne, a także brutalność, z jaką traktowali swoje mniejszości narodowe – uważał Roth za współwinnych upadku państwa habsburskiego.

Często przeciwstawia się wspomniane dwie powieści, traktując Kryptę... jak mniej udany ciąg dalszy Marszu..., zanadto już gloryfikujący Cesarstwo. Krytycy jednak zdają się zapominać, że chodzi o dwa zupełnie różne ujęcia: epicką panoramę nakreśloną przez zewnętrznego obserwatora i subiektywny monolog głównego bohatera. Nie można wszystkich sądów i opinii formułowanych przez Franciszka Ferdynanda Trottę – tego bez „von” przed nazwiskiem – przypisać autorowi. To gorzka spowiedź człowieka, któremu odebrano jego świat i który powojenną rzeczywistość we wszystkich jej aspektach obserwuje z nietajonym obrzydzeniem, nawet jeśli chodzi tylko o modę na rzemiosło artystyczne i niewinne „paciorki z szyszek”.

Krypta kapucynów nie jest diagnozą polityczną, to raczej skarga i elegia w jednym. Proza zwięzła i oszczędna, wyzbyta sentymentalizmu, za to liryczna i melancholijna, a przy tym przepojona czułym współczuciem dla bohaterów. Bywają tragiczni, bywają śmieszni, jak kasztaniarz Józef Branko, który z rozbrajającą otwartością wyłudza pieniądze od swego kuzyna. Bo w tej powieści jest także i humor, choć pisał ją człowiek przegrany, zrozpaczony i topiący tę rozpacz w alkoholu.
Roth umarł trzy miesiące przed wybuchem II wojny. W piątą rocznicę jego śmierci w Nowym Jorku odbyła się akademia, podczas której przemawiał znakomity polski pisarz Józef Wittlin. Zaprzyjaźniony z Rothem od czasów wspólnych studiów w Wiedniu, tłumacz jego książek, w tym Krypty..., porównał jej autora do proroka Izajasza – jednego z tych, którzy z daleka widzą nadciągającą Apokalipsę i ostrzegają przed nią. „Takich proroków zabiera Bóg ze świata w wigilię katastrofy”. Prorok Roth odszedł, ale pozostawił wiele świetnych książek.

– Tomasz Fiałkowski